Śląskie. 39 lat temu w katastrofie dwóch autobusów zginęło 30 osób

Autosan H9 fot.Wikipedia

39 lat temu w Oczkowie (Śląskie) w katastrofie dwóch autobusów wiozących pracowników do kopalń zginęło 30 osób. Pojazdy wpadły w poślizg i runął do Jeziora Żywieckiego. W środę znicz na miejscu tragedii złożył burmistrz Żywca Antoni Szlagor.

„To niewyobrażalna tragedia, o której wszyscy pamiętamy” – powiedział PAP burmistrz.

Katastrofa wydarzyła się 15 listopada 1978 r. Nad ranem wiozący górników do kopalni Brzeszcze, Ziemowit i Mysłowice w wąwozie Wilczy Jar autobus wpadł w poślizg i runął z mostu w kilkunastometrową przepaść do Jeziora Żywieckiego. Kilkanaście minut później to samo spotkało drugi autobus, który spadł 3 metry obok.

W katastrofie zginęło 30 osób: 27 górników, wdowa po górniku, który dwa tygodnie wcześniej zginął w wypadku, oraz dwóch kierowców. Przeżyło dziewięć osób.

Po latach tragedię wspominał Czesław Pruski, który był w 1978 r. komendantem żywieckiej straży pożarnej. „Gdy wszedłem do pierwszego autokaru, żywi byli już wyciągnięci. Pozostali tylko martwi. Wszyscy mieli głowy pochylone do przodu. Woda falowała. Wkoło pływały ich ubrania zamienne, teczki, dokumenty. Ten widok mnie prześladuje” – wspominał.

Za oficjalną przyczynę wypadku prokuratorzy z Bielska-Białej uznali błąd kierowców, którzy nie zachowali ostrożności i nie dostosowali prędkości do warunków na śliskiej szosie. Historyk Paweł Zyzak, autor książki „Tajemnica Wilczego Jaru”, uważa jednak, że śledztwo było prowadzone tak, by niczego nie wyjaśnić. Zwrócił uwagę na krążącą wówczas plotkę, że świadkowie widzieli na moście milicyjny samochód. To on miał doprowadzić do wypadku.

Ofiary katastrofy upamiętnia tablica przy moście. Ich listę, ułożoną w porządku alfabetycznym, otwierają i zamykają kierowcy. Pierwszy autobus prowadził Józef Adamek, ojciec pięściarza Tomasza Adamka. Za kierownicą drugiego zasiadał Bolesław Zoń. Najmłodsze ofiary miały po 18 lat, najstarsza 48.

Tragedia w Oczkowie była drugą pod względem liczby ofiar katastrofą, jakie wydarzyły się po wojnie na polskich drogach. W największej, gdy w 1994 r. pod Gdańskiem autobus uderzył w drzewo, zginęły 32 osoby, a 43 odniosły rany. (PAP)

Categories: Historia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*