Ostrożnie z niedźwiedziem – Ameryka od środka

Jednym z najpoważniejszych zadań stojących przed nową administracją będzie wypracowanie jakiejś sensownej polityki wobec Rosji. Ostatnie lata były wypełnione dość sprzecznymi poczynaniami. George W. Bush początkowo usiłował zrobić z Putina swojego przyjaciela i zaliczyć Rosję do grona sojuszników. Gdy jednak okazało się, iż o prawdziwej demokracji Kreml nie chce słyszeć i gdy z Moskwy zaczęły płynąć wieści o dławieniu opozycji i hegemonistycznych zapędach rządu, Biały Dom popadł w inną skrajność – rozpoczął kampanię “osaczania” Rosji przez zapowiedzi dodania do NATO nowych krajów i przez plan umieszczenia elementów obrony przeciwrakietowej w Polsce i Czechach.

Faktem jest to, że normalny, demokratyczny i otwarty kraj nie powinien z tego powodu czuć się zagrożony. Jednak Rosja to szczególny przypadek. Gdy się śpiącego niedźwiedzia niespodziewanie wystraszy, zwykle odpowiedzią jest agresja, a przynajmniej niebezpieczna irytacja. A gdy jeszcze niedźwiedź zdradza paranoidalne obawy przed “knowaniami Zachodu”, można liczyć na przesadne, paniczne reakcje. Niestety polityka ostatnich lat doprowadziła do tego, że pojawiają się coraz częściej oznaki nowej “zimnej wojny”.

Nowa administracja waszyngtońska nie powinna oczywiście zdecydować się na jednostronne ustępstwa i zbytnią ugodowość. Warto jednak przypatrzeć się bliżej niektórym elementom tzw. “problemu rosyjskiego”. Częścią tego problemu jest z pewnością Gruzja. Gdy doszło niedawno do krótkiej wojny gruzińsko-rosyjskiej, Biały Dom natychmiast zgłosił solidarność z Gruzinami i potępił rosyjską agresję. Stanowisko to bierze się stąd, iż prezydent Saakaszwili jest otwarcie prozachodni i publicznie zabiega o członkostwo swojego kraju NATO. Ponadto sympatia Zachodu była zrozumiała, gdyż chodziło o niewielki kraj, zagrożony poważnie przez przytłaczające siły wielkiego sąsiada. Nie zmienia to jednak faktu, że pod wieloma względami Gruzja postrzegana jest w Waszyngtonie z przesadnym idealizmem.

Po pierwsze, jak wynika z wielu doniesień co bardziej dociekliwych reporterów, demokracja w Gruzji jest nadal perspektywą dość odległą. Media są całkowicie zdominowane przez rząd, a dziennikarzom często nie wolno pisać prawdy. Sopho Misidze jeszcze przed rokiem pracowała dla w miarę niezależnej telewizji. Jednak pewnego dnia do studia wtargnął oddział uzbrojnych po zęby sił specjalnych. Żołnierze pobili kilku dziennikarzy i zamknęli stację, która po kilku miesiącach “odrodziła się” już jako posłuszny megafon rządu. Misidze twierdzi dziś, że program telewizji w Gruzji jest z zasadzie taki sam jak w Rosji – chodzi w nim niemal wyłącznie o prorządową propagandą.

Po drugie, o ile nikt dokładnie nie wie, w jaki sposób doszło do wojny, początkowe oświadczenie Saakaszwili, że “Rosja dopuściła się niczym nie sprowokowanej agresji” było po prostu błędne. Mimo to, Ameryka zareagowała natychmiast i zgodziła się ze stanowiskiem prezydenta Gruzji.

Nie sposób nie krytykować Rosji za agresję, autokratyzm, stosowanie “szantażu energetycznego”, prześladowanie opozycji, etc. Równie skandaliczne i godne potępienia są ostatnie groźby pod adresem Polski. Jednak polityka prezydenta Busha wobec Kremla od samego początku była “czarno-biała” – żadnych szarości, żadnych odcieni, żadnych niuansów. Rosja była przez pewien czas wyimaginowanym przyjacielem, by zaraz potem stać się wrogiem. 

Choć Rosja już dawno utraciła swoją pozycję “supermocarstwa”, nie można jej ignorować z dwóch zasadniczych powodów: arsenału nuklearnego i zasobów naturalnych, a szczególnie ropy naftowej i gazu. A skoro tak, to w interesie USA jest utrzymywanie pragmatycznych, poprawnych stosunków z Kremlem, w których nie będzie mocno wyidealizowanych skrajności i uproszczonych intepretacji wydarzeń.
Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*