Tak na gorąco…

Gdyby ustrój USA był podobny do ustroju w takich państwach europejskich jak Polska, dzisiaj zdaje się mielibyśmy do czynienia nie tylko ze zmianą legislatury, ale też osoby piastującej władzę wykonawczą. Jednak na szczęście tak nie jest.

Na szczęście? Tak, bo analizując wyniki wczorajszych jakże ważnych wyborów w połowie kadencji sprawowania urzędu przez prezydenta Obamę i w kontekście obecnej sytuacji polityczno-gospodarczej w całym kraju, ten podział władzy, która teraz będzie sprawowana przez dwie odmienne partie, gwarantuje tzw. checks and balances (tzn., wzajemną kontrolę). Tego przedwczoraj jeszcze, przez całe dwa lata tak naprawdę nie było. A taki brak pełnej władzy (bez wzajemnej kontroli) przez jedną osobę i/lub partię, to ciągle podstawa wolności i gospodarczego rozwoju w USA.

Nowy od dzisiaj układ polityczny jest zapowiedzią mniejszej, powiem nawet, lepiej, mniej skutecznej (przez tzw. polityczny gridlock) i mniej aktywnej roli rządu w kształtowaniu codziennej rzeczywistości obywateli i wszelkich podmiotów gospodarczych.  A to z kolei powinno spowodować większą stabilność, przewidywalność i pewność w poczynaniach i strategiach podmiotów/firm, które próbują podejmować decyzje dotyczące np. inwestycji kapitałowych, lub zatrudnienia stałych pracowników na pełne etaty.

To właśnie brak pewności spowodowanej aktywną rolą państwa, dotyczący wysokości podatków, świadczeń, kosztów opieki zdrowotnej, itp., powodował w dużym stopniu ociąganie się i brak entuzjazmu w podejmowaniu zdecydowanych kroków natury biznesowej. Już od dawna przecież wiadomo było, i to ze sporym szumem medialnym, że dużo prywatnych, szczególnie tych wielkich firm, kumulując coraz większe zapasy gotówki, ociągało się z wydatkami, szczególnie jeśli chodzi o zatrudnienie stałych pracowników…

Ale też analizując wyniki wczorajszych wyborów, oprócz bardzo widocznych zwycięstw, które można przypisać ruchowi Tea Party, zauważalna jest jednak ciągle rola i skuteczność związków zawodowych w newralgicznie ważnych z politycznego i gospodarczego punktu widzenia rejonach na północnym wschodzie, na zachodzie (Kalifornia), ale też w środkowych stanach takich jak Nevada, i szczególnie w Illinois.

Nawet jeśli na poziomie federalnym sytuacja stanie się zdrowsza i przez gridlock, bardziej stabilna i przewidywalna, szkoda że w dwu bardzo ważnych stanach dla gospodarki całego kraju, w Illinois i w Kalifornii, lokalnie wygrali zwolennicy i ci uzależnieni od agencji rządowych. Ponieważ to jednak proporcjonalnie spory chunck amerykańskiej gospodarki, chociaż wkrótce powinno być lepiej na rynku pracy, na krótką metę nie zdziwiłbym się, jeśli nie będzie entuzjazmu na nowojorskiej giełdzie…

Bogdan Pukszta, 11/03/10

Categories: Felietony

Comments

  1. Mariusz
    Mariusz 3 listopada, 2010, 19:09

    Pisze Pan: „A taki brak pełnej władzy (bez wzajemnej kontroli) przez jedną osobę i/lub partię, to ciągle podstawa wolności i gospodarczego rozwoju w USA.” i to jest cholernie dobre spostrzeżenie, dobrze byloby takie wzorce móc przeszczepiać nad Wisłą.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*