Szczęśliwe miejsca

Mojego ojca prześladowały nocne koszmary o niemieckich obozach koncentracyjnych, w których spędził kilka lat. Kiedy byłem dzieckiem, jego krzyki często budziły nas w środku nocy. Nigdy potem nie słyszałem takich krzyków. Były dziwnie stłumione. Kiedy ja krzyczę, towarzyszy temu nagły wyrzut powietrza z płuc. Krzyki mojego ojca były inne. Nawet we śnie bał się krzyczeć. Szedłem wtedy do jego sypialni; ojciec spał, a przez sen krzyczał z przerażenia, bojąc się bijących go Niemców.
Przeżycia mojej matki, która spędziła wojnę jako zesłana do Niemiec niewolnica, manifestowały się w inny sposób. Wszystkiego się bała – głośnych dźwięków, gwizdów, nawet klaunów widzianych w telewizji. Ale przede wszystkim przerażało ją zrobienie czegokolwiek nie tak, jak należy. Potrafiła zbesztać nas, nawet ojca, jeśli stół był do obiadu nieprawidłowo nakryty, albo kiedy wracaliśmy skądś później niż zwykle. Ja i moja siostra Donna często myśleliśmy, że nasi rodzice są niespełna rozumu. Mieszkaliśmy przecież w Chicago, w Stanach Zjednoczonych, a mimo to wciąż otaczały nas krzyki, strach i gniew.
Jednak dziś, z perspektywy czasu, zdaję sobie sprawę, że moi rodzice robili wszystko, co mogli, abyśmy byli szczęśliwi. Kiedy myślę o naszym dzieciństwie, przypominam sobie te momenty szczęścia, które moi rodzice próbowali nam dać, i miejsca, w których te szczęśliwe chwile się zdarzały.
Jednym z najszczęśliwszych dni mojego dzieciństwa były moje czwarte urodziny. To był czerwcowy dzień, niedziela, rok 1952. Wybiegłem do ogródka znajdującego się z tyłu naszego domu, który wynajmowaliśmy w Chicago i stałem tam wśród żółtych kwiatów o cienkich, długich łodygach. Moja mama ubrana w białą sukienkę w niebieskie kwiatki, usiadła pomiędzy mną a moją siostrą, a ojciec stał przed nami z aparatem fotograficznym w ręku.
Pamiętam, że po polsku powiedział, żebyśmy się uśmiechnęli. W domu mówiliśmy tylko po polsku. Mama opowiadała nam, co będziemy robić nazajutrz, o tym, że pojedziemy do Kiddie Land, fantastycznego wesołego miasteczka, gdzie ja i Donna będziemy jeździć w niebiesko-żółtych wagonikach kolejki, wybudowanej specjalnie dla dzieci. Moja mama mówiła o tym w taki sposób, żebym poczuł, jak wspaniale jest być dzieckiem. Nigdy nie zapomnę tej chwili.
Chyba każdy z nas nosi w pamięci takie perfekcyjne miejsca, szczęśliwe miejsca, w których czujemy się najbardziej sobą, w których jest nam najwygodniej. Być może pamiętamy te szczęśliwe miejsca i szczęśliwe czasy, a zwracamy się ku nim, ponieważ to miejsca i czasy, w których szczęśliwi byli nasi rodzice, zanim ich życia skręciły w nieuniknione strony. A może nie. Jak większość z nas, nie jestem zbyt dobry w rozwikływaniu złożoności tych kwestii.
Ale pamiętam tę niedzielę, kiedy miałem cztery lata. A ty pamiętasz być może, jak siedziałeś na meczu bejsbola pomiędzy mamą i tatą, a oni krzyczeli na graczy. Było to trochę straszne, ale wiedziałeś, że nie ma żadnego zagrożenia. A może pamiętasz, jak twoi rodzice wzięli cię nad wodę, a mama śmiała się z ojca, bo założył jej czepek kąpielowy i naciągnął go sobie aż na oczy. Albo ten moment, kiedy twój ojciec siedzi przy pianinie z papierosem w ustach i gra powoli tę piękną, smutną melodię, tę którą uwielbiasz, a w kuchni twoja mama zasłuchana prasuje ubrania.

Happy Places

My father was plagued by nightmares about the German concentration camps he spent years in. When I was a child, his screams would wake us all. I don’t think I’ve ever heard screams like that. They were muffled in an odd way. Screams, in my experience, are usually accompanied by an explosion of air. My father’s screams weren’t like that. Even in his sleep, it was like he was afraid to scream. Hearing his screams, I would go to his bedroom, and he would be asleep and screaming and struggling with the Germans beating him.
My mother’s experiences as a Polish slave laborer in the camps showed themselves in a different way. She was afraid of everything, loud noises, whistling, even clowns she saw on TV; and she was especially afraid of things being done incorrectly. She would scold all of us, even my father, if the table was set wrong for dinner or if we came home late after an outing. My sister Donna and I often thought our parents were crazy.
Even here in Chicago, in America, our lives just didn’t make sense amid the screaming, fear, and anger.
But despite all of this, I now realize my parents wanted so hard to give us happiness. And when I think about my childhood, I think about the happy times my parents tried to give us, and I think about the special places where these happy times took place.
For me, one of the happiest of these moments took place on the June day I turned four years old, a Sunday in 1952, when I ran to the garden in the back of a little house we were renting in Chicago and stood there among Black-eyed Susans with their yellow petals and long, thin necks. And my mother in a white dress with little blue flowers sat in the garden between me and my sister, and my father stood in front of us with a small box camera.
He was asking us to smile in the Polish we still spoke at home, while my mother told me about the day ahead, how we would go to Kiddie Land, an elaborate children’s playground, and Donna and I would ride on the blue and yellow cars and the roller coaster built just for kids. My mother made it sound like there was something special about being a kid the way she talked about the day she had planned.
It makes a picture I don’t want to forget.
I think we all have such special perfect places, happy places where we feel most ourselves, most comfortable. Maybe we remember these special places and special times and turn to them because they were the places and times our parents were happy, before their lives took their inevitable turns. Maybe not. Like most of us, I’m not good at figuring out the complex why of things.
But I remember that particular Sunday morning when I was four, and you remember sitting at a baseball game between your mother and father, and both are yelling at one of the players in a way that frightens you just a little but you know is okay; or you remember a day when your parents took you swimming and your mother was laughing at your father because he was wearing her bathing cap pulled down over his eyes in a silly way; or you remember your father sitting at the piano with a cigarette between his lips, playing some slow, sad piece you loved so much while, in another room, watching and listening, your mother stood washing some dinner plates or ironing some clothes.

 

John Guzlowski

amerykański pisarz i poeta polskiego pochodzenia. Publikował w wielu pismach literackich, zarówno w USA, jak i za granicą, m.in. w „Writer’s Almanac”, „Akcent”, „Ontario Review” i „North American Review”. Jego wiersze i eseje opisujące przeżycia jego rodziców – robotników przymusowych w nazistowskich Niemczech oraz uchodźców wojennych, którzy emigrowali do Chicago – ukazały się we wspomnieniowym tomie pt. „Echoes of Tattered Tongues”. W 2017 roku książka ta zdobyła nagrodę poetycką im. Benjamina Franklina oraz nagrodę literacką Erica Hoffera, za najbardziej prowokującą do myślenia książkę roku. Jest również autorem dwóch powieści kryminalnych o detektywie Hanku Purcellu oraz powieści wojennej pt. „Road of Bones”. John Guzlowski jest emerytowanym profesorem Eastern Illinois University.

John Guzlowski’s writing has been featured in Garrison Keillor’s Writer’s Almanac, Akcent, Ontario Review, North American Review, and other journals here and abroad.  His poems and personal essays about his Polish parents’ experiences as slave laborers in Nazi Germany and refugees in Chicago appear in his memoir Echoes of Tattered Tongues.  Echoes received the 2017 Benjamin Franklin Poetry Award and the Eric Hoffer Foundation’s Montaigne Award for most thought-provoking book of the year.  He is also the author of two Hank Purcell mysteries and the war novel Road of Bones.  Guzlowski is a Professor Emeritus at Eastern Illinois University.

 

fot.arch. Johna Guzlowskiego

Categories: Guzlowski

Comments

  1. Anonim
    Anonim 8 października, 2018, 19:45

    Thanks for sharing your stories with us, John…love the photo, too!

    Reply this comment
    • johnguzlowski
      johnguzlowski 11 października, 2018, 12:36

      thanks for reading. my dad took that photo. I remember him still — standing with that little box camera in his hands.

      Reply this comment
  2. Anonim
    Anonim 9 października, 2018, 09:48

    Well posted John

    Reply this comment
  3. Anonim
    Anonim 9 października, 2018, 10:15

    Nice that you had some good memories to share with us.

    Reply this comment
  4. Pete
    Pete 9 października, 2018, 13:44

    Very well written and very much worth reading. Thanks for sharing with us!

    Reply this comment
  5. Janie
    Janie 9 października, 2018, 14:39

    As always, thank you, John, for sharing insights of your growing up and of coming to the United States as refugees. It gives me a glimpse of what my Grandpa might have gone through, what he was leaving, who came here from Poznan, Poland. With all the bad times I have had in my life, I find what gives me the most peace is to remember those „happy” times as well. : both from my childhood and people in my real life presently: especially my family I have here and in faraway places up North. They are what keep me going…Veronica <3

    Reply this comment
  6. Yaroon
    Yaroon 9 października, 2018, 15:35

    Jakie to dobre wspomnienia, w których widzi się cierpiącego człowieka. Zwłaszcza, że to cierpi najbliższa osoba. Znam te opowieści, zwłaszcza z dzieciństwa, chociaż i teraz mój wujek, który żyje opowiada mi, a ma 98 lat. Nasłuchałem się historii rodziców, sąsiadów znajomych rodziców, którzy wspominali ten okropny czas. O obozach koncentracyjnych, pracy u bauera, zsyłce na Sybir, walce w partyzantce, w Powstaniu Warszawskim. W latach 90-tych będąc na rybach na rzece Redze, zacząłem rozmowę z stojącym obok mnie wędkarzem. Coś powiedziałem z niemiecka, ten starszy pan poprawił. Zapytałem gdzie się tak dobrze nauczył niemieckiego? -U bauera pracował i musiał mówić po niemiecku. Gospodarz pokazywał jakąś rzecz i mówił jak się nazywa. Jak ten (wówczas młody chłopiec) zapomniał, to bauer brał kij i go bił.

    Reply this comment
  7. Yaroon
    Yaroon 9 października, 2018, 15:51

    Z kolei ojciec opowiadał mi, że podczas srogiej zimy na wschodzie, Niemcy nie mogli przejechać drogą bo były takie leje po bombach, to z pobliskiego obozu jenieckiego przywożono zamarzniętych radzieckich żołnierzy i układano w koleinach i wyrwach, aby samochody mogły przejechać.

    Reply this comment
  8. Johnny
    Johnny 9 października, 2018, 16:21

    I enjoyed your writing and looking forward for more

    Reply this comment
  9. Yaroon
    Yaroon 9 października, 2018, 17:20

    I have listened to these story…Takich opowieści nasłuchałem się i jeszcze słyszę, chociaż są to ostatni świadkowie tamtych dni. Pamiętam jak do mojej śp. mamy przychodziła nieco starsza pani na rozmowy „przy herbatce”. W dobrym guście było podać herbatę w szklance z metalowym uchwytem „koszyczkiem”. Tak pani gdy zbliżał się wieczór z niepokojem patrzyła na zegarek i trwożliwie pytała: -Która godzina? Chciała wrócić do domu przed nastaniem godziny Policyjnej i zawczasu ustalała trasę, żeby pójść tak, żeby nie wpaść Niemcom podczas „łapanki”, obławy. A było to już pod koniec lat 70-tych, czyli ponad 30 lat po wojnie. Ta kobieta, pani Korzeniewska przeżyła całą okupację w Warszawie z dójką małych dzieci. Opowiadała, że Niemcy złapali ją z dzieckiem na ręku i postawili z innymi do rozstrzelania. Wówczas wpadła w histeryczny płacz i zaczęła krzyczeć, że pójdzie pod drugie dziecko, żeby ich we trójkę rozstrzelali. Niemiec puścił ją i tak z dzieckiem na reku uratowała się. Na pożegnanie dostawała od mamy kawałek chleba, kiełbasę, pomidory, ogórki, cebule i bardzo się cieszyła, że będzie miała czym dzieci nakarmić. A jej dzieci miały teraz ok 40 lat i znaliśmy się i było im trochę nieswojo, że ich mama przynosi dla nich jedzenie od nas. Myśmy od tego nie zbiednieli. Zapamiętałem tą panią, jak z trwoga przemykała ulicami do domu i nie przypominam sobie chociaż jednego zdarzenia, żeby któryś z dzieciaków zaśmiał się czy zakpił.

    Reply this comment
  10. Tricia
    Tricia 10 października, 2018, 07:52

    Like you I am at the age where those childhood memories are important and somehow sweeter. I also grew up in the Humboldt Park area in the 1950’s and can still remember little things about those times. Thank you for a good read.

    Reply this comment
  11. Ken
    Ken 10 października, 2018, 08:16

    Thanks for sharing your memories, John. They brought back happy memories of when I was growing up just south of Chicago in the mostly Polish town of Posen.

    Reply this comment
  12. Anonim
    Anonim 10 października, 2018, 17:57

    Once again you got it. Our parents being survivors instilled in us love of family and tho we were not born there love of Poland.

    Reply this comment
  13. Anonim
    Anonim 10 października, 2018, 20:04

    I enjoyed this! I, too, have very happy memories of Humboldt Park and St. Fidelis.

    Reply this comment
  14. Anonim
    Anonim 10 października, 2018, 20:40

    Beautiful memories and beautiful writing. Thank you John. Only recently did I realise the significance of the mornings my father would wake and say: I had such a beautiful dream last night …

    Reply this comment
    • johnguzlowski
      johnguzlowski 11 października, 2018, 12:35

      We always would talk about our dreams at the breakfast table. My father’s would all be gloomy, sad, about the terrible things that happened in the war. My mom’s would be about egypt and pyramids, and clowns that danced in bear costumes, crazy things. Mine were usually about baseball and subway trains that streaked under the sidewalks of Chicago.

      Reply this comment
  15. Anonim
    Anonim 12 października, 2018, 02:37

    Guzły to węzły, sploty (weaves, knots.) . Możliwe, że daleki przodek zajmował się tkactwem (Weaving) i nazywał się Guzeł.

    Reply this comment
  16. Hollis
    Hollis 13 października, 2018, 06:54

    Thanks, John, for sharing these small moments with us. It’s a reminder that we wouldn’t notice the happiness if there weren’t struggles filling so much of our time.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*