Stracone okazje – Ameryka od środka

Nie wiem, kto zarządza kampanią wyborczą Johna McCaina, ale ekipa ta z pewnością powinna się jakoś zreorganizować. Republikański senator jest — jak wiadomo — jednym z najstarszych kandydatów prezydenckich w historii, a walczy o Biały Dom z jednym z najmłodszych. Jasne jest zatem to, iż sprawa zaawansowanego wieku kandydata będzie w taki czy inny sposób problemem — chodzi tu z jednej strony o wieloletnie doświadczenie, ale z drugiej o pamięć, rześkość, poczucie rzeczywistości, itd.

Biorąc powyższe pod uwagę, McCainowi nie wiedzie się zbyt dobrze. Często mylą mu się szyici z sunnitami, granica Pakistanu w jego interepretacji przeniosła się nagle do wrót Iranu, nie mówiąc już o tym, że McCain kilkakrotnie wspomniał o Czechosłowacji, której już od dawna nie ma. W jego wystąpieniach publicznych jest często coś zniechęcającego, ospałego i w wyraźny sposób związanego z przeszłością. A gdy dochodzi do przemówień na forum jakiegoś gremium, za kandydatem zwykle widać grupę ludzi w wieku emerytalnym — niemal wyłącznie białych.

W tych warunkach bardzo istotne jest to, w jaki sposób McCain prezentowany jest amerykańskiemu elektoratowi w telewizji. I trzeba przyznać, że prezentacja ta na razie jest fatalna. Podczas gdy Barack Obama pokazywany był przez cały świat w Afganistanie, Izraelu, przy tzw. Ścianie Płaczu w Jerozolimie i na ogromnym wiecu w Berlinie, szefowie kampanii McCaina zdecydowali się na pokazanie swojego podopiecznego w czasie jazdy golfowym wózkiem z pierwszym prezydentem Bushem, i to w dodatku w eksluzywnym klubie dla bogaczy. Zaraz potem pokazano też McCaina w czasie “oglądania” cen jaj w sklepie Kroger, co w pewnym sensie jest wręcz surrealistyczne i sugeruje, iż senator z Arizony nie ma pojęcia o tym, dzieje się w tzw. przeciętnej Ameryce.

Wszystko to wygląda dość kiepsko w zderzeniu ze spektakularnym sukcesem zagranicznych wojaży Obamy, ale nie jest to zasługa Baracka. Wydaje się, iż taktyka stosowana jak dotąd przez stronę republikańską jest po prostu słaba i nie bierze pod uwagę ani nastrojów Ameryki, ani też tego, co dzieje się w obozie przeciwnika. Zrozumiałe jest to, iż McCain niemal z definicji znalazł się w trudnym położeniu, ponieważ obecna sytuacja w kraju nie sprzyja republikanom, a walka o Biały Dom z pierwszym w historii czarnoskórym kandydatem jest niezwykle trudna i wymaga nieustannej politycznej żonglerki. Ale właśnie dlatego od strategów McCaina wymagana powinna być szczególna precyzja w prezentowaniu kandydata i budowaniu jego publicznego wizerunku.
Na razie wizerunek ten jest dość wątły. Przed czterema laty McCain był powszechnie postrzegany jako “zbuntowany republikanin”, czyli człowiek w miarę niezależny, potrafiący godzić się na istotne kompromisy, budujący przymierza potrzebne do uprawiania sprawnego prawodawstwa. Wszystko to jednak zostało zaprzepaszczone przez zarówno zbytnie przywiązanie samego kandydata do polityki prezydenta Busha, jak i przez liczne błędy wyborczych strategów. Kampania McCaina usiana jest sprzecznościami, dziwnymi pomyłkami oraz szokującymi czasami wizerunkami kandydata w dość niezręcznych sytuacjach.

Jest jeszcze stanowczo za wcześnie, by wszystko to miało decydujące znaczenie w listopadzie. Jednak przed McCainem stoi niezwykle trudne zadanie. Nie musi on nikogo przekonywać, że posiada odpowiednie doświadczenie, potrzebne do sprawowania najwyższego w kraju urzędu. Musi jednak również przekonać wyborców o tym, że — jak napisał jeden z komentatorów dziennika “The Washington Post” — nie jest zgnuśniałym emerytem zakochanym w wojnie. Pałętanie się po luksusowych klubach golfowych z osobami, które są jeszcze starsze od niego z pewnością w niczym nie pomaga.
Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*