Woda. Wojna o niebieskie złoto

Przesłanie zeszłego odcinka mniej więcej takie – woda to coś więcej niż chemiczny związek tlenu i wodoru. Podejrzewana o przyczynę sprawczą życia jest najczęściej występującą substancją na naszej planecie, pokrywając powierzchnię Ziemi w 70 procentach. Pamiętajmy, że tylko 2% stanowi woda pitna, z czego 75 procent ukrywa się w lodowcach i na biegunach. Jest naszym żywym złotem, z którego sami w większości się składamy, bez względu na ssacze, gadzie czy chlorofilowe pochodzenie. Magiczny wręcz wymiar tej substancji podkreśla fakt, że da się ją strukturalizować. Cała homeopatia oparta jest o teorię, że woda przenosi informacje, to znaczy, że można ją tak naenergetyzować, że może stanowić najbardziej życiodajne paliwo. Niewykluczone zatem, iż pełni rolę molekularnych, niezmiernie efektywnych komputerów, potrafiących zapamiętywać wszystko, co napotyka po drodze. Potrafi też przekazywać informacje, a z doświadczenia dr Masaru Emoto z zeszłego odcinka wynika jasno, że jak się gada do wody, ona odpowiednio na to reaguje. Wtedy nie jest dziwactwem mówienie i pieszczenie roślin doniczkowych, a modlitwa przed posiłkiem nabiera dodatkowego wymiaru. Zachowanie tych, co dbają by wlewać w siebie prosto z głębinowych studzienek nie, skażoną cywilizacją wodę okazuje się w świetle nowych faktów naturalne i oczywiste.

 

Na ekranie „Czterdziestolatka” uroki hydrologii przybliżała milionom telewidzów magister Magda Karwowska, żona Stefana. Sęk w tym, że gdy woda przedziera się przez kanalizację od stacji uzdatniania do naszych mieszkań ulega zatruciom azbestem, ołowianymi złączkami, lecz także zmienia się jej struktura w tym zamkniętym, sztucznym obiegu miejskim. Chicago leży nad Wielkimi Jeziorami. Jest to największy kompleks zbiorników słodkiej wody i ogromny tym samym skarb w naszych rękach. Dlatego zarządzanie tym skarbem jest tak bardzo ważne i stąd niepokojące doniesienia z ojczyzny, gdzie miasta i gminy sprzedają miejskie przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne. Zgoda, finansują tym samym inne priorytetowe inwestycje, lecz władze lokalne wielokrotnie nie zdają sobie sprawy z wagi dalekosiężnych decyzji.

 

Etyka koncernów jest krwiożercza, a świadomość lokalnych włodarzy mierna. Prywatyzacji wodociągów chicagowskich przygląda się inicjatywa obywatelska CAPOW (Citizen Action To Protect Our Water) – tam znajdziecie najświeższe informacje o zamiarach prywatytacyjnych nowego burmistrza R. Emanuela. To wielki biznes, do podziału prawie 500 miliardów dolarów każdego roku. Pisząc o mediach kilka tygodni temu wspomniałem, że na wodzie można się dorobić i to całkiem sporego, globalnego koncernu medialnego VIVENDI/Universal, który zarządza wodą od Puerto Rico po Francję i szykuje się teraz na Polskę, gdzie właśnie przejmuje TVN – koronę polskiego koncernu medialnego ITI.

 

Kolejny film „Flow. For Love of Water” dokumentuje walkę lokalnej społeczności z korporacjami dostarczającymi płyny na rynek jak Nestle, czy Coca Cola o dostęp do wody i dotyczy naszych sąsiadów ze stanu Michigan. Lokalne władze, skłonne oddać zbiorniki wody koncernom za darmo, doprowadzają do pustynnienia okolicy, osuwania się w głąb wód gruntowych i stawiają otwarte pytanie – do kogo należy woda? Czy można ją tak za darmochę oddawać koncernom, które tak naprawdę ją tylko butelkują i sprzedają robiąc nieprzyzwoitą kasę na towarze, który otrzymują za darmo? Zarabiają przeszło milion dolarów dziennie na tym procederze.

 

Jeśli jakaś firma otrzymuje licencję na wycinkę lasu, nie oznacza, że staje się właścicielem drewna. Kopalnia wydobywająca węgiel sprzedaje go, ale nie otrzymuje złóż za darmo, a jedynie licencję na wydobycie. Powinni płacić za to, co eksploatują!

 

Skandalem pierwszorzędnym jest to, że w Polsce rząd zagwarantował koncernom szykującym się do wydobycia gazu łupkowego wodę za darmo. Mówimy tu o niewyobrażalnej ilości bilionów litrów, o czym szerzej za tydzień. Niestety nie znalazłem wersji FLOW z polskim lektorem, ani napisami, lecz wisi w całości na YouTubie. Jego emisja w 2008 roku sprowokowała publiczną debatę na coraz bardziej aktualny temat – do kogo należy woda? Zapotrzebowanie na nią dramatycznie rośnie (ogromnym wodożercą są elektrownie atomowe i przemysł wydobycia gazu łupkowego). Nadto, ten niecały pół procent dostępnej wody, która jest słodka (reszta to morza i oceany, lodowce i bieguny) to naczynia połączone i wspólne źródło dla wszystkich naokoło wspólnego globu.

 

Bez względu na to, na której półkuli wbijesz słomkę w glebę i wyssiesz wodę na rzecz swojego przemysłu, czy to chińskiego, europejskiego, amerykańskiego, ilość wody jest skończona i wodożerny przemysł diametralnie zmniejsza tak liche już zasoby. Dlatego od dekady toczy się niewidzialna dla mas wojna o niebieskie złoto.

 

„FLOW” pokazywany był w 2008 roku na sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ z okazji 60. rocznicy podpisania Deklaracji Praw Człowieka i był częścią światowej akcji, by do praw człowieka dopisać prawo do wody. Podobnie jak w przypadku samej Deklaracji Praw Człowieka głównym przeciwnikiem tej poprawki były Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, i podobnie jak kiedyś zwyciężyła solidarność reszty świata przeciw hegemonom, reprezentująca 5 miliardów mieszkańców Ziemi z poparciem 122 krajów. Projekt sponsorowany przez Boliwię i 35 ko-sponsorów został przyjęty wbrew sprzeciwowi USA.

 

O walce światowych graczy nad kontrolą globalnych zasobów wody opowiada kolejny dokument, który również powstał w 2008 roku i równie łatwy do odnalezienia na YT pod tytułem „Blue Gold. World Water Wars”.

 

O ile „FLOW” wniósł nadzieję, że my, ludzie, mieszkańcy, obywatele możemy skutecznie walczyć o nasze prawo do wody, o tyle film o niebieskim złocie uświadomił jak potężnym organizmem jest sieć szlaków wodnych oplatających naszą planetę, jak niezwykłym zjawiskiem są oceany oraz to, na jak wielką skalę zbiorniki wodne są eksploatowane. Masywne tankowce, kilkunastopiętrowe transportowce ciągnące się kilometrami oznaczają monstrualne wręcz zatrucie, które „ginie” w oceanach. Od rewolucji przemysłowej zatruwanie wód coraz silniejszymi świństwami w coraz większej ilości uchodziło dotąd bezkarnie. Spłukiwane toksyny ostatecznie lądują w obiegu wodnym, a w nim pływa nasze jedzenie. Zajadajcie się, drodzy Czytelnicy, zajadajcie się tuńczykiem, bo to ostatnia uczta, na której go podają! Nasze dzieci i wnuki już nie załapią się. Ponoć populacja tej dużej ryby została tak mocno przerzedzona, że tuńczyk nie nadąża się rozmnażać, by trafić z powrotem na talerze. Może już nie być kolejnego tarła i kolejnego pokolenia, prawie wszystkie ryby zostały już zjedzone. Toksyny wylewane w oceany wracają w sardynkach, śledziach, karpiach i wszelkim innym morskim pożywieniu. Rachunek przyjdzie zapłacić już niebawem. Morza i oceany ostatecznie mogą od tego wszystkiego zastygnąć jak nieruchoma woda w szklance. Oznacza to śmierć życia.

 

Warto więc raz jeszcze zastanowić się nad fenomenem wody i zacząć ją traktować jak niebieskie złoto, albowiem może okazać się, że woda żyje jako osobny, okołoziemski organizm. Taki niebieski organizm, klaster ciągle powstających i rozpadających się molekuł, co tworzy obraz rozwibrowanej struktury o delikatności, która kojarzy mi się niechybnie z ukrytą pod czaszką delikatną materią naszego mózgu, którym nam się myśli, tworząc umysł. Można w ten sposób dostrzec w wodzie, inteligentny organizm oplatający Ziemię, a my, żywe istoty jesteśmy jego świadomą emanacją, każdy inną, jak kropelki wody zawieszone w powietrzu.

 

Jest jeszcze jeden aspekt, który należy koniecznie poruszyć w związku z wodą, zwłaszcza, że dotyczy polsko – amerykańskich relacji i po raz kolejny obnaża antyludzką twarz międzynarodowych koncernów. Chodzi o eksploatację złóż gazu łupkowego. Temat arcyważny, a sposób jak to rozegrano zasługuje na specjalny raport i osobną szpaltę.

 

Mam nadzieję, że dzisiejszymi rozważaniami obudziłem czujność państwa, by przyjrzeć się wodzie uważnie raz jeszcze i dostrzec w niej swoisty krwioobieg i niebieską esencję życia.

 

Zajrzyjcie proszę do archiwum www.dziennikzwiazowy.com – w sekcji FELIETONY, a znajdziecie tam więcej o wodzie i inne tematy godne uwagi. Znajdźcie mnie też proszę na fejsbuku – zaprzyjaźnijmy się! Serdecznie zapraszam do pozostawiania komentarzy i postów. Listy do redakcji również mile widziane.

 

Jan Wiktor Soroko

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*