Zmierzch radykałów – Ameryka od środka

Dziwne rzeczy dzieją się od pewnego czasu w amerykańskim środowisku murzyńskim. Z chwilą, gdy senator Barack Obama stał się kandydatem Partii Demokratycznej na prezydenta, przypadła mu w udziale rola nowego, nieoficjalnego reprezentanta czarnych obywateli USA, tym bardziej że 90% tychże obywateli właśnie na niego głosowało. Spowodowało to, iż tacy działacze jak Al Sharpton i Jesse Jackson nagle stali się w tym środowisku postaciami dość poślednimi. Do tej nowej roli nie są jednak zbyt dobrze przygotowani, co widać szczególnie w przypadku Jacksona.

Jak zapewne wszyscy pamiętają, zarówno Sharpton jak i Jackson mieli w przeszłości aspiracje polityczne, a nawet prezydenckie. Nigdy jednak nic z tego nie wyszło z prostego powodu – obaj ci panowie to skrajni radykałowie, którym nie udało się zjednać żadnego poparcia wśród innych grup rasowych, na czele z białą. Odstraszały od nich skutecznie kontrowersyjne wypowiedzi, spotkania z przeróżnymi podejrzanymi typami na całym świecie i nieustanne upatrywanie w absolutnie wszystkim rasizmu. Mimo braku sukcesów na narodowej scenie politycznej, jeszcze do niedawna Jackson i Sharpton wypowiadali się za całą murzyńską ludność USA, zakładając tym samym, że ją w jakiś sposób reprezentują.

Obama wszystko to ukrócił swoim prawyborczym sukcesem, co – jak się coraz częściej okazuje – niezbyt dobrze “leży” zdetronizowanym radykałom. Telewizja Fox niechcący podsłuchała, jak Jesse Jackson, któremu wydawało się, że mikrofony są wyłączone, narzeka na Obamę, że ów “patrzy na czarnych z góry”. Dodał następnie szeptem, iż chętnie pozbawiłby go jąder (choć jego frazeologia była nieco bardziej dosadna). Gdy wszystko to wyszło na jaw, Jackson przeprosił Obamę, a cały incydent zapewne pójdzie szybko w zapomnienie. Jednak komentarz byłego współpracownika Martina Luthera Kinga ma ciekawą wymowę, bowiem sugeruje, że Jackson jest zgorzkniały, zawiedziony i ma jakieś pretensje do Obamy, wynikające zapewne z tego, iż to on stoi dziś na czele czarnej ludności kraju, mimo że jest młody i że jeszcze do niedawna był niemal zupełnie nieznany. Radykałom wyziera z oczu zwykła zawiść.

Nie chodzi wyłącznie o zmianę personelu, lecz filozofii. Sharpton i Jackson należą do starego, mocno lewicowego, radykalnego ruchu na rzecz równouprawnienia rasowego. Zakładają oni od lat, że niemal wszystko co złe w środowisku murzyńskim to w jakiś sposób – pośrednio lub bezpośrednio – dwina niewolnictwa, białych i rasizmu. Innymi słowy, od swoich rasowych pobratymców w zasadzie niczego nie wymagają, dając im doskonałe alibi. Tymczasem Obama wygłosił ostatnio kilka przemówień, w których powiedział, iż nadszedł czas, by w czarnych rodzinach “zawsze był ojciec”, by rodzice zaczęli zdradzać większą odpowiedzialność za swoje dzieci i by zacząć eliminować gangsterską przestępczość, za której istnienie “nie sposób zawsze obwiniać kogoś innego, na przykład rząd”. Tym samym senator z Illinois zdradził poglądy zbliżone do tych, z jakimi w swoim czasie podzielił się z czarną Ameryką znany aktor Bill Cosby. Są to jednak poglądy, które dla Jacksona są nie do przyjęcia, stąd jego bulwersujący komentarz.

Wydaje się zatem, iż wraz z sukcesem politycznym Obamy i jego nową, przywódczą rolą dawna ideologia “martyrologii” czarnych mieszkańców USA zaczyna odchodzić w przeszłość. I krzepiące jest to, że zirytowany jest tylko Jackson, natomiast dla większości murzyńskich wyborców to, co wytyka im kandydat na prezydenta ma sens i jest uzasadnione.

Warto przypomnieć, że Jesse Jackson już wcześniej niezbyt pochlebnie wypowiadał się o Obamie, sugerując na przykład, iż “za bardzo udaje białego”. Widać zatem wyraźnie, że ta akurat zmiana warty jest dla niego bolesna. Dziś jest to jednak proces z pewnością nieunikniony.
Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*