Rodzinne święta

Okiem felietonisty


Thanksgiving to dobre rodzinne święto. Polacy żyjący na emigracji w Stanach mają pod koniec każdego roku dwa rodzinne święta, Thanksgiving i Boże Narodzenie. W polskiej tradycji Boże Narodzenia jest świętem rodzinnego spotkania przy wigilijnym stole na uroczystej kolacji. W Stanach miliony ludzi odbywa wielogodzinne podróże, aby odwiedzić rodzinny dom w czasie Thanksgiving. Polacy mieszkający w Stanach akceptują to święto rodzinne poszukując ciepła rodzinnego domu, który dopiero tworzą na emigracji.

 

Emigracyjna samotność wyostrza wrażliwość i przywraca rodzinie należne jej miejsce w hierarchii wartości niezastąpionych. Thanksgiving przypomina nam o wdzięczności wobec pionierów i twórców tej ziemi obiecanej, jaką była dla emigrantów Ameryka. Taką samą wdzięczność mamy wobec rodziców, którzy nas do życia powołali i wychowali na ludzi akceptujących podstawowe zasady współżycia. Pragniemy spotykać się w tym dniu z rodziną, której zawdzięczamy najwięcej.

 

Jednak nie wszyscy Polacy, żyjący na emigracji, mogą zasiąść z najbliższymi przy wspólnym stole w czasie tego święta. Część z nas samotnie walczy o przetrwanie, niektórzy nie mają już rodziny, ponieważ ją utracili w czasie przedłużającego się rozstania, wielu z nas już na zawsze utraciła najbliższych, a liczna grupa cały czas oczekuje na prawne uregulowanie statusu emigracyjnego. Rachunek, jaki wystawia emigracja uczestnikom tej niecodziennej przygody, jest nieraz ponad siły jej uczestników. Możemy się tylko pocieszać, że amerykańskim pionierom też nie było łatwo, a jednak przetrwali i zbudowali kraj, który imponuje rozmachem i energią. Polacy mieszkający w Stanach już w czasie Thanksgiving zasiądą do rodzinnego stołu. Polacy mieszkający w Polsce usiądą do kolacji dopiero w Wigilię. Oby ten czas oczekiwania był czasem pożytecznej refleksji.

 

Od kilku miesięcy toczy się w Polsce niezrozumiała polityczna wojna polsko-polska. W tę batalię próbowano nawet wpisać wybory samorządowe, które jednak nie rozstrzygnęły konfliktu. Wybory samorządowe obie strony tego politycznego konfliktu uznały jako własne zwycięstwo. Interpretacje wyników wyborów stają się popisem krasomówstwa rzeczników prasowych wszystkich partii.

 

Wybory samorządowe powinny być zwycięstwem samorządności, a nie politycznego chciejstwa elit politycznych, pragnących zachować kontrolę “totalitarną”nad powiatami czy gminami. Frekwencja wyborcza, choć niewiele wyższa w porównaniu do poprzednich wyborów, budzi niepokój brakiem zainteresowania wyborców w dużych polskich miastach. Politycy PSL ogłaszają się zwycięzcami tych samorządowych wyborów, ponieważ “sondażownie” zapowiadały dużo gorszy wynik PSL-u w wyborach.

 

PSL jest koalicjantem Platformy w rządzie i dodając procentowe zwycięstwa PSL i Platformy, to rządząca koalicja będzie również rządziła Polską samorządową. Miejmy nadzieję, że taki uproszczony rachunek nie działa na szczeblu gminy i powiatu i normalni gospodarze będą kierowali się zdrowym rozsądkiem, a nie politykierstwem.

 

Za dużo jest w Polsce nachalnego politykierstwa, a za mało podstawowej gospodarskiej troski o losy polskiej rodziny. Największym polskim problemem jest wymykająca się z polskich rąk kontrola nad własnością , nad polskimi bankami, nad polskimi fabrykami, nad polską ziemią orną. Żadna z polskich partii politycznych nie akcentuje tego problemu dostatecznie silnie. Wojna polsko-polska tylko bełta ludziom w głowach i burzy złą krew.

 

Takie święta rodzinne jak Thanksgiving czy polska Wigilia przywracają chociaż na chwilę dobre emocje, które tworzą dobrych ludzi. Składajmy sobie więc dobre życzenia przy każdym rodzinnym spotkaniu. Szczęście posiadania licznej rodziny docenia dopiero ten, kto taką rodzinę stracił. Koniec wojny polsko-polskiej jest pilnie oczekiwany. Takie są oczekiwania wielu emigrantów w dniu Dziękczynienia.

 

25 listopada 2010

www.wojciechborkowski.com

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*