Stanisławski

Jeżeli moje nazwisko jest na liście, którą przyjęło się nazywać „listą Wildsteina”, to w pierwszej kolejności mam ochotę dać w mordę tym wszystkim, którzy o tym wiedzieli, a mnie nie powiedzieli.

A mogli wiedzieć ci, którzy mieli do tego dostęp. A już na pewno po pysku winni dostać ci, którzy ustalili, że ja się nie mogę dowiedzieć. Do nich należą te wszystkie większości parlamentarne, które uchwalały odrzucenie jakichkolwiek pomysłów na potraktowanie mnie jako człowieka dorosłego, rozgarniętego, mogącego za siebie odpowiadać i odpowiadnie konsekwencje ponosić. Parę lat temu, gdy otworzyły się możliwości zajrzenie do własnych teczek, udałem się gdzie trzeba, pobrałem odpowiednie formularze i przyniosłem do domu, aby wypełnić. Chciałem też sprawdzić teczkę mego nie żyjącego ojca. Okazało się, że do tego będzie potrzebny jego akt zgonu. Gdzie go szukać? Tatuś zmarł w Gdańsku, w klinice po operacji. Szukać w Gdańsku?

Wymyśliłem sobie, że złożę jego i moje papiery razem. Nie chciało mi się dwa razy chodzić a mogłem przecież najpierw zanieść ankietę własną. Pora była dogodna, bo akurat zaczęły się wakacje, rodzina pojechała nad morze, ja zostałem pilnować chałupy i papugi. I tak czas przeleciał. A dziś?… Dziś się raczej nie dopcham do tej urny z prochami mojej przeszłości!

Wiecie o czym teraz myślę? Myślę teraz o tym, że o ironio losu! spełnia się to wszystko o czym już tylekroć mówiło … Radio Maryja! I pisał „Nasz Dziennik”! Dowiadywałem się z tych mediów o aferach w różnych stoenach, stoczniach, orlenach, agencjach rolnych itp. itd. Wszystko to było jakżesz radośnie obśmiewane. Przeglądy prasy uginały się od kpin z konfesyjnego ciemnogrodu. A dziś? … Cisza! Kommpletna cisza! Nie wiem, czy państwo zwróciliście uwagę, że już nikt (albo prawie nikt) nie pokpiwa sobie z oszołomów katolickich! Jeszcze jak była tzw. „afera Rywina” to coś tam jeszcze można było przeczytać. Jak sypnęło sprawą Orlenu już żartów było mniej. A teraz, kiedy obrodziło PZU wszyscy kpiarze wsadzili (brzydko mówiąc) mordy w kubeł.

Ja już nie będę się wytrząsał nad nowymi mędrychołami. Przypomnę tylko, że jak potężne światło zgasło w Warszawie, przypomniano sobie kto kupił Steon… Nie sięgano nawet po „Nasz Dziennik”. Albo ostatnie afery z „polskimi obozami nazistowskimi”. Ileż to razy „Nasz Dziennik” o tym pisał! Ja ze złości już nie mogłem o tym czytać. A wykupywanie ziemi?.. A traktowanie pracowników hipermarketów jak bydło?.. Kto pierwszy o tym pisał?… Dziś wszyscy huzia na „Biedronkę”. A wtedy cisza, albo jazgot, że płoszymy inwestorów zagranicznych…

Piętnaście lat temu należało nas powiadomić o tym, że są takie listy, jak ta o którą teraz tyle rumoru, piętnaście lat temu, panowie i panie! A nie zawracać nam głów paniami typu środa, Jaruga, a nie wplątywać nas w aborcje, eutanazje, antykoncepcje i temu podobne dyrdymały. Ale każda prowokacja, o czym mówiłem już nie raz i nie dwa obraca się wcześniej czy później przeciwko prowokatorom. Jeżeli tego nie zauważamy, to niejednokrotnie dlatego, że nas już nie ma na świecie. Ale większość da się zauważyć. Spójrzcie chociażby na takiego Putina.

I co mu przyszło z prowokacji antyjuszczenkowych na Ukrainie? Smród i wstyd. A teraz popatrzcie na naszych mędrców od UW, obrońców dobrego imienia … czyjego?! Bo na pewno nie mojego! I to by było na tyle.

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*