Wczasy na helu

Ameryka od środka

Prezydent Barack Obama rozpowszechnił kopie swojego pełnego aktu urodzenia, które potwierdzają, iż urodził się on na Hawajach. Moim zdaniem popełnił błąd i niczego takiego publikować nie powinien, bo to i tak niczego nie zmieni. Istnieje i będzie istniała w USA pewna grupa ludzi, których żadne argumenty nie przekonają. Już w kilka godzin po pojawieniu się kopii aktu urodzenia zaczęły się spekulacje co do tego, czy nie jest to dokument sfałszowany i czy nie ma czegoś podejrzanego w fakcie, że Obama ujawnił go dopiero po 2 latach rządzenia.

 

Oczywiście prawdą jest również to, że prezydent już bardzo dawno temu pokazał wszystkim skrócony akt urodzenia, który w USA jest wystarczającym dowodem, jeśli chodzi o miejsce urodzenia. Ale wszyscy doskonale wiemy, że nie o to chodzi. Amerykanie powinni powiedzieć sobie prostą prawdę: gdyby Obama był biały, jego miejsce narodzin nigdy nie byłoby przedmiotem wątpliwości i spekulacji. Spór w kręgach tzw. “birthers” napędzany jest podziemnym nurtem rasizmu, czemu wszyscy skrzętnie zaprzeczają, a czego prawda nie podlega dyskusji. Wszak senator McCain, który chciał zostać prezydentem, urodził się w Panamie, a mimo to w czasie jego kampanii wyborczej nikt się tym faktem nie interesował, ani też nie domagał się wyjaśnień.

 

Rasizm jest o tyle zrozumiały, że istnieje w USA (i wielu innych krajach) od bardzo dawna i całkowite jego wykorzenienie jest właściwie niemożliwe. Zabawne jest jednak to, że ludzie, którym nie podoba się kolor skóry obecnego prezydenta, doszli do wniosku, iż będą go w stanie usunąć z zajmowanego urzędu przez skonstruowanie zgoła idiotycznej, spiskowej teorii o okolicznościach jego narodzin. Skala tego rodzaju oszołomstwa bulwersuje swoją naiwnością.

 

Jednak “birthers” mają swoich kuzynów w bohaterskim przywiązaniu do spiskowej teorii dziejów w wielu krajach, w tym również w Polsce. Ostatnio niejaki mecenas Rogalski wyraził pogląd, że Rosjanie rozpylili nad lotniskiem w Smoleńsku znaczną ilość helu, co spowodowało rzekomo szybsze od planowanego opadanie podchodzącego do lądowania samolotu z prezydentem Kaczyńskim na pokładzie. Nie spodziewałem się, że warszawska palestra adwokacka tak dobrze zna się na fizyce i chemii. Jednak moim zdaniem pan mecenas winien udać się na dobrze zasłużone wakacje na Półwysep Hel, gdzie odpoczynek w pobliżu szumiącego morza mógłby wpłynąć pozytywnie na stan jego psychiki.

 

Na te same wakacje zapraszam też Donalda Trumpa i całą czeredę poszukiwaczy “prawdziwego” miejsca narodzin Obamy. Może wspólnie coś tam uradzą i opublikują jakiś fascynujący komunikat. Donald, po wyczerpaniu tematu miejsca urodzenia prezydenta, przerzucił się na nowy spisek. Tym razem domaga się ujawnienia danych o studiach Obamy, sugerując, że był on fatalnym studentem, który nie zasługiwał na przyjęcie do dwóch prestiżowych uczelni. Hm, teza ciekawa, szczególnie wobec faktu, iż Barack dostał od Harvardu dyplom “summa cum laude”, a taki honor dotyczy tylko 4% wszystkich studentów danego roku. Jestem jednak absolutnie pewien, że wkrótce okaże się, iż jego dyplom też jest fałszywy, podobnie jak prawo jazdy, świadectwo małżeństwa, itd. Jednym słowem, jest to człowiek, który prowadzi całkowicie fikcyjne, wyssane z palca życie, prąc do przodu przy pomocy spisków, krętactw i fałszerstw, tak że te dzieci to też pewnie nie jego.

 

Nie ma się jednak czego bać, gdyż helski tandem Trump-Rogalski wszystko to rozwikła i zdemaskuje. Czekam niecierpliwie na rezultaty…

 

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*