Grzyby z Polski / Polish Mushrooms and Memory

Grzyby z Polski / Polish Mushrooms and Memory

Pamiętam, jak moja mama otwierała przesyłkę z Polski. Plastikowa torebka była pełna suszonych grzybów. Mama była tak szczęśliwa i podekscytowana, jak rzadko. Obserwowałem, jak gotuje te grzyby w zupie, a robiąc to opowiada, że polskie grzyby to jedzenie, które nie ma sobie równych na całym świecie.
Byłem wtedy dzieckiem, miałem może siedem lat i nigdy w życiu nie jadłem grzybów. Mama nie lubiła amerykańskich grzybów, więc w ogóle nie używała ich w kuchni. Mówiła, że są niesmaczne i twarde, niepodobne do grzybów polskich. Grzyby polskie były jedyne na świecie. Najlepsze pod każdym względem.
Możecie sobie zatem wyobrazić, czego spodziewałem się po grzybach, które przypłynęły z dalekiej Polski. Spodziewałem się, że będą smakowały jak najlepsze na świecie ciasto czekoladowe. Możecie sobie też zapewne wyobrazić moje rozczarowanie, kiedy po raz pierwszy spróbowałem polskich grzybów. Maja mama – przeciwnie. Kiedy już ugotowała zupę grzybową i nalała ją do talerzy – uśmiechnęła się, a potem rozpłakała się.
Ten płacz mnie zaskoczył, zaszokował. Moja mama nie należała do płaczliwych osób. Podczas wojny była świadkiem strasznych rzeczy, które Niemcy robili jej rodzinie, ale nigdy nie płakała. Wtedy, przy stole, po polsku prosiłem ją, żeby przestała już płakać. W końcu się uspokoiła.
Nie rozmawialiśmy o tym wydarzeniu przez wiele lat. O tych grzybach z Polski i jej wybuchu płaczu. Bałem się poruszyć tego tematu, mama chyba też. W końcu temat powrócił, kiedy mama była już po siedemdziesiątce, a ja sam miałem ponad 50 lat. Porozmawialiśmy o polskich grzybach. Zapytałem mamę, czy pamięta ten dzień, kiedy po raz pierwszy dała mi do spróbowania grzyby z Polski. Uśmiechnęła się i odpowiedziała, że tak. A potem po raz pierwszy w życiu opowiedziała mi o swoim życiu w Polsce, o czasach, kiedy była małą dziewczynką.
Mama opowiedziała mi o zbieraniu grzybów i jej rodzinnym domu w lesie, na zachód od Lwowa. Uwielbiała zbierać grzyby i już jako dziecko potrafiła odróżnić te jadalne od trujących. Opowiedziała mi, jak bardzo lubiła wdrapywać się na rosnące koło domu wysokie brzozy, kiedy skończyła już swoje obowiązki w domu i w ogrodzie. Mówiła mi o swojej ulubionej śwince Karolince, jak zabierała ją do lasu, jak siedziały razem i obserwowały spadające z drzew jesienne liście. Mówiła, że Karolinka była sprytniejsza i mądrzejsza niż jej bracia – Władziu i Janek, ale nie tak mądra jak jej starsza siostra, która wyszła za mąż i urodziła śliczną córeczkę.
Mama powiedziała mi też wtedy, że uwielbiała śpiewać. Najbardziej lubiła piosenkę o kominiarzu, który idzie po drabinie. Śpiewała ją w kółko, a jej ojciec zwykł wtedy dokuczać jej i mówić: „Tekla, jak dorośniesz, to wyjdziesz za mąż za kominiarza i od jego pocałunków będziesz miała policzki całe w sadzy”. Ale mama nie przejmowała się tymi przytykami. Uwielbiała tę piosenkę, i jeszcze jedną, o głębokiej studni. Uwielbiała śpiewać o młodej dziewczynie, która przy studni czeka na swojego ukochanego, młodego żołnierza, który pojechał na wojnę. Moja mama nie miała chłopaka, jej mama wciąż powtarzała jej, że jest zbyt młoda, by myśleć o chłopcach. Ale mama nie przejmowała się tym, uwielbiała tę piosenkę i wyobrażała sobie, że to ona jest dziewczyną czekającą przy studni, aż jej ukochany wróci z wojny.
Mama opowiedziała mi o tym wszystkim i zamilkła. Dlaczego przestała mówić, kiedy tylko wspomniała o wojnie? Gdyby kontynuowała, zapewne wybuchłaby płaczem. A przecież nie mogła pokazać, że to wszystko, co przeżyła podczas wojny, sprawia, że płacze.

Polish Mushrooms and Memory

I remember my mom once opening a plastic bag filled with dried mushrooms that came all the way from Poland. She was excited and happy in ways I hadn’t seen in a long time. I watched her put these special mushrooms in a broth, and while it was heating she talked about how Polish mushrooms were like no other food on earth.
I was a kid then, maybe 7 years old, and I had never had a mushroom. My mom didn’t like American mushrooms, so she never cooked with them. She said they were tough and hard in ways Polish mushrooms never were. Polish mushrooms on the other hand were like no other food on earth. They were perfect in every way.
So you can imagine what I expected from the mushrooms my mom got that came all the way from Poland. I expected them to taste like the greatest chocolate cake in the world.
You can also imagine how disappointed I was when I bit into my first Polish mushroom. But it wasn’t like that for my mother. When she finally poured the mushrooms and broth into our bowls, she smiled first and then she started to cry.
This really surprised me, shocked me. My mom wasn’t a crier. She had seen terrible things done to her family during the war, and she didn’t cry at all, ever. I begged her in Polish to stop crying. And she did finally.
We didn’t talk about this, the mushrooms and her crying for years and years. I was afraid to bring it up, and so was she.
It wasn’t until years later, when she was in her 70s and I was in my 50s, that we talked about Polish mushrooms again. I asked her if she remembered the day she introduced me to Polish mushrooms, and she smiled and said she did.
And then she started telling me for the first time about what her life was like in Poland when she was a girl before the war.
She told me about Polish mushrooms and the other things she loved about her home in the woods west of Lwow. She told me she loved picking mushrooms in the spring, and even when she was little she could tell the ones that were safe from the ones that weren’t. She told me she loved climbing the tall white birch trees in the summer when her chores in the garden and the kitchen were done. She told me how she loved to ride her pet pig Caroline in the woods too or sit with her and watch the leaves fall in the autumn. She felt that Caroline was smarter than her brothers Wladyu and Jan, but not as smart as Genja, her sister who was married and had a beautiful baby girl.
My mother also told me that she loved to sing. There was a song about a chimney sweep that she would sing over and over; and when her father heard it, he sometimes laughed and said, “Tekla, you’re going to grow up to marry a chimney sweep, and your cheeks will always be dusty from his dusty kisses.” But she didn’t care if he teased her so.
She loved that song and another one, about a deep well.
She loved to sing about the young girl who stood by the well waiting for her lover, a young soldier, to come back from the wars far away. My mom had never had a boyfriend, and her mom said she was too young to think of boys, but my mom didn’t care. She loved the song and imagined she was the girl waiting for the soldier to come back from the war.
My mother told me all that, and then she stopped.
Why did she stop with this mention of war?
If she said any more, she would begin to cry, and she wouldn’t let the past and what had happened to her in the war make her cry.

John Guzlowski

amerykański pisarz i poeta polskiego pochodzenia. Publikował w wielu pismach literackich, zarówno w USA, jak i za granicą, m.in. w „Writer’s Almanac”, „Akcent”, „Ontario Review” i „North American Review”. Jego wiersze i eseje opisujące przeżycia jego rodziców – robotników przymusowych w nazistowskich Niemczech oraz uchodźców wojennych, którzy emigrowali do Chicago – ukazały się we wspomnieniowym tomie pt. „Echoes of Tattered Tongues”. W 2017 roku książka ta zdobyła nagrodę poetycką im. Benjamina Franklina oraz nagrodę literacką Erica Hoffera, za najbardziej prowokującą do myślenia książkę roku. Jest również autorem dwóch powieści kryminalnych o detektywie Hanku Purcellu oraz powieści wojennej pt. „Road of Bones”. John Guzlowski jest emerytowanym profesorem Eastern Illinois University.

John Guzlowski’s writing has been featured in Garrison Keillor’s Writer’s Almanac, Akcent, Ontario Review, North American Review, and other journals here and abroad.  His poems and personal essays about his Polish parents’ experiences as slave laborers in Nazi Germany and refugees in Chicago appear in his memoir Echoes of Tattered Tongues.  Echoes received the 2017 Benjamin Franklin Poetry Award and the Eric Hoffer Foundation’s Montaigne Award for most thought-provoking book of the year.  He is also the author of two Hank Purcell mysteries and the war novel Road of Bones.  Guzlowski is a Professor Emeritus at Eastern Illinois University.

 

 

fot.Pixabay.com

Categories: Guzlowski

Comments

  1. Yaroon
    Yaroon 17 października, 2018, 15:00

    Głęboka studzienka, głęboko kopana,
    A przy niej Kasieńka jak wymalowana.

    2. Przy studzience stała, wodę nabierała,
    O swoim Jasieńku kochanku myślała.

    3. Głęboka studzienka czy mam do cię skoczyć,
    Za moim Jasieńkiem co ma czarne oczy.

    4. Gdybym cię Jasieńku, w wodzie zobaczyła,
    To bym ja za tobą do wody skoczyła.

    5. Naprzód bym wrzuciła ten biały wianeczek,
    Com tobie uwiła ze samych różyczek.

    6. Ale ja nie wskoczę bo jest za głęboka,
    Daleko jest do dna i zimna tam woda.

    7. Ucałuję listek szeroki, dębowy,
    Razem z pozdrowieniem wrzucę, go do wody.

    Reply this comment
  2. Trish Lindsey Jaggers
    Trish Lindsey Jaggers 17 października, 2018, 19:27

    Wonderful essay, John. My chest ached for all that your mother endured and lost just to live, and for her, those mushrooms ignited a fire–desire? homesickness? who knows?–a fire that needed kindling, the way these words needed to be lit in the way only you can do it–fine, poetic, and lyrical. Her son sings, too.
    Achingly beautiful piece.

    Reply this comment
  3. Yaroon
    Yaroon 18 października, 2018, 13:52

    W tym roku jest za sucho i grzybów w Polsce Zachodniej nie ma. Najbardziej lubiłem maślaki obgotowane, potem smażone na patelni, na maśle i polane śmietaną…palce lizać. Albo takie marynowane i setka wódki żytniówki.

    Reply this comment
  4. Yankes
    Yankes 19 października, 2018, 11:14

    Dzieki Marynarzu za przypomnienie tej pieknej, prostej – piosenki naszych kochanych Mam Mialem to szczescie ze czesto spiewalem ( proszono mnie na przyjeciach rodzinnych ) , razem z Mama – wtedy jeszcze zdrowa i szczesliwa Dzisiaj te piekne wspomnienia wrocily – na YouTube wszystko znajdziesz , a Mama – gdzies tam w niebie – moze troche tez nuci

    Reply this comment
  5. Yaroon
    Yaroon 19 października, 2018, 16:22

    Zobacz Yanek 🙂 jak będą ubodzy wnuki i dzieci obecnej młodzieży. Co za 30-50 lat będą słyszeć, albo przypomną sobie co ich rodzice i dziadkowie słuchali, czyli rapu: „O kurwa, ja pierdole, ale się naćpałem, bo świat chujowy ehe-ehe, joł-joł, ehe, joł”…sentymentalna podróż do…szamba ? A ja pamiętam, że u mnie w domu (lata60/70) gdy harmonia grała śpiewano: „Poszła Karolinka, do Gogolina…” Zielony mosteczek.”
    „Zielony mosteczek ugina się,
    Zielony mosteczek ugina się,
    Trawka na nim rośnie, nie sieka się
    Trawka na nim rośnie, nie sieka się.
    2.Żebym ja ten mostek harendował,
    Żebym ja ten mostek harendował,
    Tobym go wylepił, wytręgował,
    Tobym go wylepił, wytręgował.
    albo Jarzębina czerwona i po polsku i po rosyjsku:
    Zapadł cichy wieczór i ucichł wiatru wiew ,
    Gdzieś w oddali płynie harmonii tęskny śpiew,
    Biegnę polną dróżką, co pośród gór się pnie,
    Bo pod jarzębiną dwóch chłopców czeka mnie.

    Jarzębino czerwona, któremu serce dać?
    Jarzębino czerwona, biednemu sercu radź!
    To było pokolenie wojenne i los ich wygnał z domu, więc dużo było też rosyjskich czy białoruskich pieśni. Niektóre nie były znane dla moich rodziców, np. Kosił Jaś koniczynę i spoglądał na dziewczynę, Złatyje gory, Lawonicha, Kowale(Kużnicy). Z tą ostatnią piosenką rosyjską:Во ку… во кузнице,
    Во кузнице молодые кузнецы wiąże się krótkie opowiadanie mego ojca. Otóż śpiewał to jego szwagier na…defiladzie w Berlinie po przemarszu przed trybuną z Hitlerem. Niemcy bili brawo tej polsko-białoruskiej kompanii siła wcielonych do Niemieckiego wojska. Jeszcze sobie przypomniałem w „zielonym gaju ptaszki śpiewają, ptaszki śpiewają pod jaworem”. A ponieważ ja miałem ładny głos, to czasami śpiewałem zgromadzonym przy akompaniamencie akordeonu. Niektórych piosenek nie śpiewano, zwłaszcza tych smutnych, wojennych. Minęły lata, jest bogaciej, ale smutniej.

    Reply this comment
  6. Yaroon
    Yaroon 19 października, 2018, 16:43

    stare dobre małżeństwo u studni na youtubie dla ciebie yankes.https://www.youtube.com/watch?v=T5Q1bspP7cE

    Reply this comment
  7. Yankes
    Yankes 21 października, 2018, 20:16

    Dzieki Marynarzu….wypilem Twoje i swoje zdrowie ” u studni” ….bo taka posiadam , przy swoim wiejskim domku ( na tej Amerykanskiej ziemi) Uwielbiam SDM – polecam ” Bieszczadzkie Anioly” ….prawie tak dobre jak ” studnia” Pozdrawiam

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*