Polityczny uścisk dłoni

Polityczny uścisk dłoni

Krótki uścisk dłoni między Barackiem Obamą a Raulem Castro na uroczystości żałobnej po śmierci Nelsona Mandeli w Soweto w Południowej Afryce wywołał większe zainteresowanie na świecie niż sama ceremonia. Bo oto przywódcy krajów, które znalazły się kiedyś na krawędzi wojny i nie utrzymują ze sobą stosunków dyplomatycznych od 1960 roku, witają się ze sobą jak dobrzy znajomi, jakby nie dzieliła ich ideologiczna przepaść, amerykańskie embargo i dziesiątki tysięcy Kubańczyków, którzy – uciekając z rodzimej wyspy przed biedą i komunistycznym reżimem – dobitnie dowodzą, kto ma rację i gdzie jest lepiej. Komentatorzy uznali, że uścisk dłoni, jaki wymienili Obama i Castro, to skromny, ale pozytywny sygnał. Podobnych sygnałów było dotychczas wiele.

Late South African president Nelson Mandela memorial

Uścisk dłoni prezydentów Ameryki Baracka Obamy i Kuby Raula Castro
fot.Kim Ludbrook/PAP/EPA

W zakończonym 30 września roku obrachunkowym do Stanów Zjednoczonych przybyło około 44 tysięcy Kubańczyków, najwięcej od 1994 roku i więcej niż przed rokiem. W połowie lipca bieżącego roku w publicznej klinice w Miami, która prowadzi obowiązkowe badania przybywających do USA Kubańczyków, zaczęły ustawiać się kolejki i kierownictwo kliniki przedłużyło godziny przyjmowania pacjentów.

Na zwiększone zainteresowanie Kubańczyków emigracją do Stanów wpływa szereg czynników: wzrost liczby wydawanych wiz turystycznych, liberalizacja kubańskich przepisów dotyczących wyjazdów za granicę, kryzys ekonomiczny w Hiszpanii, a także problemy, z jakimi borykają się Kubańczycy mieszkający w Ekwadorze.

Wizy turystyczne przyznawane są głównie starszym Kubańczykom, pragnącym odwiedzić rodzinę w Stanach, ale 20 proc. posiadaczy wiz pozostaje w USA po terminie ich ważności. Drugą sporą grupę przybyszów z Kuby stanowią ci, którzy udają się najpierw do Meksyku, a stamtąd, drogą lądową, przekraczają granicę amerykańską bez wiz, ale w oparciu o przepisy pozwalające im pozostać w USA, jeżeli przybyli lądem. Wśród nich trafiają się Kubańczycy z Ekwadoru, którzy – korzystając z przychylnej im polityki imigracyjnej – osiedlili się najpierw w tym kraju, choć ostatnio i tam nie są mile widziani.

W ostatnich latach około 100 tys. Kubańczyków wyjechało do Hiszpanii w oparciu o przepisy przyznające stały pobyt i obywatelstwo hiszpańskie potomkom hiszpańskich emigrantów. Z powodu dotkliwego bezrobocia część z nich chce wrócić, ale nie na Kubę, lecz do USA.

Do Stanów Zjednoczonych chcą wyemigrować też ci Kubańczycy, którzy pragną zdążyć przed spodziewanym zaostrzeniem niezwykle korzystnej dla nich ustawy Cuban Adjustment Act (CAA), która między innymi umożliwia otrzymanie amerykańskiej zielonej karty już rok po przybyciu do USA. Ze względu na nadużywanie CAA przez wielu Kubańczyków, którzy twierdzą, że wyjechali z wyspy z powodów politycznych, ale zaraz po otrzymaniu zielonej karty udają się z wizytą na Kubę, rozważana jest możliwość daleko idącego obostrzenia Cuban Adjustment Act.

Gdy stan wojenny skłonił wielu Polaków do wyjazdu, satyrycy sugerowali, że wyjadą wszyscy i – jak to czyni się przy wyjściu z mieszkania – ostatnia osoba powinna zgasić w Polsce światło. Kubę opuszcza rok rocznie tylu ludzi, ilU zamieszkuje w średniej wielkości mieście, ale nie muszą się oni martwić o ewentualne gaszenie światła, bo robi to za nich już teraz reżim braci Castro, wyłączając często prąd z powodu kłopotów energetycznych.

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*