Zbigniew Ściwiarski, sprawiedliwy wśród narodów świata

Wnuk i syn Zbigniewa Ściwiarskiego przy tablicy w Illinois Museum of Holocaust
fot.Dariusz Lachowski

W czwartek, 9 września w Illinois Museum of Holocaust w Skokie k. Chicago odbyła się uroczystość odsłonięcia tablic upamiętniających osoby, które w czasie II wojny światowej z narażeniem życia ratowały Żydów. Jednym z wyróżnionych jest nieżyjący już Zbigniew Ściwiarski, odznaczony w 1989 r. medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. O tym, czego dokonał mając 19 lat, rozmawiamy z jego synem, mieszkającym od ponad 30 lat w rejonie Chicago, biznesmenem Andrzejem Ściwiarskim.

Andrzej Ściwiarski historię tę sam poznał, kiedy był już dorosły. Jego ojciec nie opowiadał o tym, nie lubił stawiać się na piedestale bohatera. – W czasie wojny pracował jako ochotnik w małym szpitalu w Boernerowie, dzielnicy obecnego Bemowa. Już po upadku powstania, w którym walczył pod pseudonimem „Bożek”, do szpitala przybyła młoda kobieta z pilną wiadomością. W piwnicy domu przy ulicy Promyka na Żoliborzu od ukrywa się grupa siedmiorga uczestników stłumionego w poprzednim roku powstania w getcie, członków ŻOB (Żydowskiej Organizacji Bojowej). W tym samym domu pracuje niemiecka ekipa budowlana, która lada chwila wejdzie do piwnicy, co oznacza śmierć dla powstańców. Dyrektor szpitala, dr Stanisław Śwital, wybrał kilka najbardziej zaufanych osób. Pytał każdego, czy jest gotów na śmierć, bo idzie na akcję, z której może nie wrócić. Wśród sześciorga, którzy 15 listopada 1944 roku wyruszyli na ulicę Promyka, był mój ojciec – mówi Andrzej Ściwiarski.

Grupę tworzyli: Kazimierz Syłkiewicz i jego żona Maria, Barbara Kinkiel, Zbigniew Ściwiarski, Janusz Osęka i Alina Margolis, która przyniosła wiadomość. Szli przez gruzy i zgliszcza, niepewni, czy nie wejdą na miny. Wszyscy mieli na ramieniu opaski Czerwonego Krzyża, nieśli dwie pary noszy. Weszli do piwnicy tuż po wyjściu Niemców na obiad i jak najszybciej pomogli ukrywającym się przybrać wygląd zwykłych cywilów. Na noszach położyli najbardziej chorych, w tym Marka Edelmana, ostatniego przywódcę powstania. Dźwigali nosze na zmianę wszyscy – również uratowani powstańcy. Po drodze zatrzymywały ich trzy niemieckie patrole. Dwie kobiety bardzo dobrze mówiące po niemiecku wyjaśniały, że na rozkaz wysokiego niemieckiego oficera transportują ze szpitala chorych na tyfus plamisty. Niemcy bardzo się tyfusu obawiali, a opaski Czerwonego Krzyża robiły swoje.

W boernerowskim szpitalu dostali jedzenie, opiekę lekarską i fałszywe polskie dokumenty. Chorzy zostali tam jeszcze kilka dni, po czym przemieszczono ich do szpitala w Jelonkach pod Warszawą, pozostali mogli nazajutrz wyjść i decydować o swojej przyszłości. Wszyscy uratowani powstańcy przeżyli okupację.

Zbigniew Ściwiarski
fot.arch. pryw.

Warto przypomnieć, że w późniejszych latach dr Marek Edelman, wybitny kardiolog i społecznik, współpracował z Komitetem Obrony Robotników i działał w „Solidarności”.

Wspominając ojca, Andrzej Ściwiarski podkreśla, że walczył w powstaniu warszawskim jako plutonowy podchorąży grupy AK „Kampinos”.
– Był człowiekiem bardzo towarzyskim, pomocnym każdemu, lubianym przez wszystkich. Nawet tu, jak przyjeżdżał i spotykał moich kolegów, to bardzo dobrze go wspominali. Mówili, że był takim ciepłym, dobrym człowiekiem, serdecznie nastawionym do ludzi, których nawet nie znał.

Pracował jako jako dyrektor BHP (bezpieczeństwa i higieny pracy) w Centralnej Radzie Związków Zawodowych. Prowadził dochodzenia w całej Polsce po wypadkach np. w kopalniach. – Uczył mnie, a teraz ja to przekazuję mojemu 17-letniemu synowi, że praca z narzędziami bywa bardzo niebezpieczna. Mówił: „pomyśl, zanim zrobisz”. Lubił majsterkować, wszystko sam robił w domu, nawet garaż sam zbudował. Uczył mnie, że są rzeczy ważniejsze w życiu, niż sama zabawa i przyjemności. Zmarł w 2000 roku. Mama, już w podeszłym wieku, dała mi jego otrzymany w Jerozolimie medal, żeby był w rodzinie.

Imię Zbigniewa Ściwiarskiego jest uwiecznione w Yad Vashem, na honorowej tablicy w Parku Sprawiedliwych wśród Narodów Świata na Wzgórzu Pamięci w Jerozolimie. Przy Alei Sprawiedliwych rośnie jego drzewko oliwne. Od czwartku, 7 września na Ferro Fountain of the Righteous w Muzeum Holokaustu w Skokie upamiętnia go tablica z imieniem i nazwiskiem, a na muzealnej ścieżce Tribute Pathway jest ułożona cegła z napisem: IN LOVING MEMORY / ZBIGNIEW ŚCIWIARSKI RISKED HIS LIFE TO SAVE OTHERS.

Krystyna Cygielska

Zdjęcia: Dariusz Lachowski

  • DSC_1719
  • DSC_1676
  • 1
  • 11
  • DSC_1735
  • DSC_1717
Categories: Historia, Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*