BRIDGE Act, czyli cień nadziei dla DREAMersów

fot.Eugene Garcia/EPA

fot.Eugene Garcia/EPA

Zwycięstwo Donalda Trumpa na pewno nie było dobrą wiadomością dla kilkuset tysięcy młodych ludzi , którzy nie posiadają w USA legalnego statusu imigracyjnego, a korzystających z programu Deferred Action for Childhood Arrivals (DACA). Już za miesiąc może spaść na nich prawdziwy cios.

Program, zapoczątkowany dekretem przez Baracka Obamę w 2012 roku, objął swoim działaniem tzw. DREAMers – nielegalnych imigrantów, którzy – często bez własnej wiedzy i zgody – zostali wwiezieni na terytorium USA przez swoich rodziców czy opiekunów. Nazwa grupy podchodzi od DREAM Act – projektu ustawy regulującej status młodych ludzi, który od kilkunastu lat (począwszy od 2003 roku), mimo licznych prób, nie pokonał legislacyjnych przeszkód w Kongresie.

Zintegrowani nielegalni

Szacowana na ponad 700 tys. osób grupa beneficjentów DACA to często ludzie, którzy nie znają i nie pamiętają kraju swojego pochodzenia. Dla nich Ameryka jest ojczyzną. Tu chodzili do szkoły, studiowali, służyli w siłach zbrojnych. W większości przypadków są perfekcyjnie zintegrowani. Grozić im będzie deportacja, bo prezydent elekt Donald Trump jeszcze w czasie kampanii obiecywał zakończenie programów imigracyjnych Obamy już pierwszego dnia po objęciu urzędu. Teraz trochę zmienił ton, mówiąc, że będzie “pracował nad jakimś rozwiązaniem”, ale niepewność pozostała. Trudno zapomnieć nieprzychylne imigrantom deklaracje i zapowiedzi zamykania drzwi do Ameryki. A właśnie ta grupa osób wśród wszystkich imigrantów cieszy się stosunkowo największą sympatią Amerykanów.

Z sondażu przeprowadzonego już po wyborach prezydenckich wynika, że aż 58 proc. badanych nie chce cofnięcia przywilejów wobec beneficjentów DACA. Tylko 28 proc. Amerykanów popiera cofnięcie gwarancji zawieszenia deportacji.

fot.Michael Reynbolds/EPA

fot.Michael Reynbolds/EPA

BRIDGE Act dotyczy ludzi urodzonych po czerwcu 1981 roku i tych, którzy przybyli do USA jako nieletni. Muszą oni spełnić określone wymogi dotyczące wykształcenia oraz zostać sprawdzeni pod kątem karalności. Ustawa stwarza także furtkę dla tysięcy osób

Zakończenie programu DACA, będącego czasową gwarancją ochrony przed deportacją, przy jednoczesnym prawie do pracy, może być dla wielu DREAMersów życiową katastrofą. Pierwszym testem rzeczywistych intencji nowej administracji mogą okazać się losy najnowszej inicjatywy senatorów Lindseya Grahama (republikanina z Karoliny Południowej) oraz Dicka Durbina (demokraty z Illinois). Dzięki ich ponadpartyjnej inicjatywie w izbie wyższej Kongresu pojawi się BRIDGE Act (skrót od Bar Removal of Individuals who Dream and Grow our Economy Act), czyli projekt ustawy przedłużający czas ochronny dla DREAMersów o kolejne 3 lata. „Ten problem spędzał sen z powiek nie tylko po tej stronie politycznej barykady. Jetem szczęśliwy, że senator Lindsey Graham przeszedł ponad podziałami. Razem pracujemy nad legislacją nazwaną BRIDGE Act” – oświadczył sen. Durbin.

PPP na trzy lata

Projekt nie obiecuje „ścieżki do obywatelstwa” ani nawet przyznania tej grupie osób pełnego legalnego statusu. Zamysłem sponsorów BRIDGE Act jest stworzenie oddzielnej kategorii imigracyjnej określanej jako „provisional protected presence” (PPP), przyznającej DREAMersom podobną opiekę co DACA. Dzięki temu mogliby pracować legalnie w USA, starać się o prawo jazdy, czy podróżować za granicę. Oczywiście pod pewnymi warunkami.

BRIDGE Act dotyczy ludzi urodzonych po czerwcu 1981 roku i tych, którzy przybyli do USA jako nieletni. Muszą oni spełnić określone wymogi dotyczące wykształcenia oraz zostać sprawdzeni pod kątem karalności. Ustawa stwarza także furtkę dla tysięcy osób, które dotąd nie wystąpiły o zawieszenie deportacji w ramach DACA i osób, które były za młode, aby wystąpić o ochronę, a mogą przekroczyć wiek graniczny w przyszłości.

Podobnie jak w przypadku DACA gwarancja ochrony przed deportacją miałaby warunkowy charakter. Imigrant popełniający przestępstwo traciłby automatycznie prawo do PPP. I w odróżnieniu od DACA nowego statusu nie można by było przedłużać. W praktyce oznaczałoby to, że jeśli Kongres w ciągu trzech lat nie upora się z problemem reformy imigracyjnej, kilkaset tysięcy osób jednego dnia równocześnie straci prawo do ochrony przed deportacją. Widmo życiowych katastrof można jednak na razie odsunąć o wiele miesięcy.

Nie wiadomo, czy ustawa Grahama-Durbina przejdzie całą ścieżkę w Kongresie, biorąc pod uwagę konserwatywną większość w Izbie Reprezentantów. Ani tym bardziej czy doczeka się podpisu nowego prezydenta. BRIDGE Act stwarza jednak pewną szansę na wyjście z patowej sytuacji, bo za DREAMersami opowiada się wielu republikanów. Są wśród nich nawet ci, którzy krytykowali jako „amnestię” próby przyznawania legalnego statusu ludziom, którzy przeszli na piechotę przez Rio Grande oraz potępiali rozwiązywanie problemów imigracji przy pomocy prezydenckich dekretów. Opcja „miękkiego lądowania” dla DREAMersów nie jest polityczną fikcją. Przewodniczący Izby Reprezentantów Paul Ryan zapowiada, że nie zatrzaśnie drzwi przed tą grupą. Co prawda elektorat nowego prezydenta w dużej liczbie oczekuje masowych deportacji i niespecjalnie spodoba mu się ustawa, która pozwoli setkom tysięcy imigrantów na pozostanie w USA. Ich stronę weźmie zapewne „jastrzębi” Jeff Sessions, który jest kandydatem Trumpa na urząd prokuratora generalnego, a w Izbie Reprezentantów przewodniczący Komisji Sądownictwa Bob Goodlatte. Z drugiej jednak strony prezydent elekt deklaruje biznesowe podejście do sprawowania prezydentury i chęć zawierania kompromisów. Dlaczego więc nie zacząć od BRIDGE Act?

Bez wątpienia łatwiej będzie przegłosować taką stosunkowo wąską ustawę niż szerszą reformę systemu imigracyjnego. Różnice między demokratami a republikanami są tu fundamentalne, a po wyborach przedstawiciele mniejszości wciąż zachowali możliwość blokowania ustaw w Senacie poprzez stosowanie obstrukcji parlamentarnej.

Cena za DREAMersów

Zwolennicy BRIDGE Act mają nadzieję na przekonanie prezydenta Trumpa do pozostawienia beneficjentów DACA w USA bez konieczności ponownego spychania ich w „nielegalność”. Trudno bowiem stygmatyzować DREAMersów jako „złych” imigrantów. Na razie mamy jedynie enigmatyczną deklarację prezydenta elekta, że coś w tej sprawie zrobi. BRIDGE Act może być dla nowej administracji konkretną pomocą, a dla całego świata dowodem, że o problemach imigrantów można nadal dyskutować w cywilizowany sposób. Cenę za miękkie lądowanie DREAMersów mogą jednak zapłacić inni imigranci, bo Kongres może równocześnie uchwalić większe wydatki na bezpieczeństwo granic oraz przyspieszyć deportacje pozostałych grup nieudokumentowanych cudzoziemców.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

 

Categories: Imigracja

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*