Kulą w płot

Kulą w płot

W ostatnich dniach przed niedawnymi wyborami do Kongresu zaprezentowano przerażonej Ameryce potencjalnie śmiertelne zagrożenie ze strony grupy zubożałych uciekinierów z Hondurasu i Gwatemali, maszerujących przez Meksyk w kierunku amerykańskiej granicy. W obliczu tej nieuchronnej inwazji Donald Trump wysłał na południe kilka tysięcy żołnierzy, których zadaniem miało być wspieranie Straży Granicznej, a może nawet strzelanie do tych, którzy odważyliby się rzucać w żołnierzy kamieniami.
I oto nagle stał się cud. Gdy tylko ostatni głos wpadł do urny, zagrożenie natychmiast zniknęło, a przynajmniej nikt już o nim nieustannie nie trąbi. Wydaje się wręcz, że szeregi tzw. „karawany imigrantów“, w których mieli być bandyci i arabscy dżihadyści, nagle przepadły bez śladu. Oczywiście ludzie ci nadal zmierzają w kierunku USA, ale stracili wszelką wartość polityczną dla obecnej administracji waszyngtońskiej.
Tymczasem wysłani nad granicę żołnierze spędzają czas na siedzeniu bezczynnie w namiotach i okazjonalnym montowaniu zasieków z drutu kolczastego, czyli tańszej wersji od dawna zapowiadanego „pięknego muru“ Donalda. Dzięki efekciarskiej decyzji Trumpa nie spędzą z rodzinami Święta Dziękczynienia, mimo że nie uczestniczą w żadnej wojnie. Większość z nich tak naprawdę nie wie, po co ich tam wysłano i kiedy się to wszystko skończy.
Sekretarz obrony Jim Mattis, którego niektórzy podejrzewają niesłusznie o bycie jednym z nielicznych normalnych ludzi w federalnym rządzie, zapewne zwietrzył fakt, iż armia może mieć pewne problemy z uzasadnieniem granicznej misji militarnej, w związku z czym pojechał ostatnio do Teksasu na spotkanie z grupą nieco zdezorientowanych szeregowców. Ponieważ być może nie wiedział, co im powiedzieć, wymyślił na poczekaniu kompletnie bzdurne porównanie tego, co się w pasie przygranicznym dzieje dziś do roku 1916. Przed 102 laty meksykański rewolucjonista i generał, Pancho Villa, zaatakował Nowy Meksyk, splądrował wojskowy fort, ukradł liczne konie i uzbrojenie, a następnie wrócił do Meksyku.
Mattis opowiedział o tych wydarzeniach żołnierzom i stwierdził, że dziś sytuacja nad granicą z Meksykiem jest podobna. Jest jednak pewien mały problem ze snuciem tego rodzaju historycznego paralelizmu. W Meksyku nie ma dziś ani generała-rewolucjonisty, ani też jakichkolwiek sił zbrojnych, zagrażających knajpom Starbucks w Tuscon i sklepom Walmart w San Diego. Po meksykańskiej stronie granicy nie ma w zasadzie niczego, prócz coraz mniej licznych przemytników ludzi i narkotyków. Jeśli zatem sekretarz obrony chciał ostrzec swoich podopiecznych, że prędzej czy później czeka ich zbrojna potyczka z tajemniczymi wrogami z południa, to trafił kulą w płot, chyba że za te wraże siły uważa matki z dziećmi.
Karkołomne porównanie Mattisa ma mniej więcej taką samą wartość, jak twierdzenie, że nad zachodnią granicą Polski winny stacjonować tysiące żołnierzy, bo kiedyś z tego kierunku nadjechał Wehrmacht. No ale coś trzeba tym żołnierzom powiedzieć, bo inaczej zanudzą się na śmierć. Być może powinni wolny czas spędzić na przestudiowaniu przepisów posse comitatus, które zakazują amerykańskim siłom zbrojnym (poza Gwardią Narodową) jakichkolwiek czynnych interwencji w przypadku konfliktów lub problemów cywilnych. Chyba, że pojawi się nagle jakiś nowy, uzbrojony po zęby Pancho Villa.

Andrzej Heyduk

Andrzej Heyduk
Pochodzi z Wielkopolski, choć od dzieciństwa związany z Wrocławiem. W USA od 1983 roku. Z wykształcenia anglista (Uniwersytet Wrocławski), językoznawca (Lancaster University w Anglii) oraz filozof (University of Illinois). Dziennikarz i felietonista od 1972 roku – publikował m. in. w tygodniku „Wprost”, miesięczniku „Scena”, gazetach wrocławskich, periodyku „East European Journal”, mediach polonijnych, dzienniku „Fort Wayne Journal”. Autor słownika pt.: „Leksykon angielskiej terminologii komputerowej” (1991) oraz anglojęzycznej powieści pt.: „The Breslau Conspiracy” (2014).

 

fot.JOEBETH TERRIQUEZ/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Heyduk

Comments

  1. Yaroon
    Yaroon 28 listopada, 2018, 00:09

    Najwięcej krzyku o złym traktowaniu uchodźców/emigrantów zarobkowych podniosła Rosja w programie „Wieczór z Władimirem Sołowjowem” (synem rosyjskiego komunistycznego kacyka). Za nielegalne przekroczenie Rosyjskiej granicy grozi łagier.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*