Życzenia moje, czy życzenia nasze?

Okiem felietonisty


Zazwyczaj kontrolujemy i cenzurujemy składane innym ludziom własne życzenia, starając się “własne życzenia” pogodzić z “życzeniami naszymi”, czyli życzeniami rodziny, narodu czy wspólnoty religijnej. Nie zawsze nasze własne życzenia pokrywają się z życzeniami innych ludzi, naszych sąsiadów, czy naszych podwładnych.

 

Każde większe uogólnienie życzeń powoduje większe problemy ze sformułowaniem takich życzeń. Wszyscy możemy sobie życzyć zdrowia, ale już nie wszyscy życzą sobie spokoju i utrzymania status quo. Wszyscy możemy sobie życzyć bogactwa, ale niektórzy już go mają w nadmiarze, więc sobie życzą większej władzy i jeszcze większego bogactwa.

 

Najłatwiejsze i najprostsze życzenia możemy sobie składać z pozycji ludzi biednych i zapomnianych przez los i administrację. Znajdując się na stałe lub przejściowo na tej pozycji społecznej mamy szeroki wachlarz życzeń, ale tych życzeń nikt nie zamierza realizować. Kiedy system gospodarczy czy polityczny kostnieje, to elity zapominają o obietnicach składanych narodowi zaraz po dokonanej rewolucji lub w czasie jej trwania. Inspiratorzy każdej zmiany ustrojowej składają hurtowo zobowiązania realizacji naszych utopijnych marzeń o sprawiedliwości i dobrobycie powszechnym. Takie życzenia pozostają zawsze pobożnymi życzeniami. Takich życzeń nie realizuje się pod żadną szerokością geograficzną.

 

O tej niemożliwości zrealizowania takiego pragnienia powszechnego dobrobytu naród dowiaduje się od nowej ekipy przywódców, zaraz po przejęciu władzy przez tę ekipę. Takie doświadczenie jest nam powszechnie znane, ale z ogromną ufnością czekamy na kolejne zapewnienia kolejnej ekipy politycznej, informującej nas o pragnieniu poprawienia naszego losu. Wiara w spełnienie życzeń jest najpiękniejszą cechą ludzkiego charakteru. Naiwność, z jaką oczekujemy spełnienia życzeń jest gwarancją zdrowia psychicznego i naszą wewnętrzną ozdobą, o ile nie przybiera formy infantylizmu. Od czasu do czasu trzeba jednak przejrzeć rachunki i podsumować mijający rok. Najlepiej to zrobić przed składaniem sobie wzajemnych życzeń, aby z czystym sumieniem zasiąść do wigilijnej kolacji. Wtedy stajemy przed szansą, aby te “moje marzenia”, stały się “naszymi marzeniami”. Takie pogodzenie własnych marzeń z marzeniami całego narodu nie jest w Polsce łatwe, ponieważ kraj nad Wisłą zamieszkuje 40 mln indywidualistów.

 

Mijający rok był dla Unii Europejskiej rokiem szczególnie złowróżbnym. Do grona biednych krajów z Europy wschodniej, które niedawno zostały przyłączone do Unii, dołączyły stare kraje z różnych rejonów Unii. Kryzys ten również w Polsce jest odczuwalny, mimo zapewnień rządu, że nie jest źle. Bezrobocie w Polsce przekroczyło poziom 12 procent, a opozycja i rząd dalej tkwią w “mgle smoleńskiej” i nie zamierzają z niej wychodzić. Dyskusja o katastrofie lotniczej była dyskusją roku 2010. Co z tego wyniknie i kto na tym straci, dowiemy się po wyborach do Sejmu. Całoroczna dyskusja o tym tragicznym wypadku niebezpiecznie polaryzuje poglądy wyborców i znakomicie spełnia rolę dyskusji zastępczej. Ona tworzy irracjonalny krajobraz po tej katastrofie i uniemożliwia zadawanie konkretnych pytań obecnym przedstawicielom rządu. W obliczu tak wielkiej katastrofy wstyd normalnemu człowiekowi zadawać pytania: Kto nam “ukradł” etos Solidarności? Ile banków jest polskich, a ile obcych banków żyje w Polsce z pracy polskich robotników?

 

Obecny rząd zapowiada rezygnację z wielu przedsięwzięć, które obiecywał przed wyborami. Rząd PO-PSL rezygnuje z budowy wielu dróg, które miały stać się symbolem rozwoju. Te obiecywane miliardy Euro nie napłyną do polskiej kasy, ale zapowiada się ich odpływ na fundusze “pomocowe” dla innych członków UE. Ograniczenia dotkną wielu gałęzi przemysłu.

 

Rząd tworzy dziwne ustawy zmierzające do prywatyzacji Polskich Lasów. Do zupełnie zagadkowych rozwiązań zmierza zapowiadana likwidacja 3 tysięcy małych urzędów pocztowych i zastąpienia ich agencjami prywatnymi.

 

Jeżeli ta refoma Poczty Polskiej tak się “uda”, jak zdemolowanie Polskich Kolei Państwowych przez AWS, to efekt będzie podobny, czyli nokautujący Polaków korzystających z usług tych instytucji. W tygodniku Rzeczpospolita, na rysunku Andrzeja Krauze, jeden z dygnitarzy rządowych mówi do drugiego: “Całe szczęście, że nie budowaliśmy dróg, bo by nam je teraz śnieg zasypał”. Co nas zasypie w roku 2011, dowiemy się niebawem. Z pewnością nie zasypie Polski deszcz euro.

 

A może życzenia Polaków i polskich polityków okażą się wreszcie wspólne? W tym nijakim roku 2010 okadzano nas dyskusją zastępczą. Jaki był cel i efekt tych zabiegów zobaczymy w roku 2011.

 

22 grudnia 2010

www.wojciechborkowski.com

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*