VSG

VSG

Kilka dni temu obudziłem się rano w błogim poczuciu totalnego bezpieczeństwa. Nic tak nie uspokaja człowieka jak przeświadczenie, że w Białym Domu pilnuje kraju – co najmniej przez trzy godziny na dobę – VSG (Very Stable Genius, czyli Bardzo Stabilny Geniusz). Sytuacja byłaby znacznie gorsza, gdyby Donald był niestabilnym geniuszem. Na szczęście dla nas, jest zupełnie inaczej. Wszyscy możemy spać w spokoju i w wierze, że naczelnik państwa czuwa, stosując w tym celu wszystkie swoje genialne zdolności, których jest cały wór.

Przywódca wolnego świata wielokrotnie podkreślał już swoje liczne, imponujące walory. Wiemy na przykład, że VSG jest w posiadaniu większego przycisku nuklearnego niż przywódca Korei Północnej, co jest niezwykle krzepiące. W listopadzie 2015 roku kandydat Trump oświadczył, że wie więcej o organizacji ISIS niż generałowie, bo ma „bardzo dobry mózg”. W lutym 2016 wyznał z wrodzoną sobie skromnością, że wie więcej o polityce zagranicznej niż jakikolwiek inny kandydat prezydencki, a zaraz potem dodał, iż nikt na świecie nie czyta tak często Biblii jak on. W tymże roku VSG pochwalił się największą wiedzą na świecie w następujących tematach: porozumienie z Iranem, pieniądze, paliwa odnawialne, podatki, okropności wojny nuklearnej, zadłużenie oraz infrastruktura. Trzeba jeszcze dorzucić niedawną tezę, iż – jak na geniusza przystało – Trump jest bardzo inteligentny, bo chodził do dobrych szkół.

VSG posiada też inne godne podziwu cechy. „Moje piękno polega na tym, że jestem bogaty” – powiedział w trakcie kampanii prezydenckiej. Zapewnił też elektorat o tym, iż posiada “długie i piękne palce”, co ma oczywiste znaczenie dla sprawnego sięgania do wspomnianego już, wielkiego przycisku nuklearnego. Na dodatek te długie i piękne palce sterowane są przez wielki intelekt: „Ja mam najwyższe IQ i wszyscy o tym wiecie, ale nie czujcie się z tego powodu głupimi – to nie wasza wina”.

Wobec wszystkich tych zniewalających przymiotów posiadanych przez VSG nie można się dziwić, iż potrafi on obiecywać rzeczy wielkie i wspaniałe. A najważniejszą z tych obietnic jest ta: „Zbuduję wielki mur – uwierzcie mi, nikt nie potrafi budować murów tak jak ja – a zbuduję go tanio. Zbuduję wielki mur na naszej południowej granicy, zapłaci za to Meksyk. Możecie to sobie zapisać”.

Nie dziwi mnie specjalnie fakt, iż VSG musi nas nieustannie utwierdzać w przekonaniu, że jest wielki i nieomylny, ponieważ w przeciwnym razie moglibyśmy o tym przypadkowo zapomnieć, a to wprowadziłoby kraj w stan ogromnego i szkodliwego zatroskania. Z drugiej strony mam pewne wątpliwości. Albert Einstein nie chodził po podwórku uniwersytetu Princeton i nie zapewniał przechodzących tamtędy studentów o tym, że jest największym i genialnym fizykiem świata. Artur Rubinstein nie łaził po Paryżu chwaląc się tym, że nie tylko ma długie i piękne palce, ale może też nimi wyczarowywać najlepsze na świecie fortepianowe dźwięki. Wreszcie Dustin Hoffman nie trąbi po całym Hollywoodzie, że jest genialnym aktorem, któremu nikt inny nie jest w stanie podskoczyć.

Rodzi się w związku z tym niepokojące podejrzenie, iż prawdziwi geniusze nigdy nie muszą się sami swoją wielkością chwalić, gdyż uzasadniają to swoją pracą, osiągnięciami, zachowaniem na forum publicznym, itd. Być może do wyjątków należał Muhammad Ali, który miał zwyczaj krzyczeć „I am the greatest!”, ale dotyczyło to wyłącznie jego zdolności do skutecznego obijania facjat bokserskim przeciwnikom, do czego miał istotnie niezwykły talent. Nie miał natomiast żadnych pretensji do innych cech geniuszu, począwszy od granicznego murarstwa, a skończywszy na wielkości jakichkolwiek narządów ciała.

W sumie jednak to dobrze, że rządzi nami Bardzo Stabilny Geniusz obdarzony świetnym mózgiem, sterującym sprawnie pięknymi i długimi palcami. Mogło być przecież być znacznie gorzej. Biały Dom mógł zostać opanowany przez jakiegoś narcystycznego, mściwego i zdziecinniałego megalomana bez pojęcia o czymkolwiek. Całe szczęście, że tego zdołaliśmy uniknąć.

Andrzej Heyduk

Andrzej Heyduk
Pochodzi z Wielkopolski, choć od dzieciństwa związany z Wrocławiem. W USA od 1983 roku. Z wykształcenia anglista (Uniwersytet Wrocławski), językoznawca (Lancaster University w Anglii) oraz filozof (University of Illinois). Dziennikarz i felietonista od 1972 roku – publikował m. in. w tygodniku „Wprost”, miesięczniku „Scena”, gazetach wrocławskich, periodyku „East European Journal”, mediach polonijnych, dzienniku „Fort Wayne Journal”. Autor słownika pt.: „Leksykon angielskiej terminologii komputerowej” (1991) oraz anglojęzycznej powieści pt.: „The Breslau Conspiracy” (2014).

 

fot.Ron Sachs/POOL/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Heyduk

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*