Powtórka ze strachu

Ameryka od środka

Amerykańska polityka zatoczyła duże koło i znalazła się dokładnie w tym samym miejscu co poprzednio – przynajmniej, jeśli chodzi o straszenie ludzi terrorystami. Wszyscy doskonale wiemy o tym, że dwie kadencje prezydenta Busha były możliwe w znacznej mierze dlatego, że w czasie obu kampanii wyborczych użyto w bardzo skuteczny sposób straszaka terroryzmu, zawierającego się w prostym sloganie, że “jeśli mnie nie wybierzecie, Ameryka stanie się słaba i jeszcze bardziej zagrożona atakami”.

To właśnie w domniemanej obronie przed tymi zagrożeniami przez kilka lat naciągano konstytucję do “istniejących realiów”, co często graniczyło z nielegalnością. Dziś, po tylu latach od pamiętnych ataków 11 września 2001 roku, a kilka miesięcy przed wyborami do Kongresu, w zasadzie retoryka staje się niemal dokładnie taka sama, choć nie wiadomo, czy wyborcy są na nią nadal w taki sam sposób podatni. Republikanie rozpętali kampanię na rzecz przekonania wszystkich, iż administracja Obamy jest słaba i uległa wobec terroryzmu i że problem ten zamierza traktować jak przestępstwo kryminalne, a nie jak wojnę rządzącą się zupełnie innymi zasadami. Sztandarowym przykładem tej nowej kampanii strachu są bełkotliwe głupoty opowiadane przez teoretycznie inteligentnych prawodawców na temat “niezwykle groźnego” sposobu, w jaki Biały Dom potraktował niedoszłego zamachowca, usiłującego wysadzić w powietrze samolot pasażerski przy użyciu ładunku wybuchowego zaszytego w bieliźnie.

“To skandal” – piał były burmistrz Nowego Jorku, Rudi Giuliani, “że prezydent pozwolił na to, by terrorysta został postawiony w stan oskarżenia i że będzie sądzony przed sądem federalnym, a nie trybunałem wojskowym”. Natomiast senator Susan Collins z Maine stwierdziła, że w ten sposób została zaprzepaszczona niezwykła szansa uzyskania od aresztowanego cennych zeznań (co niefortunnie sugeruje, że pani Collins uważa, że stosowanie “metod militarnych”, czyli przesłuchań graniczących z torturami, jest znacznie lepszą dla amerykańskiej demokracji metodologią). Wreszcie senator Mitch McConnell z Kentucky grozi, że będzie blokował wszelkie próby finansowania federalnych procesów sądowych terrorystów. Wszyscy ci opiniodawcy muszą w związku z tym być przekonani o tym, iż amerykański elektorat jest na tyle głupi, że nie pamięta nicze-go, co wydarzyło się więcej niż kilka dni temu.

Za rządów prezydenta Busha skutecznie osądzono i wysłano do więzień federalnych ponad 300 terrorystów. Każdy z nich potraktowany został dokładnie tak samo, jak nieszczęsny Nigeryjczyk z wybuchowymi majtkami, ale nikt wtedy nie protestował ani też nikt nie twierdził, że naraża to Amerykę na katastrofalne konsekwencje. Co się zaś tyczy “straconej szansy” na uzyskanie od aresztowanego jaki istotnych informacji, agenci FBI skutecznie przekonali jego rodziców, by namówili go do składania zeznań. Bez bicia, straszenia i sfingowanego topienia. Pani Collins podała jeszcze jeden “zatrważający” przykład lekkomyślności Białego Domu: prezydent Obama oficjalnie zareagował na próbę wysadzenia w powietrze samolotu dopiero po 3 dniach. Jest to fakt na tyle zatrważający, że aż budzi pusty śmiech. Prezydent Bush zareagował na próbę zdetonowania bomby umieszczonej w bucie niejakiego Richarda Reida po 5 dniach. Nie chodzi jednak o licytowanie się głupawymi czasem reakcjami, lecz tym, co rząd federalny robi, by chronić nas przed terrorystami.

A jeśli tak, to różnica między ekipą Busha i Obamy jest na razie dość nieznaczna, choć z jednym, niezwykle ważnym wyjątkiem. Wydaje mi się, że dziś Biały Dom chroni nas przed terroryzmem równie skutecznie, ale bez konieczności szargania konstytucji, ograniczania swobód obywatelskich i ignorowania prawa międzynarodowego. Oby tak dalej. Straszyć oczywiście zawsze można, ale dobrze jest przedtem sprawdzić fakty.

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*