Skoro już mowa o przyjaciołach / Speaking of Friends

Skoro już mowa o przyjaciołach / Speaking of Friends

Czy kiedykolwiek opowiadałem Wam historię człowieka, który był moim najlepszym przyjacielem w czasach, kiedy mieszkałam na południu Illinois? Był wykładowcą języka angielskiego na jednej z publicznych uczelni, dopóki nie stracił pracy.
Dlaczego stracił posadę? No cóż, oprócz tego, że był pisarzem nieudacznikiem, był też alkoholikiem, lekomanem i śmierdzącym leniem. Stracił prawo jazdy, ponieważ zbyt wiele razy został zatrzymany za jazdę po pijanemu. Następnie stracił pracę, ponieważ wciąż pił, łykał pigułki i pisał powieści, których nikt, nawet jego znajomi, nie mieli ochoty czytać.
Ale był też naprawdę świetnym facetem o ogromnym sercu.
Po tym jak stracił pracę, pewnego dnia poszedłem do niego. Chciał, żebym do niego wpadł, bo miał dla mnie prezent. Często pomagałem mu pozałatwiać rozmaite sprawy na mieście, bo przecież nie mógł jeździć samochodem. Czuł się więc zobowiązany i chciał mi coś podarować. Nie miałem z tym problemu. Rozumiałem tę jego potrzebę wyrażenia wdzięczności.
Najpierw zjedliśmy lunch. Naprawdę dobry lunch, podczas którego piliśmy drinki tequila sunrise i zajadaliśmy meksykańskie burritos. Rozmawialiśmy o naszych ulubionych pisarzach. Większość jego ulubieńców, to byli Rosjanie, większość moich – Amerykanie, ale nie miało to większego znaczenia.
A potem dał mi prezent. W sumie to niczego się nie spodziewałem. Po prostu pojechałem do niego na lunch i żeby pogadać o książkach i pisarzach, ale nagle mój przyjaciel wstał, podszedł do swojego biurka i wrócił trzymając w ręku piękne, złote, wąskie drewniane pudełko. W środku było wieczne pióro za sto dolarów. Zupełnie nowe, jeszcze z metką i ceną.
Byłem zaskoczony. Pióro było przepiękne, ale cóż miałbym zrobić z takim prezentem? Piszę właściwie przez cały czas, ale nigdy nie pisałem wiecznym piórem. Żyjemy przecież w czasach komputerów i iPadów. Kiedy piszę, po prostu wystukuję litery na klawiaturze. Wiecie, jak to jest.
Ale pióro było naprawdę świetne, więc wziąłem je i podziękowałem przyjacielowi za prezent.
Do dzisiaj pióro leży na moim biurku i za każdym razem, kiedy na nie patrzę, myślę o tym człowieku i o naszej przyjaźni. Pomimo że w końcu mój przyjaciel zdecydował, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego, bo jestem kanalią i złym człowiekiem, który nie chce w jego obronie kłamać przed sędzią, kiedy po raz kolejny stanął przed sądem oskarżony o jazdę w stanie nietrzeźwym.

Speaking of Friends

Have I ever told you about the guy who used to be my best friend when I lived in downstate Illinois?

He was an English teacher at the local community college — before he lost his job.

Why did he lose his job?  Well, besides being a failed novelist, he was an alcoholic and a pill popper and a slob. He lost his driver’s license because he had too many DUIs, and then he lost his job because he kept drinking booze and popping pills and writing novels no one — even his friends — wanted to read.

But he was also a really lovely guy with a great heart.

I went to his house one day after he lost his job.  He wanted me to come over because he had a gift for me.  I had helped him run errands, that kind of stuff, because he couldn’t drive.  So he felt he wanted to give me something.  I was okay with that.  I understand the need to be thankful.

First, we had lunch, a great lunch of Tequila Sunrises and homemade Mexican burritos, and we talked about novelists we both loved.  Most of his favorites were Russians, most of mine were Americans.  But that’s okay too.

And then he gave me the gift.  I wasn’t expecting anything. I was just there at his place to have lunch and talk about books and authors, but suddenly my friend got up and went to his desk and came back with a beautiful, golden, narrow wooden box. And inside of it was a $100 fountain pen. It was brand new, with the price tag still on it.

I was stunned. The thing was gorgeous, but what do you do with a gift like that? I write all the time, but I never write with a pen. This is the age of computers and iPads. When I write, I write with my fingers tapping on a keyboard. You know what that’s like.

But like I said, the pen was gorgeous, so I took it and thanked my friend. And so now this pen sits on my desk, and every time I see it I think of him and our friendship — even though finally he decided I was a jerk and a terrible person and he didn’t want to have anything to do with me because I wouldn’t lie to the judge when he was brought up on even more Driving Under the Influence charges.

John Guzlowski

amerykański pisarz i poeta polskiego pochodzenia. Publikował w wielu pismach literackich, zarówno w USA, jak i za granicą, m.in. w „Writer’s Almanac”, „Akcent”, „Ontario Review” i „North American Review”. Jego wiersze i eseje opisujące przeżycia jego rodziców – robotników przymusowych w nazistowskich Niemczech oraz uchodźców wojennych, którzy emigrowali do Chicago – ukazały się we wspomnieniowym tomie pt. „Echoes of Tattered Tongues”. W 2017 roku książka ta zdobyła nagrodę poetycką im. Benjamina Franklina oraz nagrodę literacką Erica Hoffera, za najbardziej prowokującą do myślenia książkę roku. Jest również autorem dwóch powieści kryminalnych o detektywie Hanku Purcellu oraz powieści wojennej pt. „Road of Bones”. John Guzlowski jest emerytowanym profesorem Eastern Illinois University.

John Guzlowski’s writing has been featured in Garrison Keillor’s Writer’s Almanac, Akcent, Ontario Review, North American Review, and other journals here and abroad.  His poems and personal essays about his Polish parents’ experiences as slave laborers in Nazi Germany and refugees in Chicago appear in his memoir Echoes of Tattered Tongues.  Echoes received the 2017 Benjamin Franklin Poetry Award and the Eric Hoffer Foundation’s Montaigne Award for most thought-provoking book of the year.  He is also the author of two Hank Purcell mysteries and the war novel Road of Bones.  Guzlowski is a Professor Emeritus at Eastern Illinois University.
fot.Pexels.com

Categories: Guzlowski

Comments

  1. Anonim
    Anonim 29 lipca, 2019, 17:52

    Yet another great piece by John Guzlowski. Yes, it is these small, but powerful reminders of our personal pasts to remind us what was, and how far we have come. So touching!

    Reply this comment
  2. Susan
    Susan 29 lipca, 2019, 18:13

    I sure can relate to this. I have a friend who was once a dear friend, even attended the birth of one of my children. But she bailed on me because of something that didn’t merit ending a friendship over. Your column stirred up a lot of memories for me, John.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*