Zniknie wstydliwy fragment stolicy

To chyba jedyny taki przypadek w cywilizowanym świecie. W samym, geometrycznym środku prawie dwumilionowej stolicy Polski leży kilkadziesiąt hektarów nieużytków. Zniszczone baraki, śmieci i chaszcze, a pomiędzy nimi kilka kanałów dawnego Portu Praskiego, nieużywanego od kilkudziesięciu lat.

Ten największy niezabudowany teren w centrum Warszawy, wygląda jak podmiejskie slumsy. Obecny właściciel terenu, giełdowa spółka Elektrim, chce zbudować tu eleganckie mieszkania, biura i sklepy. Po raz pierwszy od lat jest szansa, że zaniedbane i zapomniane miejsce wreszcie ożyje.

Jeżeli wszystko pójdzie dobrze (to ważne zastrzeżenie, bo próby ożywienia portu podejmowano już kilka razy), plan zagospodarowania dla Portu Praskiego będzie gotowy na początku przyszłego roku. Teren portu sąsiaduje ze stadionem X-lecia, dzisiaj opanowanym przez gigantyczny bazar, ale w 2012 roku mającym – po generalnej przebudowie – być jednym z centrów piłkarskich Mistrzostw Europy. W bezpośrednim sąsiedztwie stadionu pojawi się najprawdopodobniej wyższa zabudowa. Będą tam biura i sklepy. W pobliżu kanałów portowych usytuowane zostaną mariny. Planiści chcą, aby miejsce tętniło życiem, by pojawiła się ogólnodostępna przestrzeń – bulwary, a przy nich budynki mieszkalne, na parterze usługi, restauracje i kafejki. W okolicach ul. Okrzei pojawią się z kolei domy o architekturze zbliżonej do klimatu starej Pragi.

Dotąd Port Praski nie miał szczęścia do inwestycji. Odkąd Elektrim przejął 36-hektarowy teren w rozliczeniu za sfinansowanie części kosztów budowy mostu Świętokrzyskiego, nic się tu nie działo. Coż z tego, że plany były śmiałe, skoro nie doczekały się realizacji. Na przeszkodzie stał przede wszystkim brak miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i trudności techniczne. Zdaniem ekspertów, budowanie na terenach zalewowych Wisły, dodatkowo pociętych kanałami portowymi, wymaga specjalnie wzmacnianych fundamentów, potrzeba też tzw. bramy przeciwpowodziowej, która utrzyma stały poziom wody w kanałach, co znacznie podnosi koszty.

W rezultacie właściciel terenu i kolejne władze stolicy nie podejmowały wiążących decyzji.

Nie przeszkadzało to architektom i urbanistom snuć ambitnych wizji. Planowano tu m.in. stworzenie centrum finansowego na wzór londyńskiego City. Pod koniec lat 90. w prace nad przygotowaniem projektu zabudowy zaangażował się słynny architekt Ricardo Bofill. Z uwagi na podmokły teren Hiszpan chciał wybudować tu wysokościowce na pneumatycznych palach. Niestety, koncepcja była za droga – blisko 2 mld dolarów.

Wieżowce zamierzał tu postawić również architekt Jan Rutkiewicz, który w Porcie Praskim planował utworzenie centrum biznesowo-usługowego. W 2000 roku plan był gotowy, a w październiku 2001 Rada Gminy Warszawa Centrum rozpatrywała protesty i zarzuty wniesione do niego. Z powodu przeciągających się procedur (skargi do sądu administracyjnego) gmina Centrum nie zdążyła uchwalić planu. Ekipa kolejnego prezydenta miasta Lecha Kaczyńskiego schowała projekt do szuflady. Gdyby plan Rutkiewicza z biurowcami wysokości Marriotta został zrealizowany, byłaby to największa, obok Pałacu Kultury i Nauki, ingerencja w krajobraz Warszawy, tłumaczył tę decyzję ówczesny naczelny architekt miasta.

Ostatnio prace nad planem ruszyły na nowo. Tym razem zaproponowano budynki mieszkalne nie wyższe niż 15 pięter, z handlem i usługami. Kamienice od strony Starej Pragi mają nawiązywać architekturą i wielkością do otoczenia. Szacunkowy koszt koniecznych inwestycji miasta to 200-300 mln zł, zabudowę ma sfinansować kapitał prywatny.

Przykład londyńskich doków i hamburskiego Hafencity pokazuje, że tereny nadbrzeżne można twórczo zagospodarować. Nie wiadomo jednak, czy władzom stolicy i właścicielowi terenu wystarczy odwagi, aby z tych wzorców skorzystać.

Na razie Warszawa, w przeciwieństwie do innych europejskich miast położonych nad rzekami, odwrócona jest do Wisły tyłem. Dyskusja nad zagospodarowaniem jej brzegów trwa od wielu lat i na razie nic z niej nie wynika. Jedni uważają, że jej brzegi należy pozostawić w stanie nienaruszonym. Drudzy, że powinno się je zagospodarować, jak w innych europejskich stolicach, gdzie działki nad rzeką są najatrakcyjniejsze.
Wydaje się, że powoli do głosu dochodzą ci drudzy i ruch w Porcie Praskim wkrótce się zacznie.

Ale to nie jedyny w Polsce przykład podobnych inwestycji. Warszawa ma Port Praski, a Gdańsk – Wyspę Spichrzów, blisko 30 hektarów położonych na wyspie w sąsiedztwie gdańskiej starówki. W miejscu ruin dawnych spichlerzy w niedalekiej przyszłości powstaną sklepy, biura, hotele i apartamenty.

W wizjach architektów Wyspa Spichrzów jest nowoczesną dzielnicą, w której obok biurowców i budynków mieszkalnych znajdują się hotele, centrum rekreacyjno-sportowe i galerie handlowo-usługowe. Władze Gdańska zapewniają, że plan nie pozostanie tylko na papierze i na pewno będzie zrealizowany.
Andrzej Nierychło

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*