Odtrutka na mur

Odtrutka na mur

Od pewnego czasu Ameryka dyskutuje o murze. Takim granicznym, jak ten w Berlinie. Ścierają się przy tym rozmaite racje, choć w kręgach zbliżonych do rozsądku zamiar budowy fizycznej zapory między USA i Meksykiem najczęściej uważany jest za projekt nieco średniowieczny, a nawet starożytny, jako że w swoim czasie rzymski cesarz Hadrian zbudował coś podobnego na granicy dzisiejszej Anglii i Szkocji. Wtedy tzw. mur Hadriana jakoś nie wypalił, ale dziś, zaraz po Brexicie, może wreszcie znaleźć jakieś konkretne zastosowanie. Wystarczy tylko zbudować odpowiednie wieże obserwacyjne, dodać zasieki z drutu kolczastego oraz zatrudnić emerytowanych strażników z byłej NRD. W ten sposób będzie można skutecznie zatrzymywać przerażonych Anglików, usiłujących zbiec na północ.

Kiedyś, w niezbyt odległej przeszłości, Ameryka patrzyła na granicę z Meksykiem w sposób dramatycznie inny niż dziś. W roku 1944 prezydent Franklin D. Roosevelt stworzył park narodowy o nazwie Big Bend National Park o powierzchni prawie miliona akrów. Park znajduje się na zachodzie Teksasu, wzdłuż rzeki Rio Grande. Mniej więcej w tym samym czasie FDR zaapelował do ówczesnego prezydenta Meksyku, Manuela Ávili Camacho, o stworzenie podobnego rezerwatu przyrody po drugiej, meksykańskiej stronie rzeki tak, by w sumie powstał park nie tylko ogromny, ale również międzynarodowy.

Pomysł prezydenta wcale nie był bezprecedensowy. W roku 1932 rządy USA i Kanady postanowiły połączyć obszary Glacier National Park i Waterton National Park w „międzynarodowy park pokoju”, który istnieje do dziś. Jednak z zamiarów stworzenia Big Bend International Park na granicy z Meksykiem nigdy nic nie wyszło. Następca Roosevelta, prezydent Truman, był wprawdzie nadal zainteresowany, ale Camacho przestał być prezydentem, a przywódca USA miał wiele innych problemów na głowie.

O wiele później prezydent Reagan podpisał w roku 1983 porozumienie z władzami meksykańskimi o ochronie środowiska naturalnego po obu stronach Rio Grande w zachodniej części Teksasu. Działo się to jednak w czasach, w których konserwatyści zachowywali się jeszcze jak normalni ludzie. W roku 1994 Meksyk utworzył chroniony obszar o nazwie Madera del Carmen, przylegający do terenu Big Bend National Park. Tym samym powstał mimo wszystko zaczątek ewentualnego, meksykańsko-amerykańskiego parku o powierzchni trzech milionów akrów.

W kontekście obecnej retoryki park taki z pewnością nie powstanie, choć sam pomysł jest idealną odtrutką na głupoty opowiadane o konieczności odgrodzenia USA od Meksyku fizyczną barierą. Ameryka Północna to nie jakieś poletko Kargula i Pawlaka, lecz spójny ekologicznie i społecznie kontynent, który zasługuje na to, by go chronić przed idiotyzmem i zaściankowością. Rzeka Rio Grande jest wprawdzie graniczna, ale z pewnością nie wie o tym ani ona sama, ani tym bardziej wszystkie gatunki fauny i flory, które wzdłuż niej żyją i koegzystują. Co się zaś tyczy ludzi, mieszkańcy tych terenów w większości żadnej granicy w ogóle nie dostrzegają, bo jest to obszar liczącej sobie kilka stuleci symbiozy. Idealnym symbolem tej symbiozy byłoby zrealizowanie pomysłu FDR sprzed ponad półwiecza. A potem, w środku tego parku, można by było postawić fragment jednego z prototypów muru Trumpa. Ku przestrodze.

Andrzej Heyduk

Andrzej Heyduk
Pochodzi z Wielkopolski, choć od dzieciństwa związany z Wrocławiem. W USA od 1983 roku. Z wykształcenia anglista (Uniwersytet Wrocławski), językoznawca (Lancaster University w Anglii) oraz filozof (University of Illinois). Dziennikarz i felietonista od 1972 roku – publikował m. in. w tygodniku „Wprost”, miesięczniku „Scena”, gazetach wrocławskich, periodyku „East European Journal”, mediach polonijnych, dzienniku „Fort Wayne Journal”. Autor słownika pt.: „Leksykon angielskiej terminologii komputerowej” (1991) oraz anglojęzycznej powieści pt.: „The Breslau Conspiracy” (2014).

 

fot.Alejando Bringas/EPA/REX/Shutterstock

Categories: Heyduk

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*