Parada trzeciomajowa / May 3rd Polish Constitution Day

Parada trzeciomajowa / May 3rd Polish Constitution Day

W latach 50., kiedy byłem chłopcem dorastającym w pobliżu Parku Humboldta w Chicago, największym niereligijnym świętem nie było dla mnie Halloween, 4 lipca, Dzień Pamięci czy Święto Pracy. Zawsze były to obchody Konstytucji Trzeciego Maja, podczas którego Polacy świętowali uchwalenie swojej konstytucji, drugiej konstytucji uchwalonej na świecie.
Moja rodzina rozpoczynała przygotowania na kilka tygodni przed tym świętem. Sprzątaliśmy dom, naprawialiśmy usterki, malowaliśmy, przybijaliśmy co trzeba. Upewnialiśmy się, że mamy wystarczająco jedzenia i picia, żeby wystarczyło dla wszystkich gości.

Mieszkaliśmy zaledwie pół kwartału od parku, w którym Polacy świętowali Trzeciego Maja i wiedzieliśmy, że po paradzie i wysłuchaniu wszystkich przemówień wygłaszanych przez polityków, kilka tuzinów znajomych i przyjaciół odwiedzi nasz dom, by kontynuować świętowanie.

To święto było ważne nie tylko dlatego, że pozwalało Polakom obchodzić je, tak jak kiedyś robili to w Ojczyźnie, ale również dlatego, że odnawiało obietnicę, którą złożyli sobie nawzajem w Polsce. A obiecali nigdy o Polsce nie zapomnieć i nigdy nie poddawać się w walce o jej wolność.

Polska również złożyła im obietnicę, a Trzeci Maja był przypomnieniem tej obietnicy. Polska obiecała, że pomimo wszystkich łańcuchów, którymi została skuta, pomimo wszystkich obcych armii, które ją okupowały, gwałciły i opluwały – ona pozostanie na zawsze krajem ich marzeń i snów.

Tego nauczył mnie mój ojciec, przekazując mi świętość tego dnia i świętość tej obietnicy. Krótko po jego śmierci napisałem wiersz o Trzecim Maja i o tym, co ten dzień znaczył dla mojego ojca. Wiersz nosi tytuł „Polska” i opowiada o tym, co znaczyła dla niego, dla tego młodego człowieka, który został uwięziony w niemieckim obozie, a potem nie mógł wrócić do Polski, którą tak bardzo kochał.

Polska

Nigdy jej już nie zobaczą, ci starzy Polacy
ze swoimi snami o Polsce. Mój ojciec
powiedział mi, kiedy byłem chłopcem, że
w ’45 zawracali ich na granicy

bosi Rosjanie odziani w łachy i jeżdżący na
zmarniałych koniach. Polacy szli przez lasy,
nieszczęśnicy zostali z tyłu martwi,
lub, co gorsza, ranni. Szczęśliwcy

zdołali wrócić do starych baraków
w obozach koncentracyjnych i obozach pracy
w Gatersleben czy Wildflecken
by czekać tam na cud, który wyśle ich

z powrotem do Poznania lub Katowic. Ale Bóg
nie słuchał albo miał ręce zajęte
czymś innym. Później, w Ameryce
ci Polacy zbierali się wraz ze swoimi braćmi

ze swoimi ukochanymi synami i córkami
każdego 3 Maja, w Polski Dzień Konstytucji,
by modlić się do flagi. Nikt nie miał wątpliwości,
co znaczą jej kolory. Czerwień – całą

krwawiącą rozpacz, biel – niewinność.
I zawsze te stare pieśni mówiące światu,
że Polska nie zginie, jak długo maki
kwitną na czerwono, a ciało zwycięża kamień i stal.

May 3rd Polish Constitution Day

In the 50s, when I was a child growing up around Humboldt Park in Chicago, the biggest non-religious holiday was not Halloween or the 4 of July or Memorial Day or Labor Day. It was always May 3, Polish Constitution Day, Trzeciego Maja, the day Poles celebrated their Constitution, the second one in the world.

My family would start preparing weeks ahead of time, cleaning the house, sprucing up what needed to be painted, sanded, or nailed, making sure we would have the food and drinks we’d need for all of our guests.

We lived only about a half a block from the park where every year Poles celebrated the 3rd of May, and we knew that there would be dozens and dozens of our Polish friends stopping by to help us celebrate after the big parade in the park and all of the speeches by local and national politicians.

This holiday was important not just because it gave Polish friends a chance to celebrate the way they did in the Old Country, but because it re-affirmed a promise they had made to each other and to Poland. They had promised never to forget Poland, never to give up fighting for her freedom.

Poland had also made a promise to them, and the 3rd of May was the day when she re-affirmed her promise. She promised that despite all the chains that she was shackled by, all the foreign armies that occupied her and raped her and spat on her, she would remain the country of their dreams and hopes forever.

This was one of the things my dad taught me, the sacredness of the 3rd of May, and the sacredness of this promise.

Shortly after he died, I wrote a poem about the 3rd of May and what that date meant to him. It’s called „Poland.” The poem is about what Poland meant to him, a young man who was taken to the slave labor camps in Germany and was never able to go back to the Poland he loved.

Poland

They’ll never see it again, these old Poles
with their dreams of Poland. My father
told me when I was a boy that those who tried
in ‘45 were turned back at the borders

by shoeless Russians dressed in rags and riding
shaggy ponies. The Poles fled through the woods,
the unlucky ones left behind, dead
or what’s worse wounded, the lucky ones

gone back to wait in the old barracks
in the concentration and labor camps
in Gatersleben or Wildflecken
for some miracle that would return them

to Poznan or Katowice. But God
wasn’t listening or His hands were busy
somewhere else. Later, in America
these Poles gathered with their brothers

and with their precious sons and daughters
every May 3, Polish Constitution Day,
to pray for the flag. There was no question
then what the colors stood for, red for all

that bleeding sorrow, white for innocence.
And always the old songs telling the world
Poland would never fall so long as poppies
flower red, and flesh can conquer rock or steel.

— (the poem is from my book about my parents Echoes of Tattered Tongues: Memory Unfolded)

John Guzlowski

amerykański pisarz i poeta polskiego pochodzenia. Publikował w wielu pismach literackich, zarówno w USA, jak i za granicą, m.in. w „Writer’s Almanac”, „Akcent”, „Ontario Review” i „North American Review”. Jego wiersze i eseje opisujące przeżycia jego rodziców – robotników przymusowych w nazistowskich Niemczech oraz uchodźców wojennych, którzy emigrowali do Chicago – ukazały się we wspomnieniowym tomie pt. „Echoes of Tattered Tongues”. W 2017 roku książka ta zdobyła nagrodę poetycką im. Benjamina Franklina oraz nagrodę literacką Erica Hoffera, za najbardziej prowokującą do myślenia książkę roku. Jest również autorem dwóch powieści kryminalnych o detektywie Hanku Purcellu oraz powieści wojennej pt. „Road of Bones”. John Guzlowski jest emerytowanym profesorem Eastern Illinois University.

John Guzlowski’s writing has been featured in Garrison Keillor’s Writer’s Almanac, Akcent, Ontario Review, North American Review, and other journals here and abroad.  His poems and personal essays about his Polish parents’ experiences as slave laborers in Nazi Germany and refugees in Chicago appear in his memoir Echoes of Tattered Tongues.  Echoes received the 2017 Benjamin Franklin Poetry Award and the Eric Hoffer Foundation’s Montaigne Award for most thought-provoking book of the year.  He is also the author of two Hank Purcell mysteries and the war novel Road of Bones.  Guzlowski is a Professor Emeritus at Eastern Illinois University.

fot.Jacek Boczarski

Categories: Guzlowski

Comments

  1. Anonim
    Anonim 6 maja, 2019, 21:36

    That’s a nice story and a lovely poem. Sorrow for those who could not go back to their homeland, if only they could see her now!
    Ważna historia!

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*