Zyskują wielcy, mali i … fiskus

Liczba spółek notowanych na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych szybko rośnie. Równie szybko grubieją portfele właścicieli spółek. Wraz z dokonanym w jednym z ostatnich dni maja debiutem Budvaru (jest to krakowski producent okien, zbieżność nazwy ze znanym czeskim browarem jest przypadkowa), liczba spółek notowanych na parkiecie polskiej giełdy osiągnęła poziom 300. Ale nie tylko to stanowiło największy powód do zadowolenia Marka Trzcińskiego, prezesa spółki.

Wraz z żoną kontroluje on 7,8 mln akcji firmy. Według ceny emisyjnej, były one warte 117 mln zł. Już pierwszego dnia notowań akcje firmy zwyżkowały aż o 79 procent, a z nimi poszła w górę wartość portfela właścicieli.

Budvar był 21 spółką, która w tym roku weszła na giełdę. Dzięki debiutom grono tych, których majątek można publicznie wycenić, powiększyło się o kilkudziesięciu milionerów. Wśród właścicieli pierwszych 20 tegorocznych debiutantów można naliczyć 37 osób, których pakiety akcji są warte powyżej 10 mln zł. Do dzisiaj debiutowały kolejne dwie spółki, jeszcze przed latem GPW czeka kolejne dziesięć debiutów. Właściciele co najmniej kilku z nich z dnia na dzień trafią do zestawień najbogatszych Polaków.

Tymczasem kolejka chętnych do wejścia na giełdę cały czas się wydłuża: według szacunków na GPW może się pojawić w tym roku nawet 100 spółek. Dla wielu właścicieli firm magnesem przyciągającym na parkiet jest właśnie możliwość wyceny posiadanego biznesu i jego częściowego spieniężenia. Często jest to najsilniejszy argument, który przekonuje do podjęcia decyzji o ofercie publicznej. Jeśli walory trafiają na rynek publiczny, ich wycena może skoczyć dzięki temu nawet o 20 procent w porównaniu z tą, którą można uzyskać na rynku niepublicznym. Majątek jest wyceniany non stop i zawsze istnieje możliwość jego zamiany na gotówkę.

Z tej ostatniej możliwości – czyli wyjścia z firmy z pieniędzmi w momencie jej debiutu giełdowego – tegoroczni debiutanci nie korzystali zbyt często. A większość tych, którzy zdecydowali się na zbycie części walorów w ofercie publicznej, szybko mogła tego żałować. Akcje nowych spółek cieszyły się bowiem dużym wzięciem i ich kursy często już na pierwszej sesji szybowały o kilkanaście procent w górę w porównaniu z ceną emisyjną.

Dariusz Grzeszczak, prezes Erbudu, bezpośrednio nie sprzedawał walorów w czasie oferty. Cierpliwość została nagrodzona już na premierowej sesji, kiedy cena praw do akcji skoczyła o 83 proc. w górę. Pakiet akcji szefa, warty dotąd 187 mln zł, w jeden dzień osiągnął poziom 340 milionów.

Spośród tegorocznych debiutantów powodów do narzekań nie mogą mieć także m.in. akcjonariusze spółek ES-System i Infovide-Matrix, których portfele akcji zwiększyły wartość o kilkadziesiąt milionów złotych. I to zaledwie w ciągu kilkunastu tygodni od zamknięcia publicznej subskrypcji.

Józef Wojciechowski, główny akcjonariusz developerskiej firmy JW Construction, bardzo skorzystał już przed debiutem na giełdzie. Akcje spółki rozeszły się w trybie ofertowym po bardzo wysokiej cenie i portfel prezesa osiągnął wartość 3,1 miliarda zł. Dzień debiutu, który przypadł 4 czerwca, zwiększył wartość firmy, a zatem i akcji szefa, jeszcze o 12 procent. Ale giełda służy nie tylko największym uczestnikom rynku. Portfele drobnych graczy nie puchną tak jak głównych akcjonariuszy, ale ich zyski też są okazałe.

W ubiegłym roku przeciętny inwestor zarobił na giełdzie około 20 tys. zł. Rok wcześniej zarobek wyniósł średnio 13 tys. zł. Wizja szybkiego zarobku na parkiecie coraz mocniej kusi Polaków, bo nieustannie zwiększają zaangażowanie w akcje. I to nie tylko poprzez fundusze, ale też samodzielne inwestycje. Na koniec marca tego roku w papierach udziałowych spółek publicznych ulokowane było blisko 54 mld zł.

To o 8 mld zł więcej niż na koniec 2006 r. i aż 23 mld zł (78 proc.) więcej niż rok wcześniej. Część tego przyrostu to skutek rosnących kursów akcji, ale i tak – biorąc pod uwagę 43-procentową zwyżkę indeksu WIG w tym okresie – napływ świeżego kapitału netto można szacować na 10 mld zł (do TFI wpłynęło w tym czasie 38 mld zł). Odbyło się to również dzięki wejściu do gry nowych inwestorów: liczba rachunków w biurach maklerskich zwiększyła się w ubiegłym roku o 30 tysięcy. Spora część z nich to z pewnością rachunki założone po to, by zapisać się na akcje sprzedawane na rynku pierwotnym. W sumie otwartych jest ponad 900 tysięcy kont, ale tylko jedna czwarta z nich jest aktywna. Na pozostałych nie ma zapisanych papierów wartościowych.
Dobra passa drobnych inwestorów cieszy także… fiskusa. Z zysku ze sprzedaży akcji (i innych papierów wartościowych, a także lokat bankowych) inwestorzy odprowadzili w minionym roku blisko 4 mld zł do urzędów skarbowych. To cztery razy więcej, niż przewidywał resort finansów.
Andrzej Nierychło

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*