Jesienne wspomnienia / Autumn Memories

Jesienne wspomnienia / Autumn Memories

Dorastając w Chicago, nigdy nie myślałem o polowaniu na jelenie, więcej – nawet nie mogłem sobie tego wyobrazić. Było to częścią zupełnie innej rzeczywistości, świata myśliwych, nieprzebytych lasów i pionierów dzikiej przyrody. To był świat zupełnie mi obcy, który istniał dawno temu i daleko ode mnie.

Kiedy przeprowadziłem się do południowo-środkowego Illinois, by podjąć pierwszą nauczycielską pracę, ze zdumieniem odkryłem, że są ludzie, którzy wciąż polują na dziką zwierzynę i z mozołem przeczesują tysiące akrów lasu, przedzierając się przez głuszę na południe od Charleston, miasta, w którym mieszkałem.

Same polowania miały dla mnie niewielkie znaczenie. Nieporadnie obchodziłem się ze strzelbą. Dorastając, miałem przyjaciół, którzy posiadali stare śrutówki. Latem zwykliśmy sterczeć na jakimś ganku i strzelać do bezbronnych pojemników na śmieci ustawionych na tyłach ich domów. Czasami też strzelałem i z dumą słuchałem dźwięku śrutu odbijającego się rykoszetem od 50-galonowych pojemników, jeśli udało mi się w któryś trafić. Przez większość czasu jednak nic nie słyszałem, odkładałem więc strzelbę i szukałem innego sposobu na spędzenie letniego popołudnia.

Kiedy przeprowadziłem się do Charleston, koledzy z pracy wielokrotnie zapraszali mnie na polowanie. Lubiłem być w lesie, więc pomyślałem, że wybiorę się z nimi i przekonam się sam, czy polowanie rzeczywiście jest tak atrakcyjne, jak o tym mówili.

Nie mogę wypowiadać się w imieniu mych towarzyszy, ale dla mnie najlepszą częścią polowania na jelenie była długa noc przy blasku ogniska, w którą rozgrzewaliśmy się kubkiem złocistego bourbona Wild Turkey, czasem popijanego lodowato zimnym piwem. Lubiłem te zimne listopadowe noce, kiedy popijając whiskey, opowiadaliśmy niestworzone historie z dzieciństwa, ubarwiając nasze przygody i siebie samych. Zawsze najbardziej lubiłem tę część polowania na jelenie.

Część, która podobała mi się zdecydowanie najmniej, polegała na transporcie martwego jelenia z miejsca, w którym go upolowaliśmy. Czasami, nawet w przypadku średniej wielkości byczka, potrzeba nas byłoby czterech, aby przeciągnąć go przez gęsty las i błoto. A potem następowało czyszczenie – płukaliśmy wnętrzności jelenia za pomocą węża w wodą. Była to bardzo brudna i mozolna robota.

Jeden z moich przyjaciół, przy płukaniu wnętrzności zabitej zwierzyny, zawsze wpadał w filozoficzny nastrój. Przy rozkrojonych brzuchach i parujących wnętrznościach zaczynał długą opowieść o ojcu i dziadku oraz o tym, jakie ważne prawdy życiowe zdążyli przekazać mu przed śmiercią.

Ta część polowania na jelenie też mi się podobała. Podobało mi się słuchanie tych opowieści i obserwowanie, jak ci twardziele, doświadczeni myśliwi i traperzy, miękną, łagodnieją i znów stają się dziećmi, którymi byli dawno, dawno temu.

Autumn Memories

Growing up in Chicago, I never thought about deer hunting, couldn’t even imagine it. It was a part of a completely different world, a world of hunters and forests and wilderness pioneers. It was a world that existed long ago and far away.

When I moved to south central Illinois for my first teaching job. I discovered that there were people who were still hunting deer, stalking them through the thousands of acres of forest just south of Charleston, Illinois, the town I lived in.

The hunting itself didn’t do much for me. I was terrible with a rifle. Growing up, I had friends who owned BB rifles, and sometimes we’d stand on their back porches and shoot at the trash cans lined up at the back of their backyards. Sometimes, I would shoot the rifle and hear the ping of the BB’s ricochetting off the 50-gallon drums. Most of the time, however, I waited and waited and would hear nothing. I’d put the rifle down then and find some other way to spend a summer afternoon.

When I moved to Charleston, the guys I worked with invited me a number of times to go hunting with them, and so I did. I liked being outside and liked being in the woods, so I figured I’d go out with them and see what the appeal of hunting was.

I can’t speak for the other people who I was with, but for me, the best part of deer hunting was the long night of drinking that always followed: out in a cold November night, drinking Wild Turkey under the stars, chasing the Turkey with ice cold beer, lying about who we were when we were kids. I always liked that part of hunting deer.

The part that I didn’t like was hauling the deer back from where we killed it.

Sometimes even for a medium size buck, it would take four of us to drag it through the woods and the mud. And then the cleaning. Flushing out the deer’s insides with a hose. There was always too much dirt work.

But some people liked it. One of my friends always got philosophical as he washed the deer out. He’d start talking about his dad and his grandfather, and what they said to him about life before they died.

I guess that was a part of deer hunting I liked too. I liked listening to my friends soften up, become the kids they were a long long time ago.

John Guzlowski

amerykański pisarz i poeta polskiego pochodzenia. Publikował w wielu pismach literackich, zarówno w USA, jak i za granicą, m.in. w „Writer’s Almanac”, „Akcent”, „Ontario Review” i „North American Review”. Jego wiersze i eseje opisujące przeżycia jego rodziców – robotników przymusowych w nazistowskich Niemczech oraz uchodźców wojennych, którzy emigrowali do Chicago – ukazały się we wspomnieniowym tomie pt. „Echoes of Tattered Tongues”. W 2017 roku książka ta zdobyła nagrodę poetycką im. Benjamina Franklina oraz nagrodę literacką Erica Hoffera, za najbardziej prowokującą do myślenia książkę roku. Jest również autorem dwóch powieści kryminalnych o detektywie Hanku Purcellu oraz powieści wojennej pt. „Road of Bones”. John Guzlowski jest emerytowanym profesorem Eastern Illinois University.

John Guzlowski’s writing has been featured in Garrison Keillor’s Writer’s Almanac, Akcent, Ontario Review, North American Review, and other journals here and abroad.  His poems and personal essays about his Polish parents’ experiences as slave laborers in Nazi Germany and refugees in Chicago appear in his memoir Echoes of Tattered Tongues.  Echoes received the 2017 Benjamin Franklin Poetry Award and the Eric Hoffer Foundation’s Montaigne Award for most thought-provoking book of the year.  He is also the author of two Hank Purcell mysteries and the war novel Road of Bones.  Guzlowski is a Professor Emeritus at Eastern Illinois University.

 

fot.Pixabay.com

Categories: Guzlowski

Comments

  1. Yankes
    Yankes 6 października, 2019, 23:12

    Wiele lat temu – kolega ktory byl mysliwym opowiadl.mi jak ustrzelil sarne( w Polsce)….” wiesz – mowi do mnie – sarny placza jak roztaja sie z zyciem….nie widzalem w tym momecie ” twardziela” tylko czlowieka , ktory bardzo zalowal tego co zrobil – nigdy wiecej nie polowal ,nie je miesa , myslistwo to morderstwo – niewinnych i bezbronnych – zawsze glosno powtarzal….jest moim przyjacielem i zawsze tak bedzie

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*