Wybory “moralne”

Ameryka od środka

Zanim jeszcze rozpoczęła się tegoroczna kampania wyborcza, której kulminacją będą wybory prezydenckie, absolutnie wszyscy spodziewali się, iż tematem numer 1 politycznych dyskusji będzie stan amerykańskiej gospodarki, a w szczególności takie problemy jak bezrobocie i przedłużający się kryzys na rynku nieruchomości. Co więcej, w stanie ekonomii USA upatrywano największą i najgroźniejszą słabość prezydenta Obamy. I całkiem słusznie – Amerykanie rzadko zatrudniają ponownie tego samego prezydenta, gdy wiedzie im się fiskalnie gorzej niż cztery lata wcześniej.

 

Gdyby jednak posłuchać dyskusji i debat telewizyjnych toczących się ciągu ostatnich kilku tygodni, można by dojść do wniosku, że 99% wyborców najbardziej interesują takie sprawy, jak aborcja, stosowanie środków antykoncepcyjnych oraz badania lekarskie kobiet w ciąży. Taką właśnie tematykę wprowadził do swojej retoryki Rick Santorum, który na razie zdaje się być liderem republikańskiej stawki kandydatów. Niemal każde jego wystąpienie zawiera długą listę tzw. “tematów socjalnych”, które – niezależnie od tego, jak ktoś się na nie zapatruje – nie mają absolutnie nic wspólnego z kondycją gospodarczą Ameryki.

 

Santorum niemal zupełnie ignoruje wszystkie inne tematy, z wyjątkiem polityki zagranicznej, która – jego zdaniem – winna być znacznie bardziej drapieżna i nie powinna wykluczać ewentualnej wojny z Iranem. Jego wyborcza postawa jest zrozumiała – jeśli chce wygrać z Mittem Romneyem, musi zabiegać o względy zasadniczej grupy republikańskich wyborców, czyli tzw. “base”, dla której konserwatywne poglądy socjalne mają zasadnicze znaczenie. Problem w tym, że były senator Pensylwanii jednocześnie prawie przekreśla swoje szanse w późniejszym, bezpośrednim starciu z Obamą, jeśli oczywiście uzyska nominację.

 

Już w roku 2008 na Obamę głosowała ogromna większość kobiet, co było jedną z przyczyn porażki senatora McCaina. Teraz Santorum głosi niemal codziennie poglądy, które szokują i które skutecznie odstraszą nowe rzesze kobiet od jego kandydatury. Twierdzi on na przykład, że kobiety w ciąży nie powinny być poddawane testom na obecność ewentualnych schorzeń w organizmie płodu, gdyż – jak twierdzi – zwiększa to liczbę aborcji. Jest to jednak teza z gruntu fałszywa, nie znajdująca jakiegokolwiek uzasadnienia ani w danych statystycznych, ani też medycznych. W rzeczywistości testy te stosowane są zarówno po to, by ustalić, czy dziecko jest zdrowe, jak i po to, by zapobiec ewentualnym niebezpieczeństwom zagrażającym matce. Zalecanie zlikwidowania tego rodzaju testów jest poglądem niemal średniowiecznym, który wynika z ultrakonserwatywnych poglądów byłego senatora, dzielonych z nim przez bardzo niewielki procent elektoratu.

 

Wszystko to nie jest problemem wyłącznie Santoruma. Najnowsze sondaże wykazują, że aż 44% republikańskich wyborców jest niezadowolonych z obecnej stawki kandydatów na prezydenta, a ponad 50% twierdzi, że politycy ci dyskutują o rzeczach, które nie mają dla nich większego znaczenia. Zwrot w stronę “problemów społecznych i moralnych” jest dla republikańskich kandydatów potencjalnie samobójczy i pozbawia ich ważnej broni w zbliżającym się starciu z prezydentem. Ponadto, w sensie czysto ideologicznym, dyskusje o tego rodzaju sprawach niemal natychmiast prowadzą do zdumiewających sprzeczności. Od lat prawica zabiega o to, by rząd – czy to na poziomie federalnym, czy też stanowym – miał jak najmniejszy, bezpośredni wpływ na życie obywateli. Argumentuje się na przykład na rzecz wyzwolenia systemu oświaty spod rządowej kontroli i przekazanie niemal wszystkich uprawnień w tej mierze lokalnym społecznościom, zarządom szkół i władzom miejskim. Ale jeśli tak, to bardzo trudne, by nie powiedzieć karkołomne jest sensowne uzasadnienie takich praw, jak to, które właśnie zatwierdzono w stanie Wirginia, a które Santorum popiera, na mocy którego kobiety w ciąży mogą być zmuszane przez władze stanowe do poddawania się niezwykle inwazyjnym, kontrowersyjnym badaniom.

 

Możliwe jest oczywiście to, że ostateczny kandydat republikański zmieni znacznie swój ton, gdy tylko zapewni sobie nominację. Problem w tym, że nie wiadomo, czy nie będzie już wtedy za późno.

 

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*