Plan C?

Plan C?

Donald Trump niemal na pewno będzie kandydatem Partii Republikańskiej na prezydenta kraju. Tym samym ziścił się koszmar, którego obawiali się od wielu miesięcy tzw. tradycyjni konserwatyści amerykańscy, którzy swój rodowód polityczny upatrują w partii Ronalda Reagana, Barry’ego Goldwatera oraz – w ostatecznym rozrachunku – Abrahama Lincolna. Z tego stylu konserwatyzmu nie zachowało się praktycznie nic. Został on podarty na strzępy przez dotychczasową kampanię Trumpa.

W obliczu wydarzeń ostatnich tygodni liczni wyborcy o prawicowych przekonaniach stają przed nie lada dylematem, który oferuje im trzy możliwości. Po pierwsze, mogą się poddać i poprzeć nominata, w imię partyjnej jedności. Po drugie, mogą nie poprzeć nikogo i w dniu wyboru pozostać w domu. Wreszcie po trzecie, mogą zacząć poważnie myśleć o stworzeniu w USA jakiejś trzeciej liczącej się partii politycznej. Z historycznego punktu widzenia ów „plan C” ma nikłe szanse na realizację. O trzeciej partii mówi się w Ameryce od wielu dekad, ale nigdy z tego nic nie wychodzi. Są jednak tacy, którzy uważają, że właśnie nadeszła chwila, by wreszcie impas ten przełamać.

Eliot A. Cohen, który w przeszłości pracował w Departamencie Obrony i Departamencie Stanu za rządów obu Bushów, opublikował ostatnio na łamach dziennika „The Washington Post” komentarz, w którym wygłosił kilka ostrych komentarzy na temat Trumpa i oznajmił, że klasyczny konserwatyzm w USA w zasadzie przestał istnieć i że stworzenie trzeciej partii politycznej jest jedynym wyjściem. Cohen napisał między innymi (i przypominam, że jest to człowiek prawicy), iż Trump jest człowiekiem kompletnie niezasługującym na nominację ze względu na jego „temperament, system wartości oraz światopogląd polityczny”. Dodał też, że Partia Republikańska być może podniesie się jakoś po obecnej „klęsce moralnej”, ale jest to – jego zdaniem – wątpliwe w obliczu faktu, iż wybraniec republikański posługuje się językiem „uprzedzeń, głupawej wojowniczości i rasizmu”, a szkody wyrządzone przez niego mogą okazać się niemożliwe do naprawienia.

Cohen sugeruje, że Ameryce potrzebna jest nowa, centroprawicowa siła, w której programie ideowym zapisane byłyby pewne proste zasady: poważanie dla konstytucji, racjonalne podejście do wewnętrznych problemów kraju, a szczególnie do edukacji i ochrony zdrowia, oraz przywiązanie do amerykańskiego „internacjonalizmu”, jaki wykształcił się po II wojnie światowej. Ta nowa partia miałaby też argumentować na rzecz popierania dobrze działającego, w miarę skromnego rządu federalnego, przy zachowaniu kontroli nad biurokratami i niepotrzebnymi regulacjami.

Z konserwatystami zgadzam się dość rzadko, ale w tym akurat przypadku tezy Cohena wydają się być sensowne, tyle że droga do ich realizacji w USA pozostaje dość odległym snem. Natomiast wszystkim listopadowym wyborcom polecam taki oto cytat z jego komentarza: „Dla konserwatystów głosowanie na Hillary Clinton byłoby jednoznaczne z porzuceniem istotnych ideałów, natomiast niestawienie się przy urnach stanowiłoby akt ucieczki, a nie wypełnienia obywatelskiego obowiązku. Kandydatura Trumpa jest żenująca i spowodowała już szkody zarówno tu, jak i poza granicami kraju. Ale ważniejsze pytania nie dotyczą pojedynczego demagoga, lecz tego, czy w przyszłości ktoś w tym kraju będzie w stanie wypowiadać się na rzecz wolnego, konstytucyjnego i w miarę ograniczonego rządu federalnego”.

Andrzej Heyduk

Na zdjęciu: Donald Trump fot.Jim Lo Scalzo/EPA

Categories: Heyduk

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*