Zły przykład – Ameryka od środka

Bristol Palin, córka Sary Palin, rządzącej na Alasce w roli gubernatora i do niedawna marzącej o wiceprezydenturze, stała się oficjalną rzeczniczką organizacji Candie Foundation, która walczy z alarmującym zjawiskiem zachodzenia nieletnich dziewczyn w ciążę. Bristol ma w pewnym pokrętnym sensie odpowiednie kwalifikacje, bo zanim jeszcze skończyła szkołę średnią, stała się matką. Wszyscy zapewne doskonale pamiętamy Bristol i jej narzeczonego, Levi Johnstona, bo oboje zostali „zaprezentowani” narodowi w czasie kampanii prezydenckiej. Levi udawał dzielnie, że zamierza sprostać przedwczesnemu ojcostwu i poślubić Bristol, natomiast cała rodzina Palinów udawała, że jest tym wszystkim zachwycona.

Wiele się od tego czasu zmieniło. Bardzo młoda para zerwała ze sobą, a Levi pojawił się w kilku programach telewizyjnych, w których zdradził nieco pikantnych szczegółów na temat swojego związku z Bristol oraz nacisków ze strony gubernatorskiej rodziny, by „wszystko wyglądało porządnie”. W sumie zatem podsumować to można następująco: nieletni ludzie zrobili głupi błąd, który zaważy na reszcie ich życia, ale ponieważ uwikłani zostali w kampanię polityczną, przez pewien czas uczestniczyli w teatrze pozorów, by ostatecznie się raz na zawsze rozejść. A wszystko to ma dość specyficzny wydźwięk dlatego, że gubernator Sarah Palin wielokrotnie stwierdzała, iż popiera abstynencję seksualną wśród nieletnich. Ponadto zawsze wygłaszała argumenty na rzecz tzw. wartości rodzinnych, które miały dyktować przyszłe szczęście małżeńskie jej córki, ale które ostatecznie okazały się być dla Bristol nieosiągalne.

I oto nagle, zapewne za cichą zgodą rodziców, Bristol, która do owej abstynencji najwyraźniej nie była za bardzo przywiązana, staje się rzeczniczką organizacji walczącej z tym, co córce pani gubernator się przydarzyło. Z definicji zatem jest rzeczniczką fatalną, nie mówiąc już o tym, że jej politycznie umotywowana matka zdaje się wykorzystywać własną córkę do jakichś głupawych celów propagandowych.

Na tym jednak nie koniec. W swojej nowej roli Bristol udzieliła kilku wywiadów, które w sumie można nazwać idealnym przykładem totalnego pomieszania z poplątaniem. Z jednej strony nawołuje ona swoich rówieśników do tego, by byli seksualnymi abstynentami, a z drugiej – by uprawiali „safe sex”. Przesłanie to jest świetne, tylko w żaden sposób nie przystaje do życiowej historii Bristol, która nie zachowała abstynencji oraz nie uprawiała „bezpiecznego seksu”. Innymi słowy, jest zaprzeczeniem tego, co propaguje. Poza tym Bristol musi się w końcu zdecydować – abstynencja albo „safe sex”. Nietrudno zauważyć, że jeśli ktoś decyduje się na abstynencję, nie uprawia żadnego seksu, natomiast ktoś, kto uprawia „safe sex”, nie jest abstynentem.

Być może pani gubernator, która nadal zdradza chęć do przyszłej przeprowadzki do Białego Domu, o coś w tym wszystkim chodzi. Być może jest to początek jakiejś kampanii na rzecz przedstawienia rodziny Palinów w bardziej pozytywnym świetle. Jeśli tak, nie sądzę, że tego rodzaju wysiłki przyniosą odpowiednie rezultaty. Nie życzę oczywiście pierwszej rodzinie Alaski niczego złego, ale w porównaniu do pierwszej rodziny USA słowo „dysfunctional” narzuca się samo.
Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*