Sweet Home Chicago

Sweet Home Chicago

Dorastałem w okolicy Parku Humboldta, w tej części miasta, którą lokalne gazety nazywały czasami „miastem morderstw”. Tak było w latach 50., 60. i na początku 70. Zdarzało się, że moi kumple byli napadani, bici, dźgani nożem, zrzucani z rowerów albo wyciągani z samochodów i zostawiani na środku ulicy. Jednego z moich przyjaciół członkowie lokalnego gangu wywlekli z domu i kijami pobili do nieprzytomności. To był dobry chłopak, miał wygląd maminsynka, długie włosy i łagodny głos, ale to był dobry chłopak. W szpitalu spędził ponad miesiąc i nie chciał z niego wychodzić.
Pewnego dnia przed drzwiami naszego domu zastrzelony został mężczyzna. Kiedy wyszedłem zobaczyć, co się stało, policjant zwyzywał mnie słowami, których nie mogę tutaj powtórzyć i zagroził, że mnie aresztuje, jeśli natychmiast nie wrócę do domu. Miałem 12 lat. Zamknąłem za sobą drzwi i już nigdy nie wyszedłem na zewnątrz, kiedy ktoś postrzelił kogoś przed naszym domem.
W kieszeni nosiłem sprężynowy nóż. Użyłem go dwa razy, w samoobronie. Raz przeciwko znajomemu, który dla wygłupu wyskoczył na mnie nagle zza rogu, kiedy akurat przechodziłem. Nie wiedziałem, że to tylko żart i dźgnąłem go w brzuch.
Czasami zamiast noża nosiłem przy sobie młotek albo kij do bejsbola. Młotek był lżejszy i poręczniejszy, mogłem nosić go zatkniętego za paskiem.
Co kilka lat dochodziło do ulicznych rozruchów. Z reguły latem. Jednego lata zamieszki były tak poważne, że stary burmistrz Daley wezwał na pomoc policji oddziały Gwardii Narodowej. Żołnierze z karabinami gotowymi do strzału patrolowali miasto w wojskowych jeepach. Nocami słychać było strzały, a na południe od mojej dzielnicy widać było płonące budynki.
Pewnego dnia młodociani gangsterzy napadli na mnie i moją mamę, kiedy wracaliśmy z supermarketu na North Avenue. To była wiosna, wczesne popołudnie, słoneczny i ciepły dzień. Nieśliśmy torby z zakupami, a oni chcieli ukraść nam jedzenie. Zaczęliśmy się z nimi bić. Moja mama powaliła jednego gangstera na chodnik, a kiedy próbował uciec, kopała go raz za razem. Chłopak wołał na pomoc swoich kolegów, ale ci bali się podejść. W końcu mama przestała go kopać i pozwoliła mu się odczołgać.
Moja mama przetrwała trzy lata w niemieckim obozie pracy i wiedziała, jak poradzić sobie w Chicago, w naszej dzielnicy.
W końcu, na początku lat 70. musieliśmy przeprowadzić się do innej części miasta, bo nasz dom spłonął doszczętnie podczas wojny gangów. Nikt nigdy nie odbudował tego domu w mieście morderstw, 44 lata później działka wciąż stoi pusta.
Tak naprawdę nie wiem, dlaczego o tym piszę. Jeśli mieszkacie w Chicago, prawdopodobnie macie swoje własne historie i opowieści, równie przerażające, jak moje.

Sweet Home Chicago

I grew up around Humboldt Park, a section of Chicago that was sometimes called Murdertown in the local papers. This was back in the 50s, 60s, and early 70s.
My friends were beaten, stabbed, pulled from their bicycles and cars and knocked into the street. One of my friends was dragged out of his house by a gang and beaten with clubs until he was unconscious.  He was a good boy, kind of sissy-like with long hair and a soft voice but a good boy.  He was in the hospital for about a month.  He didn’t want to ever leave it.
One time, a man was shot dead in front of my house.  When I went outside after the police showed up to see what they were doing, a cop called me something I still can’t repeat here and told me he’d throw me in jail if I didn’t get back home.
I was 12.
I went back into the house and never stepped outside again when someone was shot in front of my house.
I carried a knife, a switchblade, in my pocket. Twice I used it on somebody so that they wouldn’t hurt me. Once it was a friend, who was just joking around. He jumped out of an alley way when he saw me passing.  I didn’t know he was joking, and I stabbed him in the stomach.
When I couldn’t get a knife, I carried a hammer or a baseball bat. The hammer was better, lighter, and I could put it in my belt.
Every couple of years there were riots.  Mostly in the summer.  One time it was so bad that Mayor Daley, the old one, felt the cops needed some back-up so he called in the National Guard.  The soldiers drove around the neighborhood in jeeps with loaded machine guns. Nights, you could hear the shooting, see flames rolling off of apartment buildings burning just south of us.
One time a gang attacked my mother and me when we were coming home from the supermarket on North Avenue. This was in the early afternoon in the spring. It was bright and warm. We were carrying shopping bags, and they wanted to steal our food. We fought them off. My mother beat one of the gang boys down to the sidewalk. He tried to crawl away, but she kept kicking him and kicking him. He pleaded with his homeboys to come save him from my mom, but they wouldn’t come. They were afraid. Finally, my mother stopped kicking the gang boy, and she let him crawl away.
My mother had survived 3 years of life in a concentration camp, and she knew how to get by in the streets of Chicago, in our old neighborhood.
We finally had to move when the house we had been living in was burned to the ground during a gang war in the early 1970s.
Nobody every rebuilt on that spot. It’s still an empty lot in Murdertown 44 years later.
I don’t know why I’m telling you this. If you live in Chicago, you probably have your own stories that are just as gruesome as mine.

John Guzlowski

amerykański pisarz i poeta polskiego pochodzenia. Publikował w wielu pismach literackich, zarówno w USA, jak i za granicą, m.in. w „Writer’s Almanac”, „Akcent”, „Ontario Review” i „North American Review”. Jego wiersze i eseje opisujące przeżycia jego rodziców – robotników przymusowych w nazistowskich Niemczech oraz uchodźców wojennych, którzy emigrowali do Chicago – ukazały się we wspomnieniowym tomie pt. „Echoes of Tattered Tongues”. W 2017 roku książka ta zdobyła nagrodę poetycką im. Benjamina Franklina oraz nagrodę literacką Erica Hoffera, za najbardziej prowokującą do myślenia książkę roku. Jest również autorem dwóch powieści kryminalnych o detektywie Hanku Purcellu oraz powieści wojennej pt. „Road of Bones”. John Guzlowski jest emerytowanym profesorem Eastern Illinois University.

John Guzlowski’s writing has been featured in Garrison Keillor’s Writer’s Almanac, Akcent, Ontario Review, North American Review, and other journals here and abroad.  His poems and personal essays about his Polish parents’ experiences as slave laborers in Nazi Germany and refugees in Chicago appear in his memoir Echoes of Tattered Tongues.  Echoes received the 2017 Benjamin Franklin Poetry Award and the Eric Hoffer Foundation’s Montaigne Award for most thought-provoking book of the year.  He is also the author of two Hank Purcell mysteries and the war novel Road of Bones.  Guzlowski is a Professor Emeritus at Eastern Illinois University.

 

fot.Google Map

Categories: Guzlowski

Comments

  1. Anonim
    Anonim 3 czerwca, 2019, 07:36

    Writing your truth in these pages is vital for our times. Thank you, John Guzlowski.

    Reply this comment
  2. Anonim
    Anonim 3 czerwca, 2019, 22:42

    Wow. That is quite a story. If I may ask what street did you live.my family lived in the Humboldt park neighborhood at 2524 w Moffat. I attended chase elementary school. We moved in 1960. I have never heard of the neighborhood referred to as murdertown.i remember the riot. In 1966 in the park.

    Reply this comment
  3. niklot
    niklot 5 czerwca, 2019, 06:58

    A wiecie, że w samym Chicago (2,8mln) jest dwa razy (x 2) więcej rozbojów – niż w całej Polsce (38 mln).

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*