Z małej chmury duży deszc – Okiem felietonisty

Tak w życiu bywa, że małe sprawy zmieniają bieg spraw publicznych i otwierają nam oczy na niewidzialną “stronę księżyca”, którą bohaterowie mediów skrywają przed opinią publiczną. W Polsce, politycy partii rządzącej i opozycji wywodzą się z tego samego nurtu politycznego, przedstawiając się opinii publicznej jako spadkobiercy etosu Solidarności. Jak to wygląda w praktyce, to temat na długie opowiadanie, więc go świadomie pominiemy.

Jednak media w Polsce nie mają tej samej miary, oceniając polityków tych dwu ugrupowań. Platformę traktowano do tej pory jak dziecko wymagające handicapu, a PiS, znajdujący się w opozycji, jak worek treningowy do bicia.

Powoli się to zmienia, ale model wypracowany przez elity medialne funkcjonuje nadal. Dopiero mała sprawa obcnego ministra Drzewieckiego, który przebywając na Florydzie podczas sylwestrowej zabawy został zatrzymany przez amerykańską policję pod zarzutem pobicia własnej żony, odsłania nam nieznane cechy charakteru “sprytnego” ministra. Obecny minister był w owym czasie posłem na Sejm.

Gazeta Wyborcza przedstawia czytelnikom rozmowę Miłady Jędrusik z dziennikarzem Andrzejem Morozowskim, który wcześniej przepytał ministra Drzewieckiego. Odpowiada Andrzej Morozowski, cytuję: Nas nie interesowało, czy on bił żonę, czy nie. Minister był wtedy posłem. Oświadczył nieprawdę. Dwukrotnie. Najpierw zeznał, że nie ma majątku i musi mieć adwokata z urzędu, a potem, gdy już mu go przyznano, że nie ma pieniędzy na powrót do Stanów na rozprawę. Człowieka, który ma dwumilionowe oszczędności, raczej stać na powrót. Czy uważasz, że to najzupełniej naturalne, że urzędnik państwowy mówi nieprawdę? Kiedy zapytaliśmy się go o samo wydarzenie, znów kłamał, że nigdy nie był zatrzymany.

Może myślał, że pytaliście go o polską policję?
Jak można nie pamiętać, że się było zatrzymanym? Przypomniał sobie, jak pokazaliśmy dokument. Rozumiem, że jesteśmy tak przyzwyczajeni, iż Polscy parlamentarzyści poświadczają nieprawdę, że w ogóle nas to nie dziwi. Ale kiedy posłowie PiS przedstawiali fałszywe usprawiedliwienia swej nieobecności w Sejmie,wszyscy szczerze się oburzaliśmy.

Może trochę wypił, był w szoku?
Czy poseł za granicą może się upić, dać się zgarnąć przez policję, później poświadczać nieprawdę dwukrotnie? Czyżby to była norma, tak się zachowuje polski poseł? Zgadzam się z tobą, ale uważam, że trzeba o tym mówić. Po raz pierwszy słyszę, że politycy kłamcy są czymś dobrym. Czy gdyby na miejscu Drzewieckiego był Gosiewski, też uważalibyśmy, że nic się nie stało?
Rozmawiała Miłada Jędrusik – koniec cytatu.

Miejmy nadzieję, że ten mały incydent zmieni stosunek polskich mediów do polskich polityków i media postawią wysoką poprzeczkę dla reprezentantów narodu. Tylko ta poprzeczka ma być nierówna. Bardzo wysoka dla urzędników państwowych i przedstawicieli narodu, będących na utrzymaniu podatników, i bardzo ludzka i ojcowska dla pozostałych Polaków, którzy ciężką pracą i wyrzeczeniami walczą o przetrwanie na powierzchni życia.

Istotą nowego ustroju miało być właśnie to zróżnicowanie, ta naturalna nierówność. Chcesz być na topie, to zachowuj się jak człowiek dobrze wychowany, który zna swoje miejsce w hierarchii odpowiedzialności za losy ludzi, którzy go do tej funkcji wywyższyli.

Jak się okazuje nie jest to takie łatwe. Widzimy na co dzień, patrząc na mizerię potyczek słownych w mediach i opinie wygłaszane przez posłów z trybuny sejmowej. Miejmy nadzieję, że casus ministra Drzewieckiego przyśpieszy oczekiwaną zmianę obyczajów.
19 listopada 2008
www.wojciechborkowski.com

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*