Śmiechu warte

Śmiechu warte

Rozumiem doskonale, że każdemu emerytowi może się zdarzyć, iż nie ma nic do roboty i strasznie mu się nudzi, co zmusza go do wyszukiwana sobie jakichś nowych zajęć. Nie znaczy to jednak, że każde zajęcie jest dobre, a nawet wskazane. Były wiceprezydent Dick Cheney zapewne też się nudzi, jako że napisał ostatnio wraz z córką obszerny komentarz w sprawie Iraku dla gazety „The Wall Street Journal”. Treść tego memoriału dowodzi, iż emeryt Dick chyba jednak powinien poświęcić się bez reszty wędkarstwu albo strzelaniu ze śrutu do kolegów w czasie polowań na kuropatwy.

Dick Cheney wraz z żoną Lynne (w środku) i córką Mary (z prawej) podczas zaprzysiężenia na urząd wiceprezydenta w styczniu 2005 roku fot.Matt Campbell/EPA

Dick Cheney wraz z żoną Lynne (w środku) i córką Mary (z prawej) podczas zaprzysiężenia na urząd wiceprezydenta w styczniu 2005 roku fot.Matt Campbell/EPA

W swoim komentarzu Dick stawia w zasadzie tylko dwie, ale za to niezwykle śmiałe tezy. Po pierwsze, jeśli chodzi o Irak, wszystkiemu jest winien Obama, który nie ma pojęcia o polityce zagranicznej i jest naiwniakiem, który przedwcześnie wyprowadził amerykańskie wojska z tego kraju. Po drugie, potrzeba nam więcej zbrojnych interwencji i militarnego zaangażowania na Bliskim Wschodzie. Jedną z najbardziej spektakularnych tez postawionych przez wiceprezydenta jest to, że w polityce zagranicznej „Obama niemal zawsze się myli”.

Z powyższego wynika, że Cheney, w przeciwieństwie do obecnego przywódcy, miał zawsze rację. No cóż, w takim razie może trzeba przypomnieć, że 16 marca 2003 roku, przed amerykańskim atakiem na Irak, Dick udzielił w telewizji wywiadu Timowi Russertowi z sieci NBC, w którym powiedział: „Przesadą jest twierdzenie, że w Iraku będzie potrzeba kilkaset tysięcy żołnierzy – po zakończeniu działań zbrojnych, co będzie sprawą tygodni, a nie miesięcy lub lat, liczebność naszych sił w Iraku będzie o wiele mniejsza”. Na pytanie Russerta o to, jak Amerykanie zostaną w Iraku przywitani, Cheney odparł: „Przywitają nas z radością jako wyzwolicieli”. Russert pytał też, czy administracja nie obawia się, iż podziałów w Iraku nie da się zniwelować: „Czy uważa pan, że Kurdowie, sunnici i szyici zjednoczą się w demokracji?”. Cheney nie miał cienia wątpliwości: „Oczywiście, że tak, bo muszą to zrobić”.

Niestety nie musieli i nadal nie muszą. Co do radosnego powitania amerykańskich żołnierzy w roli wyzwolicieli, nie ma nawet co mówić, bo to śmiechu warte. Gdy już wszystkie te wywody wiceprezydenckie okazały się wierutną bzdurą, a Irak w dwa lata po inwazji USA znalazł się na skraju wojny domowej, Dick ponownie przemówił. Stwierdził mianowicie w roku 2005, że rebelia w Iraku „znajduje się w stanie agonalnym” i że wkrótce „konflikt się zakończy”. Well Dick, wrong again! Konflikt się nigdy nie skończył. Jednak hurraoptymizm poprzedniej administracji, oczekującej przez 5 lat spektakularnego sukcesu, zachęcił prezydenta Busha do podpisania w 2008 roku tzw. Status of Forces Agreement, w którym to porozumieniu wyznaczony został terminarz wycofywania wojsk amerykańskich z Iraku. Obama postanowienia tego traktatu wykonał, ale dziś Cheney zdaje się sugerować, że powinien je był zignorować.

W sumie jednak, niezależnie od treści artykułu wiceprezydenta, Dick to ostatni człowiek, którego opinie o amerykańskiej polityce zagranicznej, a szczególnie o stosowaniu siły militarnej, powinny być brane pod uwagę. Bądź co bądź to właśnie on, wraz ze swoim kompanem i skrajnie proizraelskim jastrzębiem Paulem Wolfowitzem, wpędził Amerykę w najbardziej bezsensowną wojnę w historii kraju. Nie tak dawno temu obliczono, że w sumie administracja Busha wygłosiła dokładnie 935 kompletnie fałszywych tez dotyczących Iraku. Udziałem Dicka było 48 całkowicie kłamliwych wypowiedzi. W tym kontekście może jednak zaciszna emerytura, z dala od mediów, byłaby najlepszym rozwiązaniem.

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Comments

  1. Rysiu
    Rysiu 23 czerwca, 2014, 21:20

    Niech ktos mi wskaze jednego republikanskiego prezydenta ( po drugiej wojnie swiatowej), ktory zostal wybrany do urzedu – nie klamiac, bez machlojek czy wedlug zasad demokracji?

    Reply this comment
  2. osa
    osa 24 czerwca, 2014, 16:46

    Gerald Rudolph Ford

    Reply this comment
  3. Rysiu
    Rysiu 24 czerwca, 2014, 17:41

    LOL, osa.
    Dobry przyklad, mimo iz jego szefunio to jeden z najwiekszych klamcow i oszustow. Pozostaje jeszcze fakt tego, ze wyborcy nie wybieraja wiceprezydentow, robia to sztaby kandydata na prezydenta. Takze mozna sie klocic czy Ford zostal „wybrany” czy poprostu mu sie udalo.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*