Potęga głosowania

Ameryka od środka

Gdy rozmawiam czasami z ludźmi o amerykańskim systemie elekcyjnym i głosowaniu w wyborach, często słyszę zdania typu “Ja nigdy nie głosuję, bo to i tak niczego nie zmieni”. Myślenie takie jest poważnym błędem, o czym ostatnio przekonaliśmy się ponownie za sprawą decyzji Sądu Najwyższego w sprawie Walmartu. Sędziowie oddalili, stosunkiem głosów 5 do 4, zbiorowy pozew ponad miliona pracownic tego koncernu, uznając, iż panie te nie były dyskryminowane z powodu płci. Prawne uzasadnienie tej decyzji jest mocno skomplikowane, ale nie to jest najważniejsze.

 

Obecny skład 9-osobowego Sądu Najwyższego prowadzi do licznych decyzji stosunkiem głosów 5 do 4, bo taka jest linia podziału między sędziami konserwatywnymi i liberalnymi. Gdy zatem dochodzi do jakichś ważkich deliberacji na politycznie skomplikowane tematy, zwykle rezultat jest zawsze taki sam – 5 do 4. Przypominam, że tak właśnie było w przypadku sporu o wyniki wyborów prezydenckich na Florydzie.

 

Ostatecznie George’a W. Busha wybrało na prezydenta 5 sędziów. Ostatnio głośno też było o unieważnieniu zakazu finansowania kandydatów na urzędy polityczne przez duże korporacje – ten zakaz, bogaty w precedensy i głęboko zakorzeniony – też padł większością jednego głosu. W roku 2010 Sąd postanowił, że od prawa do posiadania w USA broni palnej w zasadzie nie może być żadnych wyjątków – znów 5 do 4.

 

Ponieważ tylko prezydent kraju ma prawo mianowania nowych sędziów najwyższego organu sądowniczego, polityczne przekonania lokatora Białego Domu, szczególnie takiego, który rządzi przez dwie kadencje, mogą w zasadniczy sposób wpłynąć na kształt Sądu. To zaś z kolei ma ogromne znaczenie dla sposobu, w jaki intepretowana jest konstytucja, jak traktowane są prawa obywatelskie i jakie decyzje zapadają w kwestiach bardzo istotnych dla nas wszystkich. Twierdzenie zatem, że udział w wyborach nie ma żadnego sensu, bo “i tak niczego nie zmieni” jest bezsensowne. Istnieje bezpośredni związek między każdymi wyborami prezydenckimi i kształtem praworządności państwa. Ponadto trzeba pamiętać, że werdykty Sądu Najwyższego są ostateczne, a ich ewentualne unieważnienie jest niezwykle trudne – znaczy to, że decyzje podejmowane przez sędziów nie są czymś, co obowiązywać będzie przez 15 minut, lecz przez wiele dekad.

 

Sąd pozostaje konserwatywny od wielu lat, ale wcześniej, gdy był liberalny, wiele decyzji też zapadało większością jednego głosu, tyle że ich charakter był politycznie zupełnie inny. Tak czy inaczej, skład Sądu zależy bezpośrednio od kolejnych prezydentów, a tożsamość tychże zależy od nas.

 

Wracając do sprawy procesu przeciw Walmartowi, orzeczenie sędziów jest ogromną porażką dla wszystkich przeciętnych pracowników wielkich koncernów, ponieważ ich prawo do składania zbiorowych pozwów przeciw pracodawcom zostało właśnie poważnie ograniczone. Eksperci do spraw prawa pracy sądzą, iż jest to werdykt, który nie tylko niweczy 45 lat istnienia w USA tzw. “class action suits”, ale zapewnia wpływowym pracodawcom niemal całkowitą bezkarność w przypadku złego lub niesprawiedliwego traktowania pracowników. Jeśli zatem ktoś nadal uważa, że między pójściem do urn wyborczych a tym, co się właśnie stało, nie ma większego związku, powinien się ponownie zastanowić.

 

Amerykańscy komentatorzy polityczni często mówią, że “elections have consequences”. I rzeczywiście mają.

 

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*