Zły pomysł

Ameryka od środka

 


Nawet dziecko wie, że w USA aresztowanym osobom czyta się tzw. “Miranda rights”, czyli ostrzeżenie o tym, że wszystko co od momentu aresztowania powiedzą może zostać wykorzystane przeciw nim. Fraza “You have the right to remain silent” rozlega się prawie w każdym telewizyjnym serialu kryminalnym.

 

Ostatnio prokurator generalny Eric Holder zasugerował, iż Departament Sprawiedliwości rozważa możliwość wprowadzenia specjalnej wersji Mirandy dla osób podejrzanych o czyny terrorystyczne. Wywołało to sporą konsternację, bo administracja Obamy zawsze zapewniała, iż zamierza porzucić wszelkie praktyki, które ograniczają swobody obywatelskie w imię walki z terroryzmem. Tymczasem specjalne zasady informowania podejrzanych terrorystów o ich prawach jest oczywistym ustępstwem na rzecz radykalizmu.

 

Propozycja Holdera to zły pomysł, ale nie tylko datego, że ogranicza prawa obywatelskie. Jest to zabieg zupełnie niepotrzebny. Gdy “Miranda rights” wprowadzane były w życie w roku 1966, chodziło przede wszystkim o to, by policja miała jakąś standardową metodę informowania aresztowanych o przysługujących im prawach. Nie są to jakieś nowe prawa, lecz te, które od dawna gwarantuje konstytucja. Jeśli komuś nie odczyta się tego standardowego tekstu w momencie aresztowania, jedyną konsekwencją może być to, że wszystko to, co zatrzymany powie w czasie przesłuchań, może zostać odrzucone w czasie ewentualnego  procesu sądowego.

 

Dziś pokutuje przekonanie, że jeśli aresztowanemu pod zarzutem terroryzmu osobnikowi odczyta się na samym początku jego prawa, podejrzany przestanie mówić i w ten sposób znacznie utrudni prowadzenie śledztwa. Jednak statystyki pokazują coś zupełnie innego – aresztowani niemal zawsze gadają, niezależnie od tego, czy wiedzą o swoich prawach czy nie. Natomiast nie czytanie takim osobom standardowego tekstu, lub też stosowanie jakiejś zmodyfikowanej wersji, tworzy niefortunne wrażenie, że policja zamierza “wydusić” z aresztowanego zeznania wszelkimi metodami, w tym również nielegalnymi, zanim po raz pierwszy pojawi się u jego boku przysługujący mu prawnik.

 

Jedną z naczelnych zasad amerykańskiej demokracji jest (i zawsze było) to, że w obliczu prawa wszyscy są równi. Nie ma specjalnego prawa dla wybranych grup społecznych lub rasowych, ani też oddzielnych zasad w przypadku poszczególnych grup przestępstw. Zdarzały się oczywiście w historii USA różne aberacje, wynikające na przykład z rasizmu, ale w sumie fundamentem amerykańskiej praworządności pozostaje zasada jednolitości kodeksu karnego i równego traktowania wszystkich na jego podstawie.

 

Pomysł Holdera niemal na pewno wynika z ostatnich wydarzeń w Nowym Jorku, gdzie obywatel USA pakistańskiego pochodzenia próbował zdetonować bombę na Times Square. Nie sposób jednak zrozumieć, w jaki sposób śledztwo w tej sprawie mogłoby skorzystać na nieinformowaniu zatrzymanego o jego prawach. Tekst Mirandy czytany jest wszystkim przestępcom od ponad 50 lat i nic nie wskazuje na to, by miało to jakiś negatywny wpływ na skuteczne zwalczanie przestępczości. I jeszcze jedno – świat powinien wiedzieć, że nawet potencjalnym terrorystom przysługują w USA pewne prawa i że mimo to mogą oni być skutecznie tropieni i skazywani przed sądem. Jakiekolwiek inne, “specjalne” rozwiązania osłabiają moralną wagę ferowanych wyroków.

 

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*