Sukces czy porażka?

Sukces czy porażka?

Jak można się było spodziewać, porozumienie zawarte przez USA i Iran, przy współuczestnictwie wszystkich stałych członków Rady Bezpieczeństwa oraz Niemiec, zostało ostro skrytykowane przez amerykańską prawicę, w niektórych przypadkach jeszcze przed podaniem szczegółów układu do wiadomości publicznej. Natomiast premier Izraela, Benjamin Netanjahu, od samego początku nie chciał słyszeć o żadnych rozmowach z Teheranem, zapewne dlatego, że marzy o ataku bombowym na Iran.

Sprzeciw wobec wynegocjowanego porozumienia był łatwy do przewidzenia, gdyż w USA rozpoczęła się już prezydencka kampania wyborcza, w której kontekście niemal wszystko nabiera wymiaru politycznego. Krytycy to w ogromnej większości polityczni przeciwnicy prezydenta Obamy, któremu nie chcą bez walki oddać sporego sukcesu dyplomatycznego. Ale jeśli nie takie porozumienie, to jakie?

Kontynuowanie obecnych sankcji przeciw Iranowi utrzymuje wprawdzie ten kraj na granicy załamania gospodarczego, ale jeśli chodzi o ewentualną produkcję przez Teheran bomb atomowych absolutnie niczego nie zmienia. Interwencja zbrojna, przedmiot snów Netanjahu, byłaby pociągnięciem katastrofalnym, szczególnie wobec faktu, że cały Bliski Wschód jest dziś mocno niestabilny. W związku z tym porozumienie, niezależnie od jego ewentualnych słabości, jest z pewnością korzystniejsze od wszystkich alternatyw. Jak by na to nie patrzeć, opóźnia możliwość zbudowania przez Iran bomby atomowej o 15 lat, a przez ten czas wiele się może zdarzyć. Gdyby zaś irańskie władze złamały porozumienie, sankcje mogą zostać szybko wznowione. Trudno zatem zrozumieć krytyków, którzy nie proponują żadnych innych rozwiązań, tym bardziej, że porozumienie gwarantowane jest przez wszystkich stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ. 

Dalsze losy zawartego układu są niepewne zarówno w Iranie, jak i w USA, tyle że nie w ten sam sposób. Irańska teokracja opiera się na decyzjach podejmowanych przez „duchowego przywódcę” narodu, czyli ajatollaha Chameneia, który może po prostu odrzucić ustalone w czasie rokowań zasady porozumienia. Na razie nikt nie wie, czy tak zrobi czy też pogodzi się z tym, co popiera prezydent kraju – Rouhani.

W USA dość prawdopodobne jest to, że porozumienie zostanie odrzucone przez Kongres, co niemal na pewno spowoduje, że Obama skorzysta z prawa weta. Jego odrzucenie większością 2/3 głosów wydaje się być prawie niemożliwe. W sumie zatem po stronie amerykańskiej zatwierdzenie postanowień uzgodnionych w ramach żmudnego procesu niekończących się negocjacji jest niemal przesądzone. Otwartą kwestią pozostaje jedynie to, jak kłótliwa będzie dwumiesięczna dyskusja na ten temat.

Przedstawianie rezultatów negocjacji z Iranem jako porażki z pewnością będzie przez następne tygodnie dosyć częstym zjawiskiem. Z drugiej strony niezaprzeczalnym i znacznym sukcesem jest to, że Stany Zjednoczone po raz pierwszy od czasu irańskiej rewolucji nawiązały bezpośredni dialog z władzami w Teheranie.

Andrzej Heyduk

Na zdjęciu: Radość Irańczyków z podpisanego porozumienia fot.Abedin Taherkenareh/EPA

Categories: Heyduk

Comments

  1. roman
    roman 20 lipca, 2015, 22:28

    A. Heyduk jest fanatycznym zwolennikiem Obamy i demokratow, ale i on nie jest pewny czy porozumienie z Iranem to sukces albo porazka. Wielu uwaza, ze USA skaputulowaly na calej linii. W porozumieniu nie ma nic na temat obywateli USA wiezionych w Iranie. Jak dotad administracja Obamy nie potrafila ich uwolnic, a Iran uzyskal praktycznie wszystko co chcial i jego mozliwosci dojscia do posiadania broni jadrowej ograniczono w sposob minimalny. Z historii wiadomo, ze uklady z panstwami zbojeckimi to byla prawie zawsze fikcja. Wszystkie uklady rozbrojeniowe z sowietami po drugiej wojnie swiatowej polegaly na tym, ze zachod sie rozbrajal, a sowieci sie przegrupowywali. Dopiero zdecydowana postawa Reagana polozyla kres tej komedii. Podobnie bedzie tym razem. Odblokowanie kont Iranu i sprzedaz ropy ulatwia Iranowi dojscie do broni atomowej. Wyrolowanie naiwnych Amerykanow i calej ONZ to zaden problem. Trudno jednak to zmienic, bo w szkolach amerykanskich nie ucza teraz historii, tylko jak walczyc z kapitalizmem.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*