Dzień, w którym zastrzelono Kennedy’ego

Dzień, w którym zastrzelono Kennedy’ego

Co robiłeś 22 listopada 1963 roku, w dniu kiedy zastrzelony został John F. Kennedy? Jeśli nie było Cię jeszcze na świecie, nie masz problemu z udzieleniem odpowiedzi na to pytanie.
A ja? Byłem wtedy piętnastoletnim uczniem drugiej klasy katolickiego liceum św. Patryka na Belmont Avenue. Siedziałem na lekcji geometrii, było zaraz po lunchu, około kwadrans przed pierwszą po południu. Nauczyciel, zakonnik, na którego mówiliśmy brat George, przeczytał na głos wiadomość z kartki, którą przyniósł mu do klasy jeden z dyżurnych. Wiadomość była krótka i prosta: „Prezydent został zastrzelony, kiedy jechał w kabriolecie i pozdrawiał tłum zgromadzony na ulicy w Dallas”. Brat George przeczytał notkę, popatrzyła na nas i powiedział: „To go oduczy jeżdżenia kabrioletami”. Po czym parsknął śmiechem. Ale nikt inny się nie śmiał. Wszyscy chłopcy siedzący w klasie wiedzieli, że nie ma w tym nic do śmiechu, choć przecież byliśmy tylko dziećmi.
Kilka minut później lekcje zostały odwołane, a my poszliśmy do szatni, wzięliśmy swoje rzeczy i poszliśmy do domów. Prawie nikt nie rozmawiał, nie robił hałasu. Pamiętam tę ciszę. Była dziwna. Nigdy nie byliśmy cicho, ale wtedy tak.
Do domu pojechałem autobusem CTA, tym samym, co każdego dnia. To była długa przejażdżka, bo szkoła była przy Belmont i Austin, a ja mieszkałem koło Humbold Park, zaraz przy ulicy California. Podróż trwała jakieś 45 minut. Autobus był pusty, a ja siedziałem w ciszy i myślałem o Abie Lincolnie, o zamachu na niego i o tym, jak jego zabójstwo zraniło Amerykę. Rozpłakałem się i chciałem z kimś porozmawiać, ale oprócz mnie w autobusie był tylko kierowca, a ja nie miałem pojęcia, czy już wie, co się stało z Kennedym.
W Chicago było zimno i szaro, bardziej jak w grudniu niż w listopadzie. Zanim dojechałem do skrzyżowania Belmont i California, zaczął prószyć śnieg. Uwielbiałem Kennedy’ego i cały czas modliłem się, żeby informacja o zamachu okazała się zwykłą pomyłką.
Kiedy dotarłem do domu, nikogo w nim nie zastałem. Mama i tata pracowali i mieli wrócić dopiero za trzy lub cztery godziny. Nie było też mojej siostry. Może nie zwolnili jej ze szkoły, albo poszła gdzieś z koleżankami.
Usiadłem przy stole w kuchni. Nic nie jadłem, siedziałem tylko i patrzyłem na padający za oknem śnieg. Po chwili poszedłem do salonu i włączyłem telewizor. Na każdym kanale ludzie płakali. Mi też nie pozostało nic innego.

The Day Kennedy Was Shot

What were you doing on November 22, 1963, the day John F. Kennedy was shot? If you were alive then, you’ll have no trouble answering that question.
Me? I was a 15-year old student in a sophomore geometry class at St. Patrick’s Catholic Boy’s High School on Belmont Avenue. It was just after lunch, about 1245 or so.
The teacher, a Christian Brother named Brother George, read the message that had been handed to him by a student who came to the door of the classroom. The message was simple. The President had been shot while riding in a convertible and waving at the crowds in Dallas. Brother George finished reading the message and looked up and said to the class, „That will teach him to ride in convertibles.”
He laughed then, but no one else did. The boys in the class, even though we were just kids, knew that this wasn’t something to laugh about.
Minutes later, school was cancelled, and we went to our lockers and grabbed our things and left. There wasn’t a lot of talking, not a lot of noise. I remember the quiet. It was so strange. We were never quiet, and now we were.
I took the CTA bus home, the same way I did all the time. It was a long ride. My school was up on Belmont and Austin, and I lived near Humboldt Park, just off California. A long ride, maybe 45 minutes. The bus was empty after a while, and I sat in silence, thinking about Abe Lincoln, his assassination, the way it hurt America. I cried and I wanted to talk to somebody, but the only one on the bus was the bus driver, and I didn’t even know if he knew what had happened to Kennedy.
It was a gray cold Chicago day, and it felt more like December than November. By the time I got to the bus stop at Belmont and California, there were snow flurries falling. I loved Kennedy and kept praying they must have the news wrong.
When I finally got home, there was nobody there. My mom and dad were working and wouldn’t be home for 3 or 4 hours. My sister wasn’t there either. Maybe she hadn’t been let out of her school, or maybe she was with her friends.
I sat alone in the kitchen for a while. Not eating or anything, just sitting, watching the snow flurries some more. Then I walked into living room and turned on the TV and watched the news. People were crying on every channel.
I didn’t know what else to do.

John Guzlowski

amerykański pisarz i poeta polskiego pochodzenia. Publikował w wielu pismach literackich, zarówno w USA, jak i za granicą, m.in. w „Writer’s Almanac”, „Akcent”, „Ontario Review” i „North American Review”. Jego wiersze i eseje opisujące przeżycia jego rodziców – robotników przymusowych w nazistowskich Niemczech oraz uchodźców wojennych, którzy emigrowali do Chicago – ukazały się we wspomnieniowym tomie pt. „Echoes of Tattered Tongues”. W 2017 roku książka ta zdobyła nagrodę poetycką im. Benjamina Franklina oraz nagrodę literacką Erica Hoffera, za najbardziej prowokującą do myślenia książkę roku. Jest również autorem dwóch powieści kryminalnych o detektywie Hanku Purcellu oraz powieści wojennej pt. „Road of Bones”. John Guzlowski jest emerytowanym profesorem Eastern Illinois University.

John Guzlowski’s writing has been featured in Garrison Keillor’s Writer’s Almanac, Akcent, Ontario Review, North American Review, and other journals here and abroad.  His poems and personal essays about his Polish parents’ experiences as slave laborers in Nazi Germany and refugees in Chicago appear in his memoir Echoes of Tattered Tongues.  Echoes received the 2017 Benjamin Franklin Poetry Award and the Eric Hoffer Foundation’s Montaigne Award for most thought-provoking book of the year.  He is also the author of two Hank Purcell mysteries and the war novel Road of Bones.  Guzlowski is a Professor Emeritus at Eastern Illinois University.

Categories: Guzlowski

Comments

  1. Yaroon
    Yaroon 27 listopada, 2018, 04:50

    Jest pan zapatrzony w czubek własnego nosa i nie szanuje pan czytelnika, więc pan nie istnieje. To czytelnicy nadają sens istnienia dla pisarza, a komentatorzy „ożywiają” autora. Poniał?

    Reply this comment
  2. Yaroon
    Yaroon 1 grudnia, 2018, 05:23

    Widzi pan, pies z kulawą nogą („no-one at all”) do pana nie zajrzy i to jest kara za pańską pychę (vainglory), zarozumiałość i egocentryzm.

    Reply this comment
    • johnguzlowski
      johnguzlowski 3 grudnia, 2018, 13:04

      Absolutely. I exist because you are looking at me. Just as you exist because I am now looking at you. If I have not looked at you recently, I apologize. My life has been a flood.

      Reply this comment
  3. Yaroon
    Yaroon 3 grudnia, 2018, 23:13

    Wesołych świąt.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*