Zobojętnienie

Ameryka od środka


Przed kilkoma tygodniami upłynęła 75. rocznica zatwierdzenia przez Kongres programu ubezpieczeń społecznych (Social Security). Zanim do tego zatwierdzenia doszło, w Waszyngtonie toczyła się burzliwa dyskusja, w czasie której padały często argumenty bardzo podobne do tych, jakie słyszeliśmy niedawno w ramach debaty o reformie systemu opieki zdrowotnej: że to socjalizm, zamach na demokrację i niebezpieczny eksperyment socjalny. Dziś nikt nie może zaprzeczyć, że Social Security to jeden z najpopularniejszych i najważniejszych systemów pomocy socjalnej w historii USA.

Nie zmienia to faktu, że Social Security nadal posiada zagorzałych wrogów. Skrajna prawica, która zawsze twierdzi, że rząd federalny winien siedzieć cicho i się do niczego nie wtrącać, marzy o tym, by się okazało, iż system ubezpieczeń społecznych splajtuje, czym dowiedzie raz jeszcze, iż wszelkie centralnie zarządzane programy są z natury rzeczy skazane na niepowodzenie.

 

Od pewnego czasu w Waszyngtonie coraz częściej podnoszą się głosy, iż z Social Security “coś trzeba zrobić”, gdyż już wkrótce będzie to program niewypłacalny. Choć na razie żaden polityk nie ma na tyle odwagi, by się z tego rodzaju pomysłami publicznie obnosić, nieoficjalnie wiadomo, iż proponuje się dwa pociągnięcia “oszczędnościowe”. Po pierwsze, możliwa jest drastyczna redukcja świadczeń z tytułu Social Security. Po drugie, sugeruje się podniesienie wieku emerytalnego do 70 lat. Obie te sugestie są tym bardziej idiotyczne, że uzasadniane są kompletnie fałszywymi argumentami.

 

Obniżka świadczeń ma być w zamyśle fiskalnym ratunkiem dla całego programu. Jednak ci, którzy to proponują, jakoś nie wspominają o tym, iż tzw. “trust fund”, na który od 25 lat wpłacane są rok w rok  nadwyżki finansowe Social Security, nie zostanie wyczerpany aż do roku 2037, a są również ekonomiści, którzy są zdania, że nie zostanie wyczerpany nigdy. Innymi słowy, programowi Social Security nie grozi w najbliższej przyszłości żaden finansowy krach.

 

Jeśli zaś chodzi o wiek emerytalny, zwolennicy jego podniesienia do 70 lat twierdzą, iż jest to rozsądne, gdyż znacznie wzrosła długowieczność ludności USA, a zatem ludzie mogą pozostawać zawodowo aktywnie dłużej niż przed laty. Jest to argument, który zdradza zastraszającą obojętność wobec przeciętnego mieszkańca kraju. Ludzie istotnie żyją dłużej, ale głównie ci, którzy nie cierpią z powodu materialnych niedostatków i którzy nie pracują fizycznie w trudnych często warunkach. Dane statystyczne wśród górników, robotników budowlanych lub farmerów zdają się nikogo nie interesować, a szkoda, bo wynika z nich, iż praca do 70 roku życia jest często po prostu wykluczona.

 

Siły, które marzą o przypuszczeniu ataku na Social Security, robią to niemal wyłącznie z pobudek politycznych – bo to przecież “dziecko” rządu federalnego, który jest z definicji nieporadny, marnotrawczy i do niczego się nie nadaje. Jednak tenże sam rząd od 75 lat zapewnia ludziom w wieku emerytalnym godność – jest to może godność wątła, bo z samych świadczeń społecznych wyżyć się nie da, ale nie zmienia to faktu, iż program ten zagościł na stałe w amerykańskiej psychice, a z jego dobrodziejstw korzystają bez protestów również ci, którzy “filozoficznie” nie zgadzają się z jego założeniami. Ludzie, którym los przeciętnego Amerykanina kompletnie zobojętniał, winni być może czasami pojeździć po kraju i pogadać na teama Social Security z kim popadnie. Z pewnością wiele się nauczą.

 

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*