Turkey, pork i lame duck

Tegoroczne Święto Dziękczynienia, pomimo wielkich zmian po ostatnich wyborach, przebiega jednak bez rewolucji – indyk i cisto z dyni nadal w ten dzień królują na amerykańskich stołach podczas tradycyjnego posiłku. Ale, jest i pewna nowość. Na krótko przed tegorocznym świętem, dużo mówiło sie na temat „pork”.

„Pork” po polsku to oczywiście wieprzowina. Jednak w języku angielskim jest i drugie, pokrewne znaczenie tego słowa: rządowe fundusze i posady, które służą nie dobru publicznemu, ale wynagrodzenie otrzymanego już finansowego lub politycznego poparcia. Często skuteczność członka Kongresu mierzona bywa rozmiarami tzw. pork barrel, takiej beczki sadła, na którą po powrocie kongresmana z kolejnej sesji liczyć mogą wpływowi wyborcy albo ci, którzy są bardziej skuteczni niż inni w prowadzeniu działalności lobbingowej.

Szczególnie często w nawiązaniu do „pork” mówiło się ostatnio na temat ukrócenia, a nawet zupełnej eliminacji tzw. „earmarks”.

Podobnie jak „pork”, słowo „earmark” w odniesieniu do amerykańskiej polityki ma również dodatkowe, pokrewne, znaczenie. To nic innego jak ręcznie robione dopiski członków Kongresu do tekstów ustaw budżetowych, których celem jest asygnowanie określonych kwot na upatrzone przez ustawodawcę konkretne projekty i cele. Według danych organizacji o nazwie Citizens Against Government Waste skrupulatnie zbieranych i publikowanych w dorocznej Congressional Pig Book, koszt całkowity tzw. pork barrel projects w r. 2009 wyniósł $19,6 miliarda dolarów.

Jednym z argumentów tych, którzy są za utrzymaniem systemu kongresowych asygnat jest spostrzeżenie, ze $19,6 miliarda to względnie niewiele biorąc pod uwagę wielkość całego budżetu. Być może. Ale przecież za tym $19,6 miliarda kryje się ponad 10 tysięcy rożnych projektów, często w stylu słynnego swego czasu „mostu do nikąd” na Alasce. Ponad 10 tysięcy projektów tylko w jednym roku, które zostały zrealizowane nie w rezultacie jawnych przetargów czy otwartych konkursów. One przeważnie trafiły w ręce tych, którzy dali więcej niż inni na jakąś kampanie wyborcza, albo tym, którzy mieli lepsze układy, układziki i znajomości.

Utrzymanie „earmark” odwraca uwagę członków Kongresu od tego, co dla kraju strategicznie i na dłuższą metę najważniejsze. Powoduje stratę czasu na skupianiu się na często niewielkich, partykularnych interesach lokalnych, które dużo mniejszym kosztem, szybciej i z wiekszą transparentnością powinno załatwiać się na poziomie stanowym lub poprzez różne odpowiednie agencje i departamenty federalne.

Nawet jeśli te $19,6 miliarda to względnie niewiele, symboliczna wartość weliminowania „earmarks” w czasach rosnących deficytóww, zadłużeń i braku zaufania do polityków, może być o wiele większa. Czy nowowybrany Kongres tym razem dotrzyma słowa dotyczącego” earmarks” dowiemy się po Nowym Roku. Na razie trwa sesja Kongresu tzw. lame-duck…

BP/11/25/10

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*