Strzały w plecy

Strzały w plecy

Czy w USA można zginąć z rąk policjanta w trakcie rutynowego zatrzymania na publicznej drodze? Ależ oczywiście, że można. 50-letni Walter Scott został w stanie Południowa Karolina zatrzymany przez oficera Michaela Slagera, ponieważ w jego samochodzie przepalona była jedna z żarówek. Nikt nie wie, co wydarzyło się potem, za to doskonale znany jest finał – Scott w pewnym momencie zaczyna uciekać, a Slager strzela do niego ośmiokrotnie, trafiając go cztery razy w plecy i raz w głowę. Wiemy o tym jednak tylko dlatego, że przypadkowy przechodzień nagrał całą scenę przy pomocy telefonu komórkowego, a następnie przekazał ten materiał policji.

Efekt był natychmiastowy – Slager został zwolniony z pracy i stanie przed sądem pod zarzutem morderstwa. Problem jednak w tym, że gdyby nagrania wideo nie było, śmierć czarnoskórego Scotta byłaby tylko poślednim dodatkiem do policyjnych statystyk, a Slager kontynuowałby swoją służbę, tak jakby nic wielkiego się nie stało. Zresztą policjant, nie wiedząc o nagraniu wideo, szybko skonstruował sobie historię o tym, jak to Scott zagrażał jego życiu i próbował zabrać mu paralizator elektryczny. Na filmie widać jednak wyraźnie, że paralizator upada na chodnik i uciekający człowiek nie ma go przy sobie. Natomiast już po zastrzeleniu Scotta Slager podnosi paralizator, podchodzi do swojej ofiary i kładzie go przy ciele, co miało zapewne potwierdzić zmyśloną przez niego opowiastkę o „śmiertelnym zagrożeniu”. Slager twierdził ponadto, że błyskawicznie próbował udzielić pomocy Scottowi, co jednak też okazało się być bzdurą, ponieważ na filmie widać, jak śmiertelnie ranny człowiek zakuwany jest w kajdanki. Dopiero trzeci policjant przybyły na miejsce wydarzeń ma przy sobie apteczkę i próbuje udzielić Scottowi pomocy.

Należy się domyślać, że po zatrzymaniu Scotta przez policjanta doszło między nimi do jakiejś konfrontacji, prawdopodobnie wyłącznie słownej, ale być może również fizycznej. Jednak zgodnie z wydanymi w ostatnich latach decyzjami Sądu Najwyższego policjantom wolno jest wprawdzie używać broni palnej nawet wtedy, gdy ktoś nieuzbrojony ucieka, ale pod warunkiem, że osoba ta stwarza bezpośrednie zagrożenie dla otoczenia lub policjanta. Scott, odwrócony do Slagera plecami i uciekający przed nim, nie zagrażał absolutnie nikomu.

Wszystko to nie przesądza oczywiście o winie policjanta. Prędzej czy później dojdzie do procesu, w czasie którego z pewnością pojawią się dodatkowe fakty dotyczące całego zdarzenia. Niektórzy prawnicy twierdzą, że uzyskanie wyroku skazującego może być w tym przypadku dość trudne, mimo szokującego charakteru materiału wideo.

Niemniej jednak niepokoi lekkomyślny pośpiech, z jakim Slager uciekł się do użycia broni palnej przeciw bezbronnemu człowiekowi, który w żaden bezpośredni sposób mu nie zagrażał. Niepokoi też coś innego. Niemal pewne jest to, że policjant zachował się tak, jak się zachował, ponieważ był święcie przekonany o tym, iż ujdzie mu to bezkarnie. I gdyby nie nagranie z telefonu komórkowego, tak właśnie by się stało. Stąd proste i smutne pytanie – ilu ludzi w USA ginie w podobnych okolicznościach, przy totalnej bezkarności sprawców?

Andrzej Heyduk

Na zdjęciu: Miejsce, w którym został zastrzelony Walter L. Scott fot.Stephen B. Morton/EPA

Opinie i poglądy wyrażane w felietonach nie odzwierciedlają stanowiska ani “Dziennika Związkowego” ani portalu www.DziennikZwiazkowy.com i są tylko poglądami autorów. Nie zgadzasz się z poglądami wyrażonymi w felietonach? Napisz do nas: dziennik@zwiazkowy.com

Categories: Heyduk

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*