Graniczny obłęd

Graniczny obłęd

Rząd federalny USA pozostaje częściowo sparaliżowany od ponad miesiąca, ponieważ Donald Trump uparł się, że musi od podatników dostać prawie 6 miliardów dolarów na budowę granicznego muru z Meksykiem. Definicja tegoż muru mocno się zmieniła. Początkowo miała to być „piękna ściana” wzdłuż całej granicy, za której budowę mieli zapłacić Meksykanie, a w których miała powstać imponująca brama, przez którą mieli zostać z kraju wykopani wszyscy nielegalni imigranci, tak by potem można było z powrotem przyjąć tylko tych „porządnych”.

Lawina meksykańskich peso nigdy się nie zmaterializowała, a dziś mur to już tylko „jakaś fizyczna zapora w strategicznych miejscach”, zbudowana ze stalowych prętów lub czegoś podobnego. Jednak końca tego szaleństwa nadal nie widać, mimo że muru praktycznie nikt nie chce, a specjaliści twierdzą, że jego wzniesienie niczego nie rozwiąże. W sumie jednak osią całego sporo nie są wcale wyłącznie pieniądze.

Na południu Arizony, by się posłużyć prostym przykładem, mieszka po obu stronach granicy meksykańsko-amerykańskiej indiańska społeczność Tohono O’odham, która liczy sobie prawie 40 tysięcy ludzi. Nieco ponad 2 tysiące Indian z tego plemienia zajmuje tereny przygraniczne w Meksyku, w pobliżu miasta Sonora. Natomiast reszta to ludzie mieszkający w okolicach pustyni Sonoran w Arizonie.

Do Tohono O’odham należy w sumie teren o powierzchni 2,5 miliona akrów. Jest to dla tych ludzi ziemia uświęcona, która zamieszkują od setek lat. Gdy przed 136 laty Meksyk i USA prowadziły negocjacje w sprawie ostatecznej linii granicznej, Indian nikt się o zdanie nie pytał i w ten sposób znaleźli się oni w dwóch różnych krajach. Granica na terytorium Indian ma 62 mile długości. Nie ma tam na razie żadnego muru, a jest jedynie szereg grubych pali demarkacyjnych. Członkowie plemienia, którzy posiadają specjalne legitymacje, mogą swobodnie przekraczać linię graniczną przez bramę o nazwie San Miguel Gate, której pilnuje plemienna policja. Nie jest to normalne przejście graniczne, gdyż osoby spoza plemienia, czy to Meksykanie czy też Amerykanie, nie mają tam prawa wstępu.

Powstanie w tym miejscu wysokiego muru granicznego, o którym obsesyjnie marzy Trump, dla społeczności Tohono O’dham byłoby katastrofalnym wydarzeniem. Oznaczałoby rozdzielenie wielu rodzin i naruszenie odwiecznych więzi. Wjazd z USA do Meksyku lub odwrotnie musiałby się wiązać z podróżą do jakiegoś odległego, oficjalnego przejścia granicznego, gdzie Indianie musieliby się legitymować paszportami, których w ogromnej większości nie posiadają. Nic zatem dziwnego, że nikt tam o żadnym murze nie chce słyszeć, a przywódcy plemienia zapowiadają ostrą walkę w sądach z jakimikolwiek federalnymi planami zbudowania stałej zapory granicznej.

Podobnych przykładów jest bardzo wiele i nie wszystkie dotyczą Indian. Na południu Teksasu mieszka np. ranczer, którego sporej wielkości gospodarstwo przylega do granicy z Meksykiem i w którego pobliżu znajduje się jedyny w tej okolicy kościół. Agenci federalni już się w tej okolicy raz zjawili, by wstępnie ustalić linię przyszłego, granicznego muru. Okazało się, że zgodnie z obecnymi planami część gospodarstwa ma się znaleźć po meksykańskiej stronie zapory, podobnie zresztą jak wspomniany kościół. Jest to bezsens na miarę pasa ziemni niczyjej, oddzielającej kiedyś Berlin Zachodni od Wschodniego. Niestety jakimikolwiek absurdami Waszyngton już dawno przestał się przejmować.

Andrzej Heyduk

Andrzej Heyduk
Pochodzi z Wielkopolski, choć od dzieciństwa związany z Wrocławiem. W USA od 1983 roku. Z wykształcenia anglista (Uniwersytet Wrocławski), językoznawca (Lancaster University w Anglii) oraz filozof (University of Illinois). Dziennikarz i felietonista od 1972 roku – publikował m. in. w tygodniku „Wprost”, miesięczniku „Scena”, gazetach wrocławskich, periodyku „East European Journal”, mediach polonijnych, dzienniku „Fort Wayne Journal”. Autor słownika pt.: „Leksykon angielskiej terminologii komputerowej” (1991) oraz anglojęzycznej powieści pt.: „The Breslau Conspiracy” (2014).

 

fot.LARRY W SMITH/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Heyduk

Comments

  1. Leszek z Vernon Hills
    Leszek z Vernon Hills 23 lutego, 2019, 02:09

    Oczywiście, że osią sporu nie są pieniądze! Demokraci robią wszystko, aby Tramp choć tej jednej obietnicy nie spełnił. A, nasz Prezydent mimo tylu przeciwności, chce dotrzymać danego słowa jakie złożył wyborcom. Głosowałem na niego i jestem dumny z jego poczynań. Dziękuję Panie Prezydencie Trump za spełnianie obietnic!

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*