Przepis na bigos neokolonialny – Okiem felietonisty

Kucharze polityczni pitraszą nam wiele niejadalnych potraw. Ten sam bigos serwowany od wieków, podawany jest obecnie w Europie, w nowej pikantnej wersji. Po latach polskiej transformacji odkrywamy ze zdumieniem, że podano tam stary bigos kolonialny jako nowoczesną, europejską potrawkę unijną z gadżetami na przekąskę.

Konkwistadorzy przekupywali Indian świecidełkami, a współcześni nam europejczycy-globaliści przekupują mieszkańców Europy wschodniej używanymi samochodami i wolnościowymi hasłami typu „róbta co chceta”.
Kolejne rządy i kolejne koalicje serwują tam odwieczne hasła wyborcze w rodzaju: „zasługujecie na sukces”, zniewalające zupełnie zdezorientowanych wyborców. Jednak obejmując władzę, elity polityczne powtarzają te same błędy, jakie robiły poprzednie ekipy, bijąc na głowę poprzedników arogancją i cynizmem. Po kilkunastu latach doświadczeń w konsumowaniu tych niejadalnych politycznych potraw możemy spróbować podać przepis na „bigos neokolonialny”.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy tymi globalistami-dobroczyńcami i wchodzimy do dziewiczej Europy wschodniej jako cywilizowani krzewiciele nowej „niewiary”.

Wejdźmy w rolę tych „kucharzy” — organizatorów folwarków orwellowskich. Metoda przygotowania takiego niejadalnego posiłku jest bardzo prosta. Zaczynamy od tworzenia apetytu na dobre jedzenie. Kiedy dostateczna liczba klientów okaże wilczy apetyt, przekonujemy ich, że absolutnie zasłużyli na ten obfity obiad. Kiedy obalą już reżim trzymający ich z dala od wykwintnych posiłków, opuszczamy ich na chwilę, aż się wezmą za łby i sami poproszą o pomoc w „reformowaniu” ich niesprawnego aparatu administracyjno-politycznego. Wtedy udzielamy im światłych i nowoczesnych rad.

Zaczynamy od przejęcia ich mediów. Zabieg ten, pozornie niebolesny, jest powszechnie akceptowany przez tubylców. Media, pod globalnym kierownictwem europejskim, nadzorują propagandowo dalszy przebieg „modernizacji” zacofanej tubylczej bankowości. Modernizacja zarządzania bankami sprowadza się do przejęcia kapitału tego „modernizowanego” kraju i pozostawianie tubylcom kas zapomogowo-pożyczkowych, których to przejęcie zostawiamy na zakąskę.

Kiedy mamy już banki, bierzemy się za ich firmy ubezpieczeniowe przejmując je według zasady: mały połyka większego, czyli Eureko połyka PZU, za pieniądze PZU. Równolegle z połykaniem ich firm ubezpieczeniowych modernizujemy ich przemysł, przejmując wszystkie najważniejsze zakłady, huty, stocznie i kopalnie. Nie zapominamy o przejęciu zakładów przetwórczych dla produktów rolnictwa, bo te dyktują ceny skupu, więc nie musimy się już martwić, że nam rolnicy podskoczą.

Wtedy pokazujemy im nasz ludzki gest i zaczynamy budować autostrady, będą one nam potrzebne do przewożenia przez kraj surowców z krajów sąsiednich do innych krajów globalnego folwarku, ale dla tubylców będą powodem do samozadowolenia. Cały czas „modernizujemy” ich armię, zmniejszając jej stan do jednej trzeciej poprzedniej wielkości i likwidujemy ich przemysł zbrojeniowy. Po wykonaniu tych żmudnych czynności, które kosztowały nas tyle trudu, ale mało pieniędzy, organizujemy im igrzyska. Mogą nimi być mecze piłkarskie z kibolami na placu boju.

Tak wygląda ten przepis na „bigos neokolonialny” zaserwowany niewinnej Polsce przez własnych i obcych cwaniaków. Po dwudziestu latach takiej „transformacji”, pozostało jeszcze kilka smakołyków do połknięcia i te również zostaną zjedzone przez unijnych smakoszy w ramach szlachetnej misji pozbawiania Polski suwerenności ekonomicznej i politycznej.

Dla jednych : wolność — to własność, dla Polski wolność — to brak własności.
Czy tak ma wyglądać ta Unia Europejska różnych standardów, dla starych i nowych członków tej Unii. Czy Polacy już rozumieją, co się stało z Polską po dwudziestu latach „transformacji”? Czy ten unijny, europejski wynalazek, nie przypomina „Generalnej Gubernii” ?
19 sierpnia 2009
www.wojciechborkowski.com

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*