Paw czy papuga narodów? – Okiem felietonisty

Patrząc na Polskę z perspektywy tysięcy mil, ten miły mojemu sercu kraj nie wydaje się ani pawiem, ani papugą narodów, ale średniej wielkości krajem przesadzanym jak stare drzewo z jednego poletka eksperymentów “miczurinowskich” na drugie poletko eksperymentów opisanych klinicznie przez Orwella.

Ogrodnicy przesądzający nasze drzewo robią to niezręcznie, a przy okazji łupią, ile się da, obcinając konary i przywłaszczając dla siebie. W czasach mojej młodości, kiedy mieszkałem w Polsce, cynicznie oddanej pod eksperyment “miczurinowski”, zakłady obdarzano obcymi Polsce imionami, jak huta im. Lenina, czy zakłady im. Róży Luksemburg, ale huta i tkalnie były własnością Polaków. Teraz zakłady nazywane są polsko brzmiącymi nazwami, ale są własnością obcego kapitału. W eksperymencie tym czynnie pomagają byli bojownicy o wolność i suwerenność, którzy nie czują żadnego zażenowania. Mało to, próbują oni wmówić Polakom, że to się dzieje w ich interesie.

W telewizji satelitarnej mogliśmy oglądać uroczystości związane z 25. rocznicą przyznania Lechowi Wałęsie pokojowej nagrody Nobla. Jubilat nie odniósł się ani razu do aktualnej sprawy, czyli do zupełnie niezrozumiałej odmowy podpisania przez Polskę konwencji zakazującej przechowywanie i używanie bomb kasetowych. Podpisało tę konwencję w Oslo przeszło sto krajów, ale Polska odmówiła. Widocznie ten rodzaj bomb nie kojarzy się jubilatowi z pokojem i nagrodą Nobla, którą otrzymał. Media polskie nagłaśniały w tym czasie wypowiedź min. Sikorskiego, obrażającego prostackim epitetem bliżej nieokreślone osoby, które nie włączyły się czynnie w celebrowanie prywatnej uroczystości Lecha Wałęsy. Minister Sikorski nazwał te osoby “karłami moralnymi”. Gdyby minister miał lepszą pamięć, to by sobie przypomniał, co on wygadywał w czasach, kiedy zaczynał karierę w rządzie Jana Olszewskiego z ROP. 

Do chóru sędziów “kodeksu moralnego” dołączyła się Gazeta Wyborcza. Jeszcze nie tak dawno, bo osiemnaście lata temu, gdy Wałęsa walczył o prezydenturę, Gazeta Wyborcza stanęła na czele krucjaty “siły spokoju” w walce z nim. Straszono Polskę Wałęsą jako “prostakiem”, “wrogiem demokracji”, “nienawistnikiem straszącym siekierą”, “antysemitą”. Polska po ewentualnym zwycięstwie Wałęsy miała się stać, wg. Michnika, krajem pozbawionym demokracji, bliskim dyktatury. Zresztą termin “dyktator” pojawiał się ciągle w czołówce Gazety Wyborczej. To wszystko można znaleźć w archiwalnych egzemplarzach lub w internecie. Po latach radykalnie odmieniła się opinia GW. Widocznie zmiany poszły w kierunku oczekiwanym przez GW, a Lech Wałęsa okazał się zdolnym uczniem, realizującym dyrektywy właścicieli Gazety Wyborczej.

Na uroczystość przybyli znani w Europie politycy, którzy kilka kilometrów od wystawionej na sprzedaż Stoczni Gdańskiej obejmowali publicznie jubilata, jako uosobienie korzystnych dla nich, własnościowych zmian na terenie Polski. Prezydent Sarkozy upaństwowił stocznię francuską, ratując ją od bankructwa, ale polską stocznię UE kazał sprzedać, a ludzi rozpuścić.

W ten zupełnie niezrozumiały zgiełk znakomicie wpisała się w tym tygodniu pani Katarzyna Hall, minister Edukacji Narodowej w rządzie Platformy i PSL. Pomysł MEN jest realizacją marzeń tych uczniów, których poznajemy w wierszu “na tapczanie siedzi leń”. Pani minister chce ułatwić uczniom życie i wprowadzić model amerykański. Uczniowie podstawówek własne książki zostawiliby w szafkach. W domu mogliby oddawać się przyjemnemu lenistwu. Nareszcie rodzi się nadzieja, że podstawówki będą opuszczać sami zwolennicy Platformy Obywatelskiej.

Tak praktycznie wygląda wprowadzanie “rewolucyjnych” i oczekiwanych zmian przez rząd Platformy. Szkolne zadania domowe za te “szczęśliwe” dzieci Platformy odrobią Chiczycy. Polskie dzieci, uwolnione przez PO z obowiązku, będą mogły ze spokojem usiąść przed telewizorem i “odrobić” lekcję propagandy TVN-owskiej lub Polsat-owskiej.

11 grudnia 2008
www.wojciechborkowski.com

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*