Zawory bezpieczeństwa

Zawory bezpieczeństwa

Pojawiły się ostatnio wieści o tym, że były dyrektor FBI, John Brennan został pozbawiony przez administrację Trumpa uprawnień wynikających z jego dawnej roli, czyli dostępu do tajnych materiałów. Jestem pewien, że nie jest to dla Brennana jakaś osobista tragedia i że nadal będzie mógł wieść w miarę normalne życie, które zwykle nie wymaga dostępu do niczego za wyjątkiem odpowiednich środków finansowych. Natomiast jeśli chodzi o Biały Dom, jest to kolejny przykład totalnego pomieszania z poplątaniem, obliczonego na odwrócenie uwagi wyborców od plejady innych problemów, na czele z publiczną burdą, jaka toczy się od pewnego czasu między prezydentem i jego byłą ulubienicą, Omarosą Manigault Newman, którą jeszcze nie tak dawno wychwalał pod niebiosa, a która dziś zasługuje, zdaniem prezydenta, na miano „podłego psa”.

Rzeczniczka Białego Domu, Sarah Huckabee Sanders poinformowała o decyzji w sprawie Brennana tuż po najnowszych sensacjach Omarosy, łącznie z jej nagranymi potajemnie rozmowami na temat tego, czy Trump użył kiedykolwiek tzw. „n-word“, czyli obraźliwego epitetu pod adresem czarnoskórych mieszkańców USA. Jednak, kuriozalnie, oficjalny dokument dotyczący Brennna datowany był na 26 lipca, a zatem tuż po katastrofalnej konferencji prasowej Trumpa z Putinem w Helsinkach. Gdy zauważyli to dziennikarze, data została natychmiast usunięta.

Wszystko to składa się na dość prosty scenariusz. Ponieważ Trump w Helsinkach w znacznej mierze się skompromitował, zaraz po tym blamażu ogłoszono, że administracja „rozważa możliwość“ pozbawienia „security clearance“ takich ludzi jak John Brennan, James Comey, Sally Yates i James Clapper. Wieść ta, w roli pośpiesznie skonstruowanego zaworu bezpieczeństwa, miała odwieść nas od hiobowych doniesień ze stolicy Finlandii. Trzy dni później spisana została decyzja w w sprawie Brennana, ale dokument został odłożony do szuflady, gdzie miał czekać na jakiś nowy skandal. Gdy tylko sprawa Omarosy stała się tymże skandalem, zakurzony edykt w sprawie byłego szefa CIA został rzucony w eter.

Należy założyć, że podobne dokumenty, dotyczące pozostałych nazwisk wymienionych powyżej, nadal drzemią w jakimś biurku i zostaną zastosowane w przypadku pojawienia się jakichś nowych skandali, co jest z pewnością kwestią dni, a nie tygodni lub miesięcy. Każdy szanujący się skandalista zawsze posiada w swoim zbiorze cyrkowych sztuczek pewien zasób wieści, dokumentów lub zagrywek, którymi można teoretycznie odwieść gawiedź od takich głupot, jak potencjalna zdrada, spiskowanie z Kremlem, czy też obłapianie niewiast w nieprzystojnych miejscach wbrew ich woli.

Być może najzabawniejszym aspektem sprawy Brennana jest to, że Trump wyliczył powody, dla których musiał zrobić to, co zrobił. Stwierdził między innymi, iż skazany na ostracyzm rządowy John Brennan wykazuje się „nieobliczalnym postępowaniem i zachowaniem“ oraz wygłasza w mediach „szalone komentarze, pełne dzikich wybuchów“. Wygląda na to, że prezydent tak się zapatrzył w siebie samego, co jest w jego przypadku zdolnością doprowadzoną do perfekcji, że skłonny jest do przyznawania innym własnych cech charakterologicznych.

Andrzej Heyduk

Andrzej Heyduk
Pochodzi z Wielkopolski, choć od dzieciństwa związany z Wrocławiem. W USA od 1983 roku. Z wykształcenia anglista (Uniwersytet Wrocławski), językoznawca (Lancaster University w Anglii) oraz filozof (University of Illinois). Dziennikarz i felietonista od 1972 roku – publikował m. in. w tygodniku „Wprost”, miesięczniku „Scena”, gazetach wrocławskich, periodyku „East European Journal”, mediach polonijnych, dzienniku „Fort Wayne Journal”. Autor słownika pt.: „Leksykon angielskiej terminologii komputerowej” (1991) oraz anglojęzycznej powieści pt.: „The Breslau Conspiracy” (2014).

 

 

Na zdjęciu: John Brennan
fot.Jim Lo Scalzo/Epa/REX/Shutterstock

Categories: Heyduk

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*