Pozoranctwo

Ameryka od środka

 

Pod naciskiem światowej opinii publicznej rząd Izraela ogłosił “liberalizację” blokady Strefy Gazy. Podobno po raz pierwszy od trzech lat na to terytorium można będzie przewozić materiały budowlane oraz niemal wszystkie rodzaje żywności. Nikt nie wie, kiedy ta “odwilż” ma wejść w życie, ale nie ma większych wątpliwości co do tego, że krok ów to raczej pozoranctwo, którego celem jest wyciszenie krytyki. W ten sposób zostało to potraktowane przez wiele krajów Zachodu i przez ONZ, ale nie przez rząd USA.

 

Izrael nadal utrzymuje, że blokada Gazy jest legalna, co jest kompletnym fałszem. Po drugie, żaden członek obecnego rządu izraelskiego nie wyjaśnił jeszcze światu, dlaczego nie wolno do kontrolowanego przez Hamas terytorium wwozić zabawek oraz niektórych przypraw, np. kolendry. Ponieważ wszystkie inne zakazy tłumaczone są zwykle zagrożeniem ze strony terrorystów, należy założyć, iż Benjamin Netanjahu uważa, że z wypchanych kolendrą lalek można zrobić bomby lub rakiety. Zresztą wiele szczegółów izraelskiej blokady, gdyby były one szerzej znane, budziłyby zarówno śmiech, jak i zdumienie.

 

Głupota i nieskuteczność tego wszystkie znane są od dawna. Jednak blokada Strefy Gazy jest żenująca jeszcze z innego, ważniejszego powodu i nie przynosi chwały ani Izraelowi, ani USA. Za rządów prezydenta Busha pełno było frazesów o budowaniu na Bliskim Wschodzie (i na całym świecie) demokracji, co miało być kluczem do ostatecznego rozwiązania impasu w tej części świata. W końcu zasadniczą misją USA w Iraku było właśnie “zakorzenienie” demokratycznego systemu sprawowania władzy w świecie arabskim. Gdy jednak Hamas, uznawany za organizację terrorystyczną, wygrał demokratyczne wybory, Biały Dom zareagował wręcz panicznie i potulnie zgodził się na izarelskie plany całkowitej izolacji Gazy, co miało doprowadzić do upadku rządów Hamasu. Nic takiego się nie stało, a konflikt izraelsko-palestyński w zasadzie nieustannie się zaostrza.

 

Nikt nie przeczy, że Hamas postępuje idiotycznie, trzymając się mrzonek o “zepchnięciu Izraela do morza” i wystrzeliwując na oślep rakiety w kierunku państwa żydowskiego. Działania te mają tak samo negatywne skutki jak wojownicza blokada ze strony Izraela. Jednak – zdaniem wielu obserwatorów – przed trzema laty istniała przez moment realna szansa na dramatyczną zmianę. Prowadzono z Hamasem zakulisowe pertraktacje, które miały zaowocować poniechaniem przez tą organizację dalszej przemocy i uznanie prawa Izraela do istnienia. Jednak szansa ta została zaprzepaszczona, głównie dlatego, że Izrael najpierw zdecydował się na blokadę – za cichą zgodą Busha – a potem dopiero zaczął mówić o porozumieniu.

 

Tym samym rząd USA znalazł się w dość dziwnej,  by nie powiedzieć kłopotliwej, sytuacji. Z jednej strony zagrzewał Palestyńczyków do walki o demokrację, z drugiej – w zasadzie walkę tę poddał z chwilą, gdy demokracja przyniosła rezultaty, które były Białemu Domowi nie na rękę. Co zatem może dziś sądzić przeciętny Palestyńczyk o amerykańskich intencjach i przywiązaniu do szczytnych ideałów demokratycznych? Zapewne bardzo niewiele. I nie można się dziwić, że w Strefie Gazy ciągle postępuje radykalizacja poglądów, szczególnie wśród ludzi młodych, których przyszłość wygląda jeszcze bardziej tragicznie niż przed kilkoma laty. Dla nich “liberalizacja” izraelskiej blokady jest powodem do drwin, a nie celebracji. Przez działania pozorne niczego się w tej części świata nie osiągnie.

 

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*