Lata hańby

Lata hańby

Ogromne zamieszanie powstało wokół opublikowanego przez Senat raportu w sprawie traktowania przez USA tzw. „wrogich bojowników“, przetrzymywanych w różnych tajnych placówkach CIA, rozsianych po całym świecie. Z raportu wynika dość jednoznacznie, że przez kilka lat po atakach terrorystycznych 9/11 władze amerykańskie tolerowały torturowanie więźniów. Stosowano różne, często dość szokujące metody, na czele z osławionym waterboarding, czyli podtapianiem przesłuchiwanych. Lektura raportu nie jest zbyt przyjemna, a wszystko to wystawia dość wątłe świadectwo Ameryce jeśli chodzi o przestrzeganie podstawowych zasad moralnych.

Dyskusja wokół tego bulwersującego raportu dzieli dyskutantów na dwa zasadnicze obozy. Jedni twierdzą, że stosowanie tortur, niezależnie od kontekstu, jest zawsze naganne, a w dodatku niemal nigdy nie daje jakichkolwiek cennych informacji, jako że torturowani często opowiadają co im ślina na język przyniesie, byle zaoszczędzić sobie cierpień. Inni utrzymują jednak, że używanie tego rodzaju „technik“ tuż po krwawych atakach na Amerykę było w pełni uzasadnione i zapobiegło wielu innym atakom. W tym drugim obozie nadal pokutują czysto semantyczne manipulacje, których celem jest unikanie nazywania rzeczy po imieniu. I tak tortury, to nie tortury, tylko „rozszerzone techniki przesłuchań“, a jeniec wojenny to tak naprawdę nie jeniec, tylko wrogi bojownik, który nie ma absolutnie żadnych praw (bo jest spod prawa wyjęty), i z którym można robić wszystko.

Mnie interesuje jednak nieco inne zagadnienie, które dotyczy okresu poprzedzającego jakiekolwiek tortury. Kto i na jakiej podstawie pozwolił CIA na organizowanie tzw. „czarnych placówek“, czyli tajnych więzień w obcych krajach (w tym, niestety, również w Polsce), gdzie z więzionymi można było robić dowolne rzeczy, jako że miejsca te były poza jakąkolwiek kontrolą reszty świata? Gdzie w konstytucji USA można znaleźć zapis o legalności tworzenia tego rodzaju miejsc? Jakie konkretne uzasadnienie prawne mogłoby mieć w tym przypadku sens? Problem polega na tym, że „czarne placówki“ były od samego początku nielegalne, zarówno w świetle prawa amerykańskiego, jak i międzynarodowego. Nie jest przypadkiem to, że więźniów torturowano poza terytorium USA, tak, by nikt się nie mógł do niczego przyczepić. Robiono to potajemnie, po cichu, daleko – dokładnie tak, jak postępuje kryminalista obawiający się prawnych konsekwencji.

Dziś apologeci tych mrocznych lat hańby nadal obstają przy swoim. Tortury były koniecznie, bo sytuacja była wyjątkowa. Dzięki biciu, dręczeniu i topieniu ludzi mogliśmy wszyscy spokojniej spać. Niestety, nawet jeśli to wszystko prawda, chwalić się nie ma czym. Jeżeli skuteczna obrona przed ekstremizmem i terrorem wymaga ignorowania lub gwałcenia konstytucji oraz kpienia z praworządności, to w zasadzie już przegraliśmy i możemy ogłosić kapitulację.

Były wiceprezydent Dick Cheney, jeden z głównych architektów „rozszerzonych technik przesłuchań“, zabrał oczywiście głos, stwierdzając ze zwykłą dla siebie swadą, iż senacki raport jest „pełen fałszywych wniosków“ i że nadal w pełni popiera rzeczone „techniki“, a gdyby miał dziś decydować, czy je trzeba stosować, w pełni by taką ideę poparł. Moim zdaniem, Dick winien stanąć przed sądem, ale zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że nigdy nie stanie. Gdyby jednak znalazł kiedyś chwilę czasu, winien się poddać na ochotnika podtopieniu, by się przekonać, czy to tortura, czy też doświadczenie porównywalne z kąpielą w wannie pełnej figlarnych bąbelków.

Andrzej Heyduk

fot.Dennis Brack/EPA

Categories: Heyduk

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*