Trans…fuzja

Anna Grodzka z Ruchu Palikota, posłanka RP, urodzona w 1954 roku, przed zmianą płci kilka lat temu nazywała się Krzysztof Bęgowski. Jest pierwszą transpłciową parlamentarzystką w Polsce. Założycielka fundacji Trans-fuzja. Działaczka na rzecz równouprawnienia osób transseksualnych, transwestycznych, transgenderowych, jak innych wychodzących poza normy płciowe. Anna Grodzka jest absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego, psycholożką, jest też producentką filmową. Twierdzi, że urodziła się w nieprawidłowym ciele. Zdała sobie z tego sprawę, gdy miała 11 lat, i wtedy nadała sobie imię Anna. A jednak… ze związku z kobietą, zawartego w 1984 roku, ma syna. Tak więc teraz jej (jego) syn nie ma oficjalnie ojca. Nie, nie, to znaczy ma, tylko ten ojciec „przekształcił” się w kobietę. To znaczy, syn prawdopodobnie nie mówi już do taty – tato, tylko woła po imieniu. Lecz co będzie jak przyjdą wnuki? Jeden dziadek im „wypada” z liczby. Czyli będą mieć 3 babcie i jednego dziadka.Baaaaardzo to zawiłe.

Fronda.pl publikuje niezwykłe świadectwo nawróconego transsektualisty, który urodził się jako Walt Heyer, a potem stał się Laurą. Po zmianie płci zaczął żałować tego, co się stało. Opowiada, że zaburzenia tożsamości płciowej doprowadziły go do uzależnienia od alkoholu, narkotyków i kilku prób samobójczych. Heyer w końcu poddał się operacji, która nadała mu kobiecy wygląd. Najpierw mężczyzna przeszedł operację plastyczną wszczepienia biustu. Następnie były procedury, których dziś żałuje najbardziej – transformacja męskich genitaliów na przypominające wyglądem żeńskie organy rozrodcze.

 

Walt liczył, że po operacji ustąpią jego lęki, frustracje i niepokoje, że skończy się wyniszczający go od dziecka stres. Ale po operacji stał się polem bitwy sprzecznych myśli i pragnień, które stały się przyczyną jeszcze większych frustracji i dysonansu. Z każdym dniem Heyer coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że operacja była oszustwem. Jego niezwykłe świadectwo potwierdza tezę, że zabieg tzw. zmiany płci w żadnym stopniu nie jest leczeniem zaburzeń tożsamości seksualnej, ale wprowadzeniem w psychikę cierpiącego człowieka jeszcze większego zamętu.

 

I w zasadzie można by na tym skończyć, lecz… Parę tygodni temu byłam na koncercie jazzowym córki w renomowanym Katerina’s Club w Chicago. Wieczór prowadziła kobieta o bardzo interesującym wyglądzie. Była ładna i świetnie wprowadzała artystów na scenę. Miała niesamowite poczucie humoru. Zostałam jej przedstawiona. Nawet przez moment nie przeszło mi przez myśl, że ta kobieta  urodziła się chłopcem.

 

„Żyje się raz” śpiewała kiedyś Irena Santor – żyje się tylko raz!

 

Marianna Dziś

mariannadzis@att.net

www.mariannadzis.blogspot.com

(847) 322-4740

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*