Hydraulik / Plumbing

Hydraulik / Plumbing

Ostatniej nocy około 10 zadzwoniła do mnie moja córka Lillian i poinformowała, że jej zlew w kuchni jest zapchany, a ona nie ma przepychaczki. Uważam się za mistrza pomocy hydrualicznej, a moja córka mieszka zaledwie kilka bloków ode mnie, więc powiedziałem jej, że zaraz u niej będę. Uznałem, że nie będzie problemu z odblokowaniem zlewu i rozdrabniacza odpadów, który się w nim znajduje. Wykonuję takie drobne prace związane z hydrauliką od prawie 50 lat, a wcześniej pomagałem w tym ojcu przez kilkanaście lat.

Kiedy dotarłem do domu córki, problem wydawał się wystarczająco jasny. Zlew był w połowie wypełniony mętną, śmierdzącą wodą. Nic nie spływało. Widziałem to już przedtem, więc wyciągnąłem przepychaczkę, przycisnąłem do odpływu zlewu i nacisnąłem, i nacisnąłem znowu i tak przez około 10 minut, ale nic nie działało. Woda nie spływała.

Moja córka jest nowoczesną kobietą, dlatego od razu zasugerowała, żebyśmy ,,wygooglali” ten problem. I tak zrobiliśmy. Włączyliśmy internet i bez problemu znaleźliśmy kilkanaście wideo w serwisie You Tube o tym, jak naprawić zapchany zlew. Większość z nich oferowało to samo rozwiązanie: wlej sodę oczyszczoną i ocet wprost do rury. Brzmiało to jak plan.

Spróbowaliśmy tego, a następnie – jak sugerowano – wlaliśmy duży 5-galonowy gar wrzątku do rury i spróbowaliśmy ją przetkać.

Wtedy wszystko poszło nie tak.

Włączyłem rozdrabniacz do odpadków, a wtedy rury pod zlewem eksplodowały, oddzieliły się od siebie. Soda oczyszczona musiała spowodować za duże ciśnienie w rurach. Wrzątek i soda eksplodowały w kuchni. Nagle w zlewie pojawiły się gorące kawałki czarnej gumy.

,,Myślę, że lepiej zaczekajmy do rana, kiedy będę mogła zadzwonić po hydraulika” – powiedziała moja córka. A ja jej na to: ,,Nie poddawaj się tak szybko. Daj mi spróbować jeszcze raz”. Najpierw wzruszyła ramionami, a potem kiwnęła głową.

Kolejną godzinę spędziłem na wycieraniu resztek sody oczyszczonej, octu i gorącej wody, czyszczeniu z kawałków czarnej gumy oraz ponownym skręcaniu i starannym dokręcaniu rur. Kiedy już stwierdziłem, że wszystko mam gotowe, włączyłem ponownie wodę i rozdrabniacz w zlewie, żeby przetestować rury i odpływ.

Wtedy wszystko znów eksplodowało.

Spojrzałem na córkę. Powiedziała: ,,Dzwonię jutro po hydraulika”.

Skinąłem głową i powiedziałem: ,,Dobry plan”.

Plumbing

Last night around 10 PM, my daughter Lillian called me up and said her kitchen sink was stopped up, and she didn’t have a plunger. I feel I’m a master with a plumber’s helper, and my daughter only lives a couple blocks away, so I told her I would be right over. I figured it would be no problem to unstop her sink and unblock her garbage disposal. I had been doing these small plumbing jobs for almost 50 years and before that I helped my dad with his small plumbing jobs for a dozen years more.

When I got to my daughter’s house, the problem seemed clear enough. The sink was half-full of murky, smelly water. It wasn’t going down the drain. I had seen this kind of situation before, so I took out my plunger and pressed it against the sink drain and plunged and plunged again for about ten minutes, but nothing worked. The water wouldn’t go down the drain.

My daughter is a modern woman, and she suggested right away that we Google the problem. So we did. We went online and had no trouble finding a bunch of YouTube videos about how to unstop a plugged sink. A number of them recommended the very same solution: pouring baking soda and white vinegar down the drain. It sounded like a plan.

We tried that and then – again as recommended – poured a big 5-gallon pot of boiling water down the drain and tried plunging again.

That’s when everything went to hell.

I turned on the garbage disposal, and the pipes under the sink blew up. They separated from other pipes. The baking soda must have created a lot of pressure in the pipes. Boiling water and baking soda exploded all over the kitchen. Hot shards of black rubber suddenly appeared in the sink.

My daughter said, “I think I better just wait until tomorrow when I can call a plumber.” I said, “Don’t give up so fast. Let me try one more time.” She shrugged at first and then nodded her head.

I spent the next hour wiping up the baking soda and vinegar and boiling water, cleaning up the little, black rubber shards, reattaching all the pipes that had exploded loose, and getting them tightened up perfectly. I thought I had it all ready to go then, and I turned on the water and the garbage disposal again to test the pipes and the drain.

That’s when it exploded again.

I looked at my daughter. She said, “I’m calling the plumber tomorrow.”

I nodded and said, “Good plan.”
John Guzlowski

amerykański pisarz i poeta polskiego pochodzenia. Publikował w wielu pismach literackich, zarówno w USA, jak i za granicą, m.in. w „Writer’s Almanac”, „Akcent”, „Ontario Review” i „North American Review”. Jego wiersze i eseje opisujące przeżycia jego rodziców – robotników przymusowych w nazistowskich Niemczech oraz uchodźców wojennych, którzy emigrowali do Chicago – ukazały się we wspomnieniowym tomie pt. „Echoes of Tattered Tongues”. W 2017 roku książka ta zdobyła nagrodę poetycką im. Benjamina Franklina oraz nagrodę literacką Erica Hoffera, za najbardziej prowokującą do myślenia książkę roku. Jest również autorem dwóch powieści kryminalnych o detektywie Hanku Purcellu oraz powieści wojennej pt. „Road of Bones”. John Guzlowski jest emerytowanym profesorem Eastern Illinois University.

John Guzlowski’s writing has been featured in Garrison Keillor’s Writer’s Almanac, Akcent, Ontario Review, North American Review, and other journals here and abroad.  His poems and personal essays about his Polish parents’ experiences as slave laborers in Nazi Germany and refugees in Chicago appear in his memoir Echoes of Tattered Tongues.  Echoes received the 2017 Benjamin Franklin Poetry Award and the Eric Hoffer Foundation’s Montaigne Award for most thought-provoking book of the year.  He is also the author of two Hank Purcell mysteries and the war novel Road of Bones.  Guzlowski is a Professor Emeritus at Eastern Illinois University.

 

fot.Pixabay.com

Categories: Guzlowski

Comments

  1. Edward
    Edward 30 października, 2019, 04:49

    Rzeczywiście felieton zapiera dech w piersiach. Czekam o kotku, złotej rybce i wróbelku-elemelku. Raz wróbelek Elemelek znalazł w polu kartofelek. Nie za duży, nie za mały, do jedzenia doskonały. Lecz ziemniaki na surowo jeść niemiło i niezdrowo. Znacznie lepsze będą one, gdy zostaną upieczone.
    Skrzesał iskrę Elemelek, suche liście wokół ściele, dwie gałązki kładzie blisko i już pali się ognisko. A kartofel – czy czujecie? – tak prześlicznie pachnie przecież, tak kusząco się nadyma, że nie sposób wprost wytrzymać.
    Nie wytrzymał Elemelek, chce wyciągnąć kartofelek, zjeść go szybko, prędzej, zaraz…
    – Ajajaj!
    To ci ambarans!
    Macha łapką Elemelek, a na łapce ma bąbelek. Choć niewielki bąbeleczek, jednak boli, jednak piecze. W lesie leśna jest apteka, Elemelek więc nie zwleka, wznosi skrzydła, mówi: „Lecę” – i za chwilę jest w aptece.
    A w aptece siedzi wrona, bardzo mądra i uczona. W czystym, białym jest fartuchu, trąbkę trzyma tuż przy uchu i przez trąbkę chętnie słucha, bowiem jest troszeczkę głucha.
    – Chciałbym maść na oparzenie…
    – Hę? Coś dać na przeczyszczenie? Weź olejek rycynowy, jutro brzuszek będzie zdrowy.
    – Ach, nie brzuszek, wrono miła! Łapka mi się poparzyła i wyskoczył brzydki bąbel.
    – Plombę? W ząbek włożyć plombę? Lecz cóż – choć mam leków trzysta, plombę musi dać dentysta.
    Więc wróbelek – trudna rada- hyc! wskakuje na stół, siada i wyciąga wprost do wrony swój pazurek poparzony.
    Obejrzała wrona palec z każdej strony doskonale, przyłożyła siemię lniane i kazała pić rumianek, bo to ziółko znakomite. Wypisała potem kwitek, grzecznie mówiąc:
    – Bardzo proszę wpłacić w kasie cztery grosze.
    Trzymał się ten bąbelisko chyba coś przez trzy dni blisko, lecz się w końcu zląkł okładów i gdzieś wyniósł się bez śladu. Odtąd, jeśli Elemelek piecze sobie kartofelek, to cierpliwie z boku czeka, kiedy ziemniak się przypieka.

    Reply this comment
  2. john guzlowski
    john guzlowski 30 października, 2019, 14:13

    podobała mi się ta opowieść o nieszczęściu i nadziei. dziękuję za opublikowanie go.

    Reply this comment
  3. Edward
    Edward 30 października, 2019, 16:09

    Ten wierszyk o Wróbelku Elemelku H. Łochockiej /chyba z 1955r/ zna prawie każde polskie dziecko w przedszkolu.
    podobnie jak ten.
    Kiedy król Fafuła Czwarty
    Zachorował nie na żarty,
    Do doktora rzekł: Doktorze,
    Nic mi widać nie pomoże,
    Przeznaczenie jest nieczułe,
    Przyszła kreska na Fafułę.
    Muszę umrzeć – wola boża.
    Niechaj zbliżą się do łoża
    Królewicze i królewny,
    Do nich mam interes pewny
    Przed królewskie więc oblicze
    Przyszli czterej królewicze
    I królewny przyszły cztery,
    Tłumiąc w sercach smutek szczery.
    Król powiedział: Już dogasam
    Z dziećmi zostać chcę sam na sam.
    Proszę wszystkich wyjść z pokoju
    I zostawić nas w spokoju.

    Gdy nie było już nikogo,
    Król przemówił z miną srogą:
    Drogie dzieci, trudna rada,
    Żyć bez końca nie wypada,
    Trzeba umrzeć na ostatku.
    Dostaniecie po mnie w spadku
    Złotych monet dziesięć garnków,
    Dwieście wiosek i folwarków,
    Wszystkie stada, psiarnie, stajnie,
    Pola żyzne nadzwyczajnie,
    Lasów obszar niezmierzony,
    Wszystko, wszystko – prócz korony.
    Bo korona przeznaczona
    Jest dla tego, kto pokona
    Kapitana Palemona.
    Ma on okręt nad okręty,
    Nie zwyczajny – lecz zaklęty.
    Od stu lat żeglarzy płoszy,
    Wszystko niszczy i pustoszy,
    Kto go ujrzy choć z daleka,
    Tego śmierć niechybna czeka,
    Kto się za nimTego śmierć niechybna czeka,
    Kto się za nim w pogoń puści,
    Znajdzie śmierć na dnie czeluści,
    Kto go schwyta i pokona,
    Temu tron mój i korona!

    Ledwie rzekł to król Fafuła,
    Zła gorączka go zatruła,
    Strasznych drgawek dostał potem
    I zmarł z piątku na sobotę.
    No, a już w niedzielę rano
    Króla godnie pochowano.
    Dzieci ojca opłakały,
    Płakał z nimi naród cały,
    A gdy minął rok z kawałkiem,
    Zapomniano o nim całkiem.

    II

    Płynie okręt przez odmęty,
    Nie zwyczajny – lecz zaklęty:
    Pokład pusty, burta pusta,
    Poprzez burtę fala chlusta,
    Wicher pędzi go i nagli,
    Chociaż nie ma na nim żagli.
    itd.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*