Dlaczego nigdy nie pracowałem w fabryce / Why I Never Worked in a Factory

Dlaczego nigdy nie pracowałem w fabryce / Why I Never Worked in a Factory

Celem studiowania jest uniknięcie pracy – widziałem to w ten sposób, dlatego w 1966 roku poszedłem do college’u.

Mój ojciec nie był z tego powodu zbyt szczęśliwy. Był ciężko pracującym Polakiem, który większość swego życia spędził harując ciężej, niż można sobie wyobrazić. Podczas II wojny światowej, jak wielu jego rodaków, przez prawie 5 lat był robotnikiem przymusowym w niemieckim obozie pracy Buchenwald, gdzie zaharowywał się prawie na śmierć. Przymusowi robotnicy pracowali po 12-14 godzin dziennie bez żadnej zapłaty, starając się przeżyć na około 600 kaloriach dziennie. Kiedy obóz został wyzwolony, ojciec ważył niecałe 75 funtów. I tak miał dużo szczęścia. W obozie pracy przymusowej co roku z wycieńczenia i głodu umierał co czwarty robotnik.

Kiedy w 1952 roku przyjechaliśmy do Chicago z przejściowego obozu dla „dipisów” (ang. displaced persons) w Niemczech, ojciec nie przestał pracować. Jedną z rzeczy, które przyciągnęły go do Chicago, była ogromna ilość miejsc pracy w licznych fabrykach, więc mógł pracować na dwie zmiany i, we własnym mniemaniu, zarobić poważne pieniądze. Ojciec żartował czasami, że woli Amerykę od niemieckich obozów pracy, bo tu przynajmniej może wziąć prysznic i napić się zimnego Budweisera po dniu znoju.

Kiedy w 1966 roku skończyłem szkołę średnią, powiedziałem ojcu, że chcę iść do college’u, a on próbował wyperswadować mi ten pomysł z głowy. Któregoś dnia wziął mnie na bok i dał mi poważną życiową radę. Powiedział, że jestem sprytny, że mówię po angielsku jak Amerykanin i jeśli dostałbym pracę w fabryce, za 10 lat byłbym brygadzistą, a za 20 – prawdopodobnie właścicielem całej fabryki. Zacząłem się śmiać.

Nie chciałem pracować tak, jak on. Będąc w ostatniej klasie szkoły średniej, rozglądałem się za pracą i zauważyłem, że większość moich znajomych, którzy ukończyli szkołę średnią, ale nie posiadali żadnych innych talentów, kończyła w fabrykach. Ja sam złożyłem kilka podań o pracę w przemyśle cukierniczym, przy rozładowywaniu ładunków czy pakowaniu różnego rodzaju sprzętu do pudeł. Najzabawniejsze było to, że nigdy nie otrzymałem żadnej odpowiedzi w związku ze złożonymi podaniami, więc im więcej podań o pracę składałem, tym mniejszą ochotę miałem na pracę w fabryce.

Zignorowałem więc życiowe rady ojca i poszedłem do college’u. Studiowałem aż do uzyskania doktoratu i podjąłem pracę jako nauczyciel. Nauczanie bije na głowę produkcję łakoci w fabryce cukierków, a nawet pracę, jaką wykonywał mój ojciec – wyciąganie papierowych tub z kąpieli w chemikaliach przez 30 lat, co tak zjadło mu płuca, że właściciel fabryki zwolnił go, bo ojciec nie mógł już stać o własnych siłach.

PS. Nie byłem jedyny, któremu mój ojciec dał życiową radę podjęcia pracy w fabryce, zostania brygadzistą, a następnie jej właścicielem. Poradził to także memu przyjacielowi, Dennisowi. Dennis wziął sobie radę ojca do serca i po pewnym czasie został milionerem – właścicielem fabryki pakującej burgery dla sieci McDonalds!

Why I Never Worked in a Factory

The purpose of college is to keep from working. That’s the why I saw it, and that’s why I went to college in 1966.
My dad wasn’t happy with the idea. He was a hard-working Polish guy who had spent most of his life working harder than you or I can ever imagine. Like a lot of Poles, he had been a slave laborer for almost 5 years in Buchenwald Concentration Camp in Germany during World War II.
How hard was the work he did there? The slave laborers worked about twelve to fourteen hours a day without any kind of pay on about 600 calories of food per day. When my dad was liberated, he weighed about 75 pounds. He was one of the lucky workers. About 25% of workers there died each year.
When we came to Chicago from the DP camps in Germany in 1952, my dad didn’t stop working. In fact, one of the things that drew him to Chicago was that there was so much factory work here he could work double shifts and make some real money. My dad used to joke that he liked America better than the slave labor camps because at least here you could take a shower and get a cold Budweiser after a day of work.
When I graduated from high school in 1966, I told my dad I planned to go to college, and he tried to talk me out of it. He took me aside and gave me some advice. He said I was smart, and I could speak English like a true American and that if I got a job in a factory I would probably be a foreman in 10 years, and in twenty I would probably own the factory. I laughed.
I didn’t want to work like he did. I had looked around during my last year of high school for a job, and what I saw was that most of my friends with a high school education and no talent were working in factories. I even applied for some of those jobs – jobs making candy or unloading trucks or packing appliances into boxes. The funny thing was that I didn’t get called back for any of those factory jobs I applied for, and the more I filled out those applications the less I wanted to work in some factory.
So I ignored what my dad told me to do, and I went to college. I kept at it until I got a Ph.D. and was lucky enough to get a job teaching. Teaching beats making candy in a candy factory or doing what my dad did–pulling paper tubes out of a chemical bath for 30 years until his lungs got so eaten up by those chemicals that the owners of the factory fired my dad because he couldn’t stand up any more.
PS – I wasn’t the only one that my dad gave that advice to about going to work in the factory and being a foreman and then being the guy who owned the factory. He told my friend Dennis that, and Dennis took my dad’s advice and ended up the millionaire owner of a factory that made burger packaging for McDonalds!
John Guzlowski

amerykański pisarz i poeta polskiego pochodzenia. Publikował w wielu pismach literackich, zarówno w USA, jak i za granicą, m.in. w „Writer’s Almanac”, „Akcent”, „Ontario Review” i „North American Review”. Jego wiersze i eseje opisujące przeżycia jego rodziców – robotników przymusowych w nazistowskich Niemczech oraz uchodźców wojennych, którzy emigrowali do Chicago – ukazały się we wspomnieniowym tomie pt. „Echoes of Tattered Tongues”. W 2017 roku książka ta zdobyła nagrodę poetycką im. Benjamina Franklina oraz nagrodę literacką Erica Hoffera, za najbardziej prowokującą do myślenia książkę roku. Jest również autorem dwóch powieści kryminalnych o detektywie Hanku Purcellu oraz powieści wojennej pt. „Road of Bones”. John Guzlowski jest emerytowanym profesorem Eastern Illinois University.

John Guzlowski’s writing has been featured in Garrison Keillor’s Writer’s Almanac, Akcent, Ontario Review, North American Review, and other journals here and abroad.  His poems and personal essays about his Polish parents’ experiences as slave laborers in Nazi Germany and refugees in Chicago appear in his memoir Echoes of Tattered Tongues.  Echoes received the 2017 Benjamin Franklin Poetry Award and the Eric Hoffer Foundation’s Montaigne Award for most thought-provoking book of the year.  He is also the author of two Hank Purcell mysteries and the war novel Road of Bones.  Guzlowski is a Professor Emeritus at Eastern Illinois University.

 

fot.Pexels.com

Categories: Guzlowski

Comments

  1. Jo
    Jo 14 października, 2019, 07:14

    John, this reminds me so much of my family. So many of them worked in the steel mills or the auto plants or other factories in Buffalo. My Dad escaped to college; my mother’s brother, my Godfather, worked three jobs. My sister and I and my uncle’s oldest daughter also went to college and taught our way to different lives.

    Reply this comment
    • john guzlowski
      john guzlowski 14 października, 2019, 21:02

      It’s interesting to me how many of my immigrant friends also went to college. Kids I knew from the neighborhood went on to become doctors, lawyers, professors, military officers, Chicago detectives.

      Reply this comment
  2. Halina
    Halina 14 października, 2019, 09:34

    My father went to night school and became a draftsman when he arrived in the USA. He encouraged me to attend college, but he regretted this decision because I left our home town to get a job in the big city (Philadelphia). My parents hoped that I would live across the street from them, marry and have children. They wanted to have a stable homestead after the war. Instead, I moved many times, had adventures and married late. I did have one wonderful daughter!

    Reply this comment
    • john guzlowski
      john guzlowski 14 października, 2019, 21:05

      Yes, that was one of the downsides of becoming a professor. Where I taught was 200 miles from my parents’ house in Chicago. We’d go up there 4-5 times a year, but it was never enough. And when they retired to Arizona!

      Reply this comment
  3. Martin Stepek
    Martin Stepek 14 października, 2019, 10:06

    Another great article from John Guzlowski. He tells it like it was, always. I particularly liked this piece because it encapsulates so succinctly four distinct strands of Polish-American experience: the pre-emigration horror; the first generation working-class emigre experience; the second generation leap forward in education and class; and an alternative leap forward via promotion and entrepreneurship.

    Reply this comment
  4. Christina Pacosz
    Christina Pacosz 15 października, 2019, 14:21

    My father was a 35 year man at Fords when lung cancer from asbestos uniform got him early retirement. My mother had worked at Plymouth Motors when I was a baby. They always told me I must go to college and so I did. They did not want me to work in a factory. I didn’t want to work in a factory, either. Good article, John.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*