Sopocki Grand Hotel – Okiem felietonisty

W czasach PRL w Polsce było bardzo mało eleganckich hoteli. W Warszawie zrównanej z ziemią przez hitlerowców odbudowano kilka hoteli wysiłkiem całego narodu. W innych wielkich miastach Polski stałe pojedyńcze egzemplarze zbudowane w okresie międzywojennym lub wcześniej. Starych hoteli nie modernizowano, tak więc w tym szarym tle polskich hoteli PRL-owskich zaczął błyszczeć sopocki Grand Hotel, uwieczniany w wielu filmach i piosenkach polskich artystów.

W tym roku skupił on również na sobie uwagę wielu setek dziennikarzy, którzy przyjechali na Westerplatte, aby opowiedzieć w mediach o przebiegu tych wydarzeń sprzed 70 laty, które nie zostały w Polsce zapomniane, a rany wtedy zadane pozostały niezagojone. Jednym z członków oficjalnych delegacji na te rocznicowe uroczystości był Władimir Putin premier Rosji, który wynajął ten hotel na kilka dni i miał spać w słynnym pokoju o numerze 226.

Historia tego hotelu jest bardzo ciekawa i jakby naturalnie wpisująca się w wydarzenia ostatniej wojny. Na stronie internetowej Tur-info.pl możemy poznać skróconą historię hotelu. Hotel oddano do użytku gości i kuracjuszy w roku 1927. Powstał z myślą o gościach kasyna w nieistniejącym już dzisiaj skrzydle Domu Zdrojowego. Sześć lat po otwarciu hotelu do aresztu trafił dr Erich Laue, nadburmistrz Sopotu, którego oskarżono o nadużycia finansowe przy nadzorowaniu budowy Kasyno Hotel. Popełnił samobójstwo. To były dziwne czasy, kiedy ludzie przyłapani na przekrętach popełniali samobójstwo. Całe szczęście, że obyczaje się na świecie zmieniły, bo ludzkość byłaby zdziesiątkowana.
Wracajmy jednak do historii Grand Hotelu w Sopocie. We wrześniu 1939 roku podczas działań wojennych na Helu mieszkał w nim Adolf Hitler. Na jego przyjęcie parkiet w słynnym apartamencie nr 226 inkrustowano małymi swastykami. Na początku października 1939 polscy parlamentariusze podpisali w Grand Hotelu kapitulację Helu. Wojna nie spowodowała żadnych zniszczeń słynnego budynku. Pod koniec działań wojennych urządzono tam szpital polowy.

Zaraz po wojnie hotel stał się centrum nocnego życia, przed jego wejściem można było wymienić każdą walutę świata, a przy barze można było spotkać prostytutki i amatorów nielegalnego wtedy hazardu. Te nocne „zabawy” nadzorowali milicjanci z pionu gospodarczego. Po wojnie hotel gościł też bardzo znanych polityków i słynne gwiazdy pop kultury. Gościem hotelu był powszechnie szanowany w Polsce prezydent Francji Charles de Gaulle. W tym samym długim łóżku, sprowadzonym tu dla generała de Gaulle’s, spał w 1972 roku Fidel Castro.

Od kilkunastu lat w hotelu działa już legalne kasyno gry, a hotel ciągle modernizowany ma ogromną konkurencję w sieci innych eleganckich hoteli polskich, które są bardziej nowoczesne i na szczęście bez tak „ciekawej” historii.
Nawet ta skrócona wersja historii sopockiego Grand Hotelu sugeruje, że mury są bardziej długowieczne od polityków i że mądrzy ludzie skupiają się na budowaniu przyszłości, przy okazji ucząc się historii.

Na szczęście na Westerplatte w roku 2009 nikt nie użył propagandowej amunicji kalibru porównywalnego do dział pancernika Schleswig-Holstein. 70 lat po katastrofie wojennej delegaci rozjechali się do domów zdrowi i cali. Nikt nikogo nie przepraszał za zbrodnie dawnych polityków lub za zaniechania w dotrzymywaniu umów międzynarodowych. Jak to zauważył komentator niemiecki Cornelius Ochmann, przedstawiciele Francji i Wielkiej Brytanii “nie byli skłonni jasno przeprosić Polski za to, że we wrześniu 1939 roku zostawili Polskę samą”.

Miejmy nadzieję, że historia wojenna sopockiego Grand Hotelu skończyła się na roku 1945 i już żadnym politykom nie przypadnie wątpliwy zaszczyt wpisywania się na listę gości hotelu jako parlamentariuszy wojennych. Niech przyjeżdżają jako kuracjusze lub kuracjuszki na morskie kąpiele w pokojach hotelowych, gdzie z kranów płynęła dawniej morska woda prosto z czystego Bałtyku.
2 września 2009
www.wojciechborkowski.com

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*