Bliskie więzy, czyli jakie? Nowe kryteria wizowe w dekrecie imigracyjnym

fot.pexels.com/Tomasz Gzell/EPA

Administracja Donalda Trumpa mówi o poważnym sukcesie. Po miesiącach prawnych potyczek Sąd Najwyższy przyznał częściową rację prezydentowi i zezwolił na wprowadzanie w życie ograniczeń dla cudzoziemców przy podróżowaniu do USA. Weszły one w życie w nocy z czwartku na piątek.

W praktyce oznaczają one znaczne ograniczenie przyjazdów dla mieszkańców sześciu krajów z dominującą ludnością muzułmańską (Iran, Syria, Sudan, Somalia, Libia oraz Jemen) oraz wstrzymanie przyjmowania uchodźców. Z jednym poważnym zastrzeżeniem Sądu Najwyższego – wszystkie restrykcje powinny mieć charakter tymczasowy. Na razie więc zakaz dotyczący wjazdów obywateli krajów z islamskiej „6” obowiązuje przez 90 dni, a uchodźców – aż 120. Tak będzie do jesieni, kiedy Sąd Najwyższy skończy pełny przegląd rozporządzeń imigracyjnych Trumpa.

Wiodąca rola prezydenta

Biały Dom nie bez powodu może mówić o sukcesie. Sąd Najwyższy, obradujący w pełnym składzie, przyznał, że to właśnie do prezydenta należy kształtowanie i egzekwowanie polityki imigracyjnej kraju. Jednocześnie jednak przypomniał o konstytucyjnych ramach podejmowanych decyzji. Początkowo forsowane bezwzględnie zakazy wjazdów zostały więc mocno rozwodnione. Nie obejmą na przykład osób, które posiadają w Stanach najbliższe rodziny (tzw. bliskie lub pozytywne więzy z USA), osób już mających amerykańskie wizy, posiadaczy zielonych kart oraz kilku innych grup.

Dopiero najbliższe dni i tygodnie pokażą, jakie będą rzeczywiste skutki wejścia w życie rozwodnionych zarządzeń prezydenta Trumpa. Scenariuszy może być kilka.

Osoby wieszczące katastrofę przypominają o styczniowym chaosie na lotniskach, kiedy wejście w życie pierwszych bardzo restrykcyjnych rozporządzeń zastało wielu podróżujących już w samolotach lecących do USA. Tym razem administracja zapewnia jednak, że jest dużo lepiej przygotowana niż kilka miesięcy temu. – Oczekujemy, że to będzie dzień jak co dzień – zapewniał w czwartek rzecznik Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego David Lapan. Czujniejsze z pewnością okażą się linie lotnicze, które po prostu nie wpuszczą na pokład tych pasażerów, którzy mogliby zostać zawróceni – właśnie na koszt przewoźników.

Rodzinę ma każdy

Może się jednak okazać, że przysłowiowa góra urodzi mysz. Z danych Departamentu Stanu wynika bowiem, że wielu, jeśli nie większość przyjeżdżających do USA, posiada rodzinne kontakty w USA. Na przykład na 12998 wiz imigracyjnych dla obywateli Jemenu aż 12563 osoby posiadały w Stanach członków najbliższej rodziny.

Administracja Trumpa zrezygnowała też z zawracania z granicy osób mających wydane już wcześniej ważne wizy, uznając, że kandydaci do wjazdu przeszli kontrolę w amerykańskich urzędach konsularnych.

Zakazy obejmą więc przede wszystkim wnioskodawców o nowe wizy – osoby z krajów islamskiej „6” deklarujące wyjazd do USA w celach czysto turystycznych i biznesowych będą praktycznie bez szans. Tylko ilu Sudańczyków, Syryjczyków czy Somalijczyków chce dziś zwiedzać Amerykę dla czystej przyjemności?

… o istnieniu Bona Fide Relationship świadczyć może obecność w USA małżonka lub teściowej, ale już nie babci lub dziadka

Liczba wyłączeń jest dużo dłuższa. Do USA muszą być wpuszczani amerykańscy obywatele, nawet jeśli mają drugie obywatelstwo z jednego z sześciu objętym zakazem krajów. Zakaz nie obejmie też osób, którym już przyznano prawo azylu, już przyjętych uchodźców oraz osób, które były w USA legalnie przed 26 czerwca. O posiadaczach zielonych kart wspomnieliśmy już wcześniej.

Administracja została też zobowiązana do uszanowania ważności już wydanych wiz. Nawet przy wystawianiu nowych wiz Departament Stanu ma prawo zezwolić na wjazd do USA osobom niespełniających warunku posiadania Bona Fide Relationship w USA, choć tylko na zasadzie wyjątku.

Lepsza teściowa niż babcia

Mimo to wielu ekspertów wyraża w mediach obawy, że zarówno linie lotnicze jak i same służby imigracyjne nie są należycie przygotowane na egzekwowanie nowych zakazów. Obawiają się bałaganu na lotniskach, bo brak jednoznacznej wykładni przepisów. Najwięcej kontrowersji budzi wymóg posiadania „bliskich więzów” (Bona Fide Relationship) w USA. Nic więc dziwnego, że z takim rozwiązaniem nie zgadzał się nawet sędzia Clarence Thomas, który uznał, że doprowadzi to do lawiny pozwów sądowych. Najpierw trzeba zdefiniować, co oznaczy posiadanie „pozytywnych więzów” ze Stanami Zjednoczonymi i nie wprowadzać tymczasowych zakazów do jesieni, kiedy Sąd Najwyższy podejmie ostateczną decyzję – argumentował.

O tym, że Thomas może mieć rację, może świadczyć postawienie w stan gotowości organizacji proimigracyjnych, które już zmobilizowały armię prawników gotowych do udzielania pomocy na lotniskach. Owe więzy będzie można interpretować na różne sposoby i to mimo tego, że sędziowie Sądu Najwyższego podali pewne konkretne sygnały.

Dla nich o istnieniu Bona Fide Relationship świadczyć może obecność w USA małżonka lub teściowej (ale już nie babci lub dziadka), a także posiadanie listów z amerykańskich uczelni, czy ofert pracy, jeśli kandydaci do wjazdu posiadają wizy odpowiednich kategorii. Z drugiej strony definicji Bona Fide Relationship nie będzie spełniać rezerwacja hotelowa, czy wykupiona wycieczka.

Ale co wtedy, gdy wjeżdżający ma w USA babkę, ciotkę, czy kuzyna? Według nowych wytycznych – też nie – konieczny jest członek najbliższej rodziny. Ale gdy rodzeństwo jest tylko przyrodnie, a teściowa jest matką żony, ale tylko z pierwszego małżeństwa, a wjeżdżający jako wdowiec ożenił się po raz drugi? To szara i niebezpieczna strefa – twierdzą obrońcy praw imigrantów. Tym bardziej, że decyzje agentów imigracyjnych podejmowane są w sposób arbitralny i nieprzejrzysty.

Nawet osoby przybywające ze spokojnych i bezpiecznych krajów, takich jak Polska, doskonale wiedzą, że urzędnik Customs and Border Enforcement może odmówić prawa wjazdu cudzoziemcowi powołując się na szereg argumentów dotyczących kwestii bezpieczeństwa, czy zdrowia publicznego.

A co z loterią?

Osoby z sześciu krajów objętych dekretem imigracyjnym, które wezmą udział w loterii wizowej, przyznającej na zasadzie losowania 50 tys. zielonych kart rocznie osobom z krajów o niskim poziomie imigracji do USA, w przypadku wygranej będą musiały udowodnić swoje więzi rodzinne bądź biznesowe z USA.

A zazwyczaj osoby biorące udział w tej loterii nie posiadają żadnych więzi z USA. Zamyka się więc dla nich i ta furka legalizacji pobytu w USA.

Dziurawy zakaz

Na szlaku kampanii Donald Trump – wówczas jeszcze kandydat do Białego Domu – obiecywał Amerykanom „całkowity i kompletny zakaz wjazdu muzułmanów” do Stanów Zjednoczonych. Mimo że administracja uznaje, że każdy z tych krajów jest albo siedliskiem albo sponsorem terroryzmu, trudno mówić tu o pełnej szczelności. Trudno też uwierzyć, aby nowe rozporządzenie, przy takiej liczbie wyjątków i odstępstw wpłynęło w jakikolwiek sposób na poprawę bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Imigracja

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*