Polka a sprawa polska, czyli Chopin w Chicago



Zacznijmy jednak od spraw pryncypialnych, by na kulturze, honorze i dziedzictwie skończyć.

 

Oberwało się Obamie ostatnio, oj oberwało! Słusznie, bo na to, co powiedział, reakcja jest tylko jedna – stanowcze NIE. Nazwa ‚nazistowskie’ ani hitlerowskie nie satysfakcjonuje mnie, bo słowo nazizm rozmywa historię. To Niemcy mordowali w obozach i taką prawdę trzeba ujawniać, zwłaszcza że antypolonizmy depczące naszą godność na blogach, w filmach zdarzają się całkiem często. Przyglądam się stronie www.antypolonizm.com, którą prowadzi Łucja Śliwa i przy całej gamie różnic, jakie sytuują mnie na zupełnie innej światopoglądowej rubieży, popieram w tej ważnej kwestii, która w sprawie Jana Karskiego wybuchła skandalem. Polacy mieszkający za granicą mają głębsze wyczulenie, bo obserwujemy na co dzień, co się w tym temacie mówi w polskich, amerykańskich, publicznych, katolickich czy żydowskich szkołach, czytamy prasę i oglądamy tutejszą telewizję. Nasza wrażliwość jest inna i chciałbym, aby rodacy w ojczyźnie mieli tego świadomość. Ponoć w noc przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej warszawskie tablice upamiętniające ofiary niemieckich zbrodni zastąpiono napisami o hitlerowskich czy nazistowskich zbrodniach. Będę się upierał, że przenosi to odpowiedzialność z niemieckiego narodu na partyjnych sympatyków Hitlera, co jest zbyt grubym uproszczeniem i mi się to nie podoba.

 

Baraki Obamy i strajk głodowy

 

Barack Obama nie otrzyma mojego głosu w wyborach prezydenckich, deklarowałem w zeszłym tygodniu i podtrzymuję zdanie po tym, co wydarzyło się w okręgu Baraki Barak w Afganistanie w ostatnich dniach. Co najmniej 18 cywilów zginęło w bombardowaniu natowskich Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF) w Afganistanie, w tym 11 kobiet i dzieci – podaję za agencjami informacyjnymi. To kolejny krwawy tydzień w niekończącej się od trzydziestu lat wojnie. Ogromne zło się tam dzieje, a i inni szatani są tam pewnie czynni.

 

Brak reformy imigracyjnej, który wypomniałem Obamie, ma swoje żniwo nie tylko w rekordowych deportacjach, ale i skazuje niewinne dzieci na powolną śmierć. W niedzielę minie tydzień, gdy Sonia Lopez, Hilda Burgos i Lorenzo Arroyo zdecydowali się na strajk głodowy w obronie swoich bliskich, których okrutne prawo imigracyjne pozbawiło opieki medycznej. Syn Soni Lopez i brat Loreno Arroyo potrzebują przeszczepu wątroby, a syn Hildy Burgos nowej nerki. Nie masz numeru SS, nie ma cię na liście oczekujących na przeszczep. Prawie 20% wszystkich nieubezpieczonych to tzw. nielegalni imigranci, choć wolę angielskie słowo undocumented. Jorge Lopez miał roczek, gdy przybył z rodzicami do USA, więc mało w tym jego winy, że do dzisiaj nie ma legalnych papierów w Stanach. W szkole średniej miał zapewnioną opiekę medyczną, lecz ciągłe dializy nerki uniemożliwiły mu kontynuowanie nauki w college’u, i gdy wypadł z systemu edukacji, stracił szansę na przeszczep. A przecież to właśnie tym ‚undocumented’ należy się nie jeden przeszczep, bo stanowią 2.5 procent dawców. Należy im się pięć razy więcej przeszczepów, gdyby przyłożyć sprawiedliwą miarę.

 

Muszę być gotowy również na to, że wojskowy prokurator może mnie od teraz ścigać za brutalne słowa prawdy, kto jest oprawcą i kto odpowiada za ludzi zabitych przez NATO w Afganistanie. Tak jest, media doniosły, że za bluzgi rzucane na polski mundur za obecność w amerykańskich wojnach zabierze się prokurator. Ja mundur szanuję, lecz stanowisko mam jasne, zarówno w tej jak i irackiej wojnie – zbrojna napaść w imię iluzorycznego sojuszu z Ameryką przynosi nam hańbę. Schodzę z tematu, by zrobić miejsce przyjemniejszym sprawom.

 

Polka czy Chopin – co wybierasz?

Czy Fryderyk Chopin dostałby wizę, gdyby zamiast Paryża wybrał Stany Zjednoczone na nową ojczyznę? Z gruźlicą? Nigdy w życiu! Cofnięto by chłopaka z granicy, zwłaszcza,iż zachodzi podejrzenie, że zagrałby tu i ówdzie koncercik i wzruszył publiczność. Najchętniej widzielibyśmy jednak Chopina w centrum Chicago w prestiżowym Grand Parku. Piszę to w imieniu Chicago Chopin Foundation, której idea warta jest szerszej uwagi. Chodzi o to, by umieścić w Grand Parku replikę słynnego pomnika Chopina z warszawskich Łazienek. Pomysł bynajmniej nie kończy się na pomniku, lecz zasadza się na stworzeniu w centrum Chicago miejsca, skąd polski Chopin byłby grany letnią porą przez największe światowe sławy biało-czarnej klawiatury. Ten żywy pomnik polskiej kultury byłby pamiątką, jaką współczesna Polonia pozostawiłaby po sobie, zanim ostatecznie rozpłynie się, bo lata świetności mamy bez wątpienia za sobą. Będzie nas coraz mniej, starzy umierają, młodzi tracą więź z krajem przodków, nowych nie przybywa, bo już tylko szaleńcy decydują się na emigrację do Stanów (ostatnią, która taką deklarację złożyła, jest Doda).

 

Negocjacje z miastem trwają i wszystko wskazuje na to, że zakończą się sukcesem. Potem inicjatywa pozostanie już w naszych polonijnych rękach, czy damy radę, czy udźwigniemy ten projekt, bo koszt operacji to $1.6 mln. Suma ogromna, ale i projekt wielki, ponadczasowy i dobrze pomyślany, bo w dłuższej perspektywie przyniesie on sławę zarówno Polsce, miastu Chicago jak i amerykańskiej Polonii, dla której więź z krajem przodków ogranicza się do pielęgnowanej tradycji i kultury. Jak ważny jest Chopin, niech świadczy nie tylko popularność na świecie wódki o tej samej nazwie, ale i fakt, że zagrają go na rozpoczęcie EURO 2012. Na otwarciu mistrzostw usłyszymy Etiudę A-moll (op 25 nr.11). Jakby tego było mało – kazali biednemu Fryderykowi w ramach akcji promocyjnej Feel Invited dymać ostro w wuwuzele, więc zzieleniał na plakatach nasz narodowy symbol, jakby wszyscy zapomnieli o jego gruźlicy. Do akcji promocyjnej zaangażowano też kolumnę Zygmunta i warszawską Syrenkę.

 

Polka rules!

Już teraz natomiast zapowiadam większy tekst, który poświęcimy polce. Chodzi oczywiście o gatunek muzyczny. Jestem już umówiony z Jarkiem Obrębskim, którego głos znają wszyscy z anteny WPNA 1490AM, aby powspominać króla tego gatunku, Eddiego Blazończyka, który zmarł nagle i zabrał ze sobą cały świat wspomnień. Chcemy przybliżyć świat, który z każdą chwilą odchodzi w zapomnienie. Nie możemy na to pozwolić, bo chcemy czy nie, lubimy czy nie, jest to nasze dziedzictwo, o które trzeba zadbać. Ciekawe, że gdy tylko wspomnę komuś o zamiarze skręcenia filmu dokumentalnego o muzyce polka, o tym świecie odchodzącym – momentalnie słyszę, że polka to czeski wynalazek. Otóż niezupełnie, bo polka to przede wszystkim zapomniany świat imigrantów z pierwszej połowy zeszłego wieku.

 

Złoty wiek przypadł na XIX wiek, zanim wyparł ją ragtime, lecz i w połowie XX wieku przeżywała swój renesans, zwłaszcza za sprawą Eddiego Blazończyka. Polka to też wyraźna linia dzieląca dwie Polonie. Jedna to tacy jak ja, urodzony w Poznaniu, wykształcony w ojczyźnie, któremu śni się po polsku, wychowany na Bolku i Lolku, a angielski zawsze pozostanie drugim językiem, służącym do porozumiewania się z tubylcami. Drudzy to Polonia, która zgubiła język, lecz zachowała tradycje świąteczne, a jednym z ostatnich ogniw łączących z polskością jest tradycja, jaka wiąże się z polką. Więcej opowie nam Jarek Obrębski, którego głos to znak firmowy WPNA 1490 – to on prowadzi najbardziej kultowy program polkowy na świecie, codziennie, od poniedziałku do piątku w samo południe.

 

Jan Wiktor Soroko


Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*