Nareszcie!

Nareszcie!

Prezydent Obama zrobił to, co już dawno miało zostać zrobione – postanowił wznowić pełne stosunki dyplomatyczne z Kubą i wprowadzić szereg innych zmian, które mają ułatwić wyjeżdżanie do tego kraju, prowadzenie tam działalności biznesowej, itd. Nie może całkowicie znieść obowiązującego od pół wieku embarga, bo taką decyzję musi podjąć Kongres, ale przynajmniej sprowokował na ten temat dyskusję. Jest to krok odważny, który ma wielu krytyków, ale bezsprzecznie kończy on dziwną, zimnowojenną postawę USA wobec małego i biednego kraju.

W przeszłości kolejni prezydenci unikali podejmowania jakichkolwiek decyzji w sprawie Kuby, gdyż bali się utraty poparcia ze strony imigrantów kubańskich na Florydzie. Jednak w szeregach tych imigrantów nastąpiły w ostatnich latach istotne zmiany generacyjne, w wyniku których większość osób kubańskiego pochodzenia popiera przerwanie izolacji Kuby.

Embargo przeciw Kubie od samego początku było dość bezsensowne i oparte na błędnym przeświadczeniu, iż izolacja ekonomiczna kraju zmusi braci Castro do zmiany polityki lub zejścia z politycznej sceny. Tymczasem amerykańskie restrykcje były i nadal są powszechnie ignorowane, nie tylko przez takie kraje jak Rosja czy Wenezuela, ale również przez sojuszników USA, na czele z Unią Europejską. Natomiast Raul Castro nadal sprawuje władzę i nic nie wskazuje na to, by się z nią miał szybko rozstać. Prowadzi od pewnego czasu nieśmiałe reformy i Biały Dom ma cichą nadzieję, że większa obecność amerykańska na wyspie procesy te zdecydowanie przyspieszy.

Obama wynegocjował swoją nową politykę wobec Kuby przy znacznym zaangażowaniu ze strony rządu Kanady oraz papieża Franciszka, który wcześniej wystosował do przywódców USA i Kuby osobisty list. Sekretne negocjacje prowadzone były rzekomo zarówno w Kanadzie, jak i w Watykanie.

Krytycy decyzji Obamy przytaczają te same co zwykle i mocno wyświechtane argumenty. Przewodniczący Izby Reprezentantów John Boehner stwierdził na przykład, że administracja powinna była zaczekać ze wznawianiem stosunków dyplomatycznych aż do czasu, gdy Kuba będzie w pełni wolnym krajem, w którym nikt nie będzie prześladowany za przekonania. Gdyby tę logikę zastosować z żelazną konsekwencją, Waszyngton musiałby natychmiast zerwać stosunki dyplomatyczne z Chinami, Wietnamem, Arabią Saudyjską, a może nawet z Rosją. Z tych samych powodów nigdy nie powinno było dojść do historycznej wizyty prezydenta Richarda Nixona w Pekinie.

Wymóg tego, by Ameryka utrzymywała normalne kontakty wyłącznie z krajami na wskroś demokratycznymi jest po prostu niemożliwy do zrealizowania. Jeśli zatem handlujemy na potęgę z Chinami, mimo nagminnego łamania przez ten kraj praw człowieka, jakie może być sensowne wytłumaczenie tego, że przez pięć dekad nie rozmawialiśmy z kubańskimi władzami i karaliśmy ludzi za to, iż przemycali do USA kubańskie cygara?

W nowym Kongresie na zniesienie embarga przeciw Kubie raczej nie można liczyć, ponieważ republikańska większość jest temu przeciwna. Jednak proces zapoczątkowany właśnie przez Obamę zmienia całkowicie sytuację – na korzyść Kuby, Kubańczyków i naszą.

Andrzej Heyduk

fot.Alejandro Ernesto/EPA

Categories: Heyduk

Comments

  1. roman
    roman 21 grudnia, 2014, 11:32

    Rzeczywiscie, Kubanczycy skorzystaja z posuniecia Obamy. Skorzysta tylko totalitarna wladza. „Korzysci” beda podobne, jakie odnosza nieliczni polonijni czytelnicy DZ czyli zerowe.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*